„Życie zaczyna się po 50-tce!”
„Życie zaczyna się po 50-tce!” fot. Olga Kasprzyk

Ciężka choroba i oczekiwanie na wyrok. Przełom nadszedł, gdy Jerzy Złotowski skończył 50 lat. Przestał czekać na "kreskę". Zaczął żyć aktywnie. Dziś, jak mówi, czuje się na 20 lat. Jest morsem, chodzi na fitness i pilotuje wycieczki rowerowe po całej Europie. Codziennie udowadnia, że w wieku 50+ można żyć aktywnie.

REKLAMA
Panie Jerzy, ile ma pan lat?
Jerzy Złotowski: Czuję się na 20 [śmiech]
Dlaczego akurat na 20?
Bo moi koledzy mają tyle.
Koledzy skąd?
Z Gorzowa, z rowerów, bo dużo jeżdżę. Z morsów, choć tam moi towarzysze mają ciut więcej lat. Ale generalnie, koledzy to moi studenci.
Był jednak w Pana życiu czas, że poczuł się Pan na swój wiek. Miał Pan wtedy 50 lat, brzuch...
Tak, i będę niedługo o tym pisał bloga lub książkę, bo chcę pomagać innym ludziom. Być może wyglądam teraz jak "fajny", zdrowy facet, ale w książeczce wojskowej mam kategorię E. Tak naprawdę jestem bardzo poważnie chory. Żyję, bo medycyna zrobiła wielkie postępy. Wcześniej dawano mi szanse na życie maksymalnie do 40. roku życia. Dziś chcę pisać dla innych, by zmotywować ludzi z podobną diagnozę, aby działali i się nie poddawali.
Chce się Pan podzielić tym, co panu dolega?
To nie jest żadną tajemnica. Cierpię na chorobę hormonalną, stwierdzoną w wieku 10 lat. Mój organizm nie produkuje hormonów, które zatrzymują wodę w organizmie. Z tą przypadłością trzeba korzystać z toalety niemal na okrągło. Nie mogłem przez to w szkole chuliganić, właściwie nic nie mogłem robić, bo wypijałem 15 litrów płynów na dobę. Teraz, gdy medycyna zrobiła te postępy, funkcjonuję w miarę normalnie. Wtedy było to praktycznie niemożliwe. Przeszedłem na rentę w wieku 27 lat i zapewniam, że nie była to renta "załatwiana".
Dziś ma pan zdecydowanie więcej, niż 40 lat. Jak to się stało?
Taka diagnoza to wyrok. Pamiętam, jak rozmawiałem z lekarzem w klinice o tym, czy w ogóle powinienem wziąć ślub, czy powinienem mieć dzieci. Nie było takich przeciwwskazań, ale musiałem zapewnić swoim bliskim byt po moim odejściu. Minęło 40 lat... Minęło 45... I minęło 50. Ważyłem wtedy przy swoim wzroście 106 kilogramów.
Jak stuknęła mi 50-tka, to jeden kolega mi zszedł, drugi miał zawał. Powiedziałem sobie, że nie ma na co czekać.
logo
fot. Olga Kasprzyk

Był Pan już wtedy 10 lat "do przodu", a dziś jest pan laureatem ogólnopolskiej akcji „Energetyczni 50+ powered by Pharmaton Geriavit”, której celem jest pokazanie, jak wygląda współczesny 50-latek. Pięknie :)
Tak. Moje zmagania ze sportem zaczęły się dokładnie wtedy, gdy stuknęła mi 50-tka. Od tamtej pory mówię, że życie zaczyna się po 50-tce, bo dokładnie tak było. Ja się wtedy urodziłem po raz drugi.
Co to znaczy?
Zacząłem się odchudzać, biegać i jeździć na rowerze. Zrzuciłem 28 kilogramów. Zostałem pilotem grup rowerowych po Europie.
A wcześniej?
Wcześniej nie robiłem nic. Czekałem na śmierć. Wiele osób w podobnym wieku żyje trochę tak, jakby czekali na śmierć. To co piszę, bywa czasem przykre dla ludzi, bo ja cały czas żyłem z myślą o kresce... Na przykład kiedyś, gdy miałem trzydzieści parę lat wyleciał mi ząb i pomyślałem, że przecież jeszcze ze trzy lata musi wytrzymać. Może to głupie, ale tak myślałem...
Dziś mam siostrzeńca, któremu pękł tętniak. Wczoraj byłem go odwiedzić. On też był skreślony, ale psychicznie jest w pełni sprawny. Ma niedowład lewej ręki i nogi, ale już zaczyna powoli chodzić. Dałem mu pierwszą część tego co tworzę, swoich wspomnień. Chcę go zmotywować i dlatego napisałem, że tworzę to z dedykacją dla niego aby pomóc mu w walce ze słabościami. Zależy mi. żeby się nie poddawał, bo akurat niedawno wraz ze swoją dziewczyną kupił mieszkanie i za chwilę mają brać ślub. On ma dla kogo żyć, a medycyna robi takie postępy, że nawet jak dziś ktoś mówi, że jest źle, to jutro może być zupełnie dobrze.
Wyrok dziś, nie musi być wyrokiem jutro.
Dokładnie tak. Żyję sobie i to bardzo dobrze. Chwalę sobie, że przyzwyczaiłem się do choroby, potrzebuję po prostu przyjmować leki, bo bez tego się nie ruszam, nawet do fitness klubu.
Jaki ma pan kontakt z młodszymi kolegami?
Jak jeździłem więcej rowerem, to taki o połowę młodszy kolega ode mnie, często mówił do mnie: Panie Jurku, dziś biegniemy czy jedziemy rowerami? Oni lubili ze mną biegać, trenować czy startować. Ja też lubiłem, bo chyba nadawaliśmy na tych samych falach. Nie zostawałem w tyle, a często to oni nie dawali mi rady. Teraz to się może trochę zmieniło...
A jak na siłowni? Spotyka pan ludzi w swoim wieku?
Bywają tam też starsi, ale rzadko. Ja czuję się tamniemal jak VIP, bo inni patrzą na mnie z pewnym z podziwem, że "da się" i że "można". Staram się przyciągać ludzi do sportu. Na przykład do morsów zaciągnąłem sporo osób ze swojego fitness klubu. Mówię im: Dobra, to wchodzimy do sauny i wybiegamy na śnieg. I tak małymi krokami niektórzy się przekonują by przyjść na spotkanie morsów.
A co Pan czuje, gdy spotyka osoby które żyją inaczej, mniej aktywnie. Gdy jedynie czekają na swoją "kreskę" i niemal rezygnują z życia, decydując się na wegetację?
To jest tragedia... Rówieśnicy, których obserwuje często się poddają. Niejednokrotnie ma to związek z alkoholem...
Chodzę do fitness klubu głównie wieczorami i kiedyś spotkałem swoich młodych sąsiadów. Powiedzieli: Panie Jurku, że też Panu się chcę. Później sami wyganiają własnych rodziców na siłownie. Ale ci pochodzili tydzień i przestali... Trzeba mieć jakąś wewnętrzną siłę, bo jak ktoś pyta mnie po, co dla kogo to robię, to ja zawsze odpowiadam, że dla siebie. A jeśli jeszcze ktoś patrzy i podziwia moją aktywność, to jest mi po prostu milej.
logo
„Nasza aktywność zależy od samego człowieka!” fot. Olga Kasprzyk

A czy w Polsce są warunki do rozwoju po 50-tce?
Aktywność zależy przede wszystkim od samego człowieka. Na przykład za tydzień mamy otwarcie sezonu morsowego. Z tego co wiem, już zgłosiła się jedna nowa pani, która jest samotna. Nie ma co z sobą zrobić i chce przyjść, bo szuka towarzystwa, chce wyjść z domu. Ona nie chce jeszcze wchodzić do wody, tylko znaleźć nowe towarzystwo. Wiele osób tak ma.
Jak jest z szukaniem pracy po 50-tce?
Ludzie mówią, że nie ma. Ale mam rentę takiej wielkości, że trzeba coś robić, aby żyć. Spodziewałem się, że ciężko będzie mi znaleźć pracę. Ale się udało.
Jak?
Przez internet. Nie pisałem żadnego CV, bo gdybym to zrobił, zamieścił zdjęcie i datę urodzenia, nikt by mnie nie przyjął. Wpisałem tylko w mailu swoje doświadczenie, że jeżdżę samochodem z rowerami po całej Europie itd. Mój pracodawca był w szoku ile mam lat i jak jestem sprawny. Pracę zaczynam jeszcze w listopadzie.
Ma Pan fejsa?
Oczywiście. Wiele osób zarzuca mi, że mam "parcie na szkło". Podejrzewam, że każdy lubi trochę, jak go się połaskocze, i ja też. Nie ukrywam tego, a Facebook jest miejscem, gdzie można pochwalić się swoimi dokonaniami. A to pomaga działać "bardziej'.
Na jednym z Pana filmików jest napisane, że pan "ucieka". Przed czym Panie Jurku?
No wiadomo, przed kreską [śmiech]. Ale ja uciekam, a nie czekam.
logo