
Skala oburzenia i rozmiar histerii, jaka rozpętała się tylko dlatego, że na okładce „Polityki” pojawiło się słowo „prezerwatywa”, pokazuje, że rozmowa Żakowskiego z Izdebskim o życiu seksualnym elektoratów PO, PiS i SLD była bardzo potrzebna. I dobrze, że publikuje ją ważny tygodnik opinii. Jaka wiedza użyteczna z tego płynie? Ano taka, że wciąż radośnie taplamy się w bagienku hipokryzji, tylko nie lubimy słyszeć, jak ktoś nam to wypomina.
W środku znajdziemy wywiad, który z prof. Zbigniewem Izdebskim przeprowadził Jacek Żakowski, a który dotyczy unikalnych na skalę światową badań, jakie przeprowadził seksuolog. Profesor sprawdził, jak mają się światopoglądowe i religijne deklaracje wyborców polskich partii politycznych do tego, co się dzieje w ich sypialniach.
No i mamy: czołowy tygodnik opinii, gwiazda polskiego dziennikarstwa i orzeł rodzimej nauki, czyli po prostu lewacki "mejstrym".
Polityka testuje poziom swoich czytelników. Trzeba zejść jeszcze niżej.
– Jaka wiedza użyteczna płynie z badań, z których wynika, że wyborca PiS ma o 1 cm dłuższego penisa niż wyborca PO? Trudno dociec. Absurd – napisała na Twitterze Dominika Welowieyska, a Michał Majewski z „Wprost” ubolewał, że „Coś pękło, coś się skończyło”. Wszyscy zgodnie skrytykowali „Politykę” za bulwarową treść i poświęcanie okładki – na półtora tygodnia przed wyborami samorządowymi – seksualności wyborców. Głupota! Wiadomo przecież, że poważni publicyści powinni zajmować się rzeczami bardziej istotnymi, niż seks. Temat drugorzędny, brukowy i żadnego przełożenia na życie społeczeństwa nie mający.
Profesor przyznaje, że zaczęcie wywiadu (autoryzowanego przez niego przecież) od rozmowy na temat rozmiaru penisa było pewną prowokacją.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nieraz, żeby zainteresować czytelnika poważnymi badaniami dotyczącymi seksualności człowieka, trzeba dać pytanie, które może wywołać emocje – tak jak pytanie o długość penisa. To pytanie jest jednym ze 150, które były w bloku, miało charakter sprawdzający otwartość osób badanych na mówienie o swojej seksualności.
– Z mojej strony to była też pewna forma prowokacji, dlatego że politycy także decydują o prawie dotyczącym seksualności człowieka – o tym, jakie będzie prawo dotyczące in vitro, aborcji, czy ratyfikowana zostanie konwencja antyprzemocowa, czy możliwa będzie rejestracja związków partnerskich i jaka będzie koncepcja edukacji seksualnej – mówi Izdebski. Dodaje, że jakimś cudem w Polsce to właśnie politycy stali się ekspertami od seksualności, o której wypowiadają się, nie znając złożoności zagadnienia.
Tabela hipokryzji w Excelu
Janusz L. Wiśniewski, który wraz z prof. Izdebskim wydał właśnie książkę „Intymnie. Rozmowy nie tylko o miłości” na pytanie, o czym świadczy histeryczna reakcja na wywiad w środowej Polityce, mówi krótko: – Ta reakcja pokazuje przede wszystkim brak poczucia humoru i absolutny dogmatyzm w ocenianiu celu nauki. Nauka ma badać – czy wyniki będą utylitarne czy nie, ma drugorzędne znaczenie.
To jest pytanie socjologiczne – jak moje przekonania polityczne wpływają na przeżywanie mojej seksualności? Izdebski nie przepytywał ludzi w wywiadach, tylko zebrał statystki. Wszyscy mówią o polskiej hipokryzji, ale nikt nie może tego udowodnić. Teraz widać, że można – hipokryzję polską można ubrać w tabelę Excela.
