Tłum ludzi walczy o ubrania. Szaleństwo? Nie, premiera najnowszej kolekcji Alexandra Wanga dla H&M

Czy ta kolekcja będzie hitem? Na pewno hitem popularności
Czy ta kolekcja będzie hitem? Na pewno hitem popularności Fot. facebook.com/hm
Tę sieciówkę znają i noszą wszyscy niezależnie od wieku. H&M to szwedzka firma, która poza ubraniami dostępnymi cenowo i zaprojektowanymi zgodnie z ostatnimi trendami, ma genialne marketingowe zagrania. Jednym z nich są kolekcje zaprojektowane przez najsłynniejsze nazwiska ze świata mody. Tym razem padło na Alexandra Wanga i tłum oszalał.


O tym, że Polacy kochają kolejki możemy się przekonać oglądając filmy Barei z lat 70. i 80. lub przechodząc dziś obok jednego ze sklepów marki H&M. Ale ta zbiorowa histeria, którą można by porównać ewentualnie do tej, kiedy w Lidlu „rzucili” Crocsy - akurat nie jest stricte polską i dotyczy wszystkich krajów niezależnie od szerokości geograficznej, gdzie tylko można znaleźć logo H&M.


Dziś tysiące osób wystają pod sklepami szwedzkiej sieciówki i rzucają się pędem, wyrywając sobie z rąk ubrania, które kupują w ciemno. Bez mierzenia. Jeśli rozmiar będzie nieodpowiedni lub krój nieszczęśliwie niedopasowany do sylwetki - sprzedadzą w internecie i jeszcze na tym zarobią! Bo kolekcjonerzy ubrań sygnowanych znanymi nazwiskami wyprodukowanych pod szyldem H&M są wszędzie i zapłacą każde pieniądze za rzecz od designera. Zresztą trzeba zaznaczyć, że te kolekcje naprawdę są ciekawe, nawet dla takiego abnegata metek, jakim jestem ja. W tym sezonie o stworzenie gwiazdorskiej, limitowanej kolekcji poproszono projektanta mody Alexandra Wanga (mogliście o tym u nas przeczytać jakiś czas temu pod tym linikiem).

- Spodziewałam się, że tak będzie. Że będzie tłum i ludzie będą sobie wyrywać te ubrania, jakby były co najmniej za darmo. Ale jeśli miałabym pójść za rok i spróbować szczęścia, że coś uda mi się kupić, zrobię to z taką samą przyjemnością - opowiada mi warszawska licealistka Victoria Wincewicz.

Jej udało się „wbić” na tak zwany pokaz przedpremierowy Alexandra Wanga. Choć pokaz jest wyrazem mocno na wyrost, bo była to jedynie przedsprzedaż ubrań zorganizowana dla gwiazd, dziennikarzy i stylistów. Victoria dostała podwójne zaproszenie od znajomej z redakcji pisma typu people.
- Wpuścili nas po 20. Na początku weszły gwiazdy i pozowały na ściance. Następnie można było poczęstować się jedzeniem z bufetu: hamburgery i pączki w wersji mini i ogłoszono, że o 21 startuje sprzedaż. Przed 21 zaczęło się odliczanie i ludzie, jakby oszaleli, rzucili się na tę kotarę i pędzili jak dzicy, chwytając wszystkie rzeczy po kolei. Ja jednak z koleżanką chciałyśmy je najpierw przymierzyć. I te, które znalazłyśmy w internecie okazały się na nas wyglądać zupełnie nieciekawie, więc je z powrotem odłożyłyśmy. Ale listę zakupów zrealizowałam. Bo miałam prośbę od siostry z Londynu i od kuzynki z Torunia, żeby kupić dla nich wybrane modele rzeczy. Przesłały mi nawet linki - opowiada licealistka.


Po tym, jak ubrania wybrały i przymierzyły, nastolatki godzinę stały w kolejce do kasy. Rzeczy sygnowane przez Alexandra Wanga kosztują od 40 złotych - za najtańszą bluzkę, do 1300 złotych - za najdroższą kurtkę. Victoria kupiła stanik, sukienkę i bluzę dla siostry, a dla siebie jedną koszulkę za 150 złotych. Zdziwiłam się, że siostra, która mieszka w Londynie nie wolała kupić sobie tych ubrań osobiście.
- Tam są jeszcze większe kolejki, a żeby się wbić na ten pokaz dla prasy i stylistów w Londynie, trzeba mieć naprawdę niezłe kontakty. A rzeczy są naprawdę świetne i cieszę się, że udało mi się kupić prawie wszystko, co zaplanowałam.
Na pytanie, co jest w tej kolekcji ubrań najciekawsze i najbardziej atrakcyjne, Victoria Wincewicz odpowiada mi, że ich design, charakterystyczny dla Alexandra Wanga. Lubi jego poprzednią kolekcję i szalenie podobało jej się, jak te ubrania dla H&M wyglądają na Rihannie, która jest jej idolką i ikoną mody.
Ja akurat kolejek po ubrania nie rozumiem, więc całej histerii - również. Na pewno jeśli młode osoby mogą mieć coś z metką od projektanta za „normalne” pieniądze, które są w stanie odłożyć lub jednorazowo wydać, to samo w sobie jest kuszące i atrakcyjne. Ale to szaleństwo dotyczy nie tylko licealistów! Znajoma, która pracuje w Londynie w biurze architektonicznym Zahy Hadid opowiadała, że poprosiła ona o pomoc w kupnie rzeczy z najnowszej kolekcji swoją przyjaciółkę - Isabel Marant (swoją drogą jej kolekcja dla H&M też wyprzedała się na pniu). Zaha jest stateczną panią lat 70 i międzynarodową gwiazdą wśród architektów i designerów. Aż dziwne, że nie dostaje tych rzeczy w prezencie z pozdrowieniami od firmy - „spod lady”.

Z drugiej strony, to miłe, że w przypadku tych kolekcji nie ma równych i równiejszych. I jeśli o którejś rzeczy się naprawdę marzy - swoje należy odstać w kolejce, naszarpać się i odczekać. W tym szaleństwie jest metoda. W dodatku doskonale opracowana marketingowo. Może w świecie, w którym wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki i karty zbliżeniowej, taki łup ubraniowy sprawia większą frajdę?

Chcesz więcej stylu? Polub nas na facebooku!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

NIE TYLKO POLITYKA

O TYM SIĘ MÓWI 0 0Gliński weźmie artystów za twarz, jak w PRL? Prawda może was zaskoczyć
0 0Krótka ławka PiS. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska