–"Premierka" brzmi śmiesznie – uważa Monika Olejnik.
–"Premierka" brzmi śmiesznie – uważa Monika Olejnik. Fot. Adam Kozak/Agencja Gazeta

Gośćmi Moniki Olejnik w "Kropce nad i" byli Ryszard Kalisz i Adam Bielan. Ten pierwszy nazwał Ewę Kopacz "premierką", co oburzyło gospodynię, która uznała, że "to śmiesznie brzmi", dlatego lepiej mówić "pani premier". Jeśli Ewa Kopacz będzie wybitna w swojej nowej roli, określanie jej jako premiery albo premierki odejmie jej autorytetu? A nazywanie premierem – doda, jeśli premierką okaże się marną? To dopiero logiczna ekwilibrystyka.

REKLAMA
Dramat w jednym akcie
Osoby:
Monika Olejnik
Ryszard Kalisz
Adam Bielan
Monika Olejnik: Czy pani premier powinna przyjść na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim?
Ryszard Kalisz: To nie ma znaczenia poza PR-owym, Ewa Kopacz jako premierka, która...
Monika Olejnik: Jako premier, proszę pana, no naprawdę....
Adam Bielan, w dwugłosie z Ryszardem Kaliszem: Premiera! Premierzyca! (śmiech)
Ryszard Kalisz: Dlaczego?
Monika Olejnik: Bo to śmiesznie brzmi, nie czuje pan tego?
Ryszard Kalisz: A ja uważam, że dobrze, pytałem nawet językoznawców....
Monika Olejnik: To ja będę do pana mówiła „posełek”.
Ryszard Kalisz: A dlaczego mówi się „dziennikarka”?
Monika Olejnik: Bo zawsze się tak mówiło.
Kurtyna.
logo
Tak pisano w 1904 roku. codziennikfeministyczny.pl
Język się zmienia i te zmiany widać, choć ci, którzy chcieliby uchodzić za językowych purystów, uważają je za „barbarzyństwo”. Kiedy prof. Monika Płatek oznajmiła, że była gościnią w programie Elizy Michalik, Andrzej Saramonowicz obwieścił światu, że „świat polskich mudżahedinek feminizmu ogarnął abberacyjny szał”, bo chcą „w kilka lat zmienić ukształtowany przez stulecia piękny europejski język”.
Dobry premier, zła premierka
Podobnego zdania zdaje się być posłanka Barbara Kudrycka (której biogram w Wikipedii wprowadza jednak pewną konfuzję, można w nim bowiem przeczytać, że jest to „polska prawniczka, profesor nauk prawnych, wykładowczyni akademicka i polityk”), która w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" uznała, że „jeszcze nie czas, by używać żeńskich końcówek, ciągle brzmią niepoważnie”. – Kobiety w polityce czy nauce muszą być lepsze od mężczyzn, żeby osiągnąć ten sam status. Jeśli ten status będziemy zaznaczać poprzez końcówki, zdeprecjonujemy te osiągnięcia – uznała była szefowa resortu Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Niedobry posełek
Dziwi, że do takiej argumentacji przyłącza się Monika Olejnik, która strofuje Kalisza za używanie formy „premierka” i grozi mu palcem mówiąc, że będzie go wobec tego nazywała „posełkiem”. Zdrobnienie odpowiedzią na rzekomo śmieszną żeńską formę, jaką jest „premierka”?
– Monika Olejnik się nie popisała. Stwierdzenie, że premierka brzmi śmiesznie, ale dziennikarka to już brzmi dobrze, bo uwaga, tak mówiło się zawsze o kobietach parających się dziennikarstwem, jest kuriozalne. Olejnik zdaje się być na bakier z podstawami językoznawstwa i wiedzy o społeczeństwie – mówi Aleksandra Magryta z Feminoteki. Jak przekonuje, zmiany w języku są często wynikiem zmian społeczno-kulturowych. – Czy zatem Olejnik nie wie, że gdyby żyła sto lat temu, to byłaby jedną z pierwszych przedstawicielek pokolenia kobiet mogących studiować w Polsce?
Dlatego tak dziwi ją niechęć Moniki Olejnik do żeńskich form. – A przede wszystkim do postępowego myślenia i równościowej perspektywy, która to jej jako kobiety przecież bardzo dotyczy – konkluduje Magryta.