
Kandydaci i dziennikarze odliczają dni do wyborów samorządowych. Ci pierwsi wylewają siódme poty, by zdobyć jak najwięcej głosów, ci drudzy narzekają, że nic się nie dzieje. Utyskują na brak wielkich idei, wspaniałych debat i nowatorskich zabiegów PR-owych. Ale nie o tym są te wybory. To dobrze, że z perspektywy Warszawy jest o nich cicho.
Bo to wybory nie o planach naprawiania świata, zmieniania Polaków i rewolucji przenoszącej nas do europejskiej czołówki. Na to przyjdzie czas w przyszłym roku, kiedy będziemy wybierać prezydenta, posłów i senatorów. Jeśli wtedy nie pojawią się nowe pomysły na to, jak przyspieszyć nasz rozwój gospodarczy, zdjąć z przedsiębiorców ciężar biurokracji, polepszyć atmosferę życia w kraju, będę zawiedziony. Teraz byłbym bardzo zdziwiony.
To pierwsza kampania po trzech latach wyborczego postu. Mogłoby się wydawać, że politycy zaprezentują nowe idee i nowe pomysły. Nic z tych rzeczy. Jest nudno, przewidywalnie, bez polotu. Żadnych nowych idei, żadnego planu. Tak jakby partie przespały te trzy lata, koncentrując się wyłącznie na tym, w czym są najlepsze. W przekonywaniu, że konkurent jest najgorszy.
Ale to wezwanie do partyjnej centrali, do polityków, którzy z samorządem od dawna nie mają nic wspólnego. Tylko oni są w stanie wygenerować wydarzenia, które przyciągną uwagę mediów, sprawią wrażenie czegoś dużego i znaczącego. Ale takie podejście jest zrozumiałe, wszak nic się nie dzieje, więc nie ma materiału.
Z drugiej strony pojawiają się zarzuty, że liderzy, szczególnie PO, upolityczniają wybory samorządowe.
W jaskrawej sprzeczności z tą retoryką stoi jednak fakt, że na przedostatni tydzień kampanii samorządowej partie przyszykowały wydarzenia stricte polityczne, z lokalnymi sprawami niemające żadnego związku, za to elektryzujące media i podjudzające konkurentów do awantury politycznej. Czytaj więcej
Dostrzegła to cztery lata temu Platforma Obywatelska, startując z kampanią "Nie róbmy polityki, budujmy mosty". Osobną kwestią jest rozdźwięk między deklaracjami o nieupolitycznianiu, a praktyką, która była niczym innym jak właśnie upolitycznieniem kampanii. Teraz dużym partiom nie udało się zdominować tej kampanii, choć to w dużej mierze efekt ich nieudolności.
