Dane zbierane na nasz temat są coraz dokładniejsze.
Dane zbierane na nasz temat są coraz dokładniejsze. Fot. Planete+

Prywatność w XXI wieku jest coraz trudniejsza do osiągnięcia. Przestaje być prawem, a zaczyna być przywilejem. I to takim, z którego bardzo łatwo rezygnujemy.

REKLAMA
Skandal! Skąd mają nasze dane?!
Sami udostępniamy pewne rzeczy w internecie, wystarczy nam zachęta (a nawet nie zachęta: możliwość) ze strony portalu społecznościowego. Pokazujemy, co robiliśmy tego dnia, co jedliśmy oraz gdzie pojechaliśmy na wakacje. Można dowiedzieć się o nas bardzo wiele, nawet się specjalnie nie wysilając. Niepotrzebne są drony, programy szpiegujące czy kamery w miejscach publicznych.
Wyjście do restauracji, check-in. Zmiana pracy, update. Wakacje, cała galeria na społecznościówce, z otagowanymi znajomymi i dokładną lokalizacją.
Okazuje się, że wielu z nas traktuje internet jako przestrzeń zarówno publiczną, jak i prywatną (43 proc.), a zaledwie 12 proc. jako przestrzeń wyłącznie publiczną. Niemal 60 proc. badanych miało świadomość, że strony www, które odwiedzają zbierają o nich informacje, 33 proc. nie miało co do tego pewności, a - uwaga! - 7 proc. uznało, że te dane nie są gromadzone (badanie „Prywatność w sieci, komunikacja marketingowa online z perspektywy internautów” z 2013 przeprowadzone przez IAB Polska). Nie bardzo wiemy, co się dzieje z danymi, które w ten czy inny sposób trafiają do sieci, nawet jeśli się na to zgadzamy (np. klikając „OK” przy polityce cookies).
Oczywiście nie za wszystkie „dziury” w prywatności odpowiadamy sami. Wydawać by się mogło, że przechowywanie plików w chmurze jest bezpieczne. Nie wrzucamy ich przecież do internetu! Jak przekonała się niedawno Jennifer Lawrence i kilka innych znanych aktorek - to bezpieczeństwo jest niestety złudne. Wystarczy połączenie z internetem i haker, by informacje z naszych komputerów czy smartfonów przestały być informacjami prywatnymi. Biorąc pod uwagę, że z internetu korzysta obecnie około 3 miliardy ludzi, jest to problem dużej części społeczeństwa.
Ale nie tylko w internecie nie jesteśmy anonimowi. W „realu” także coraz więcej jest wokół nas mechanizmów zbierających nasze dane. Ot, monitorowane osiedla, karty programów lojalnościowych czy karty do „odbijania” przy wejściu do pracy.
logo
Dane o nas zbierane są niemal wszędzie. Fot. Vasin Lee / shutterstock.com

Ogromne ilości danych. Sprzedam tanio!
Big data to ogromne zbiory danych, których analiza nie byłaby możliwa bez zaawansowanych technologii przetwarzania informacji. Dzięki zagregowaniu danych, które pozornie nie są ze sobą powiązane, można wysnuć wnioski dotyczące naszych preferencji i zachowań. Z analiz można wyliczyć np. prawdopodobieństwo rozwodu na podstawie transakcji finansowych czy zakupu konkretnych towarów na podstawie historii wyszukiwania. Te dane można przekuć w czysty zysk. Informacje o konsumentach pozwalają na lepsze „celowanie” do nich ofertami.
Ważne: To nie jest żadne science-fiction. To się dzieje teraz. Więcej o sprzedaży naszych danych będzie można zobaczyć w programie „Ile warte są nasze dane?” 12 listopada o 21:00 na Planete+.

-Potrzebujemy zmiany paradygmatu – dane nie powinny być postrzegane jako waluta czy przedmiot handlu, ale jako kluczowe narzędzie władzy, które w łatwy sposób może zostać obrócone przeciwko nam. Dlatego tak ważne jest, byśmy zachowali realną kontrolę nad ich przepływem i wykorzystaniem. Nawet w cyfrowym świecie jest to możliwe - komentuje Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon, zajmującej się ochroną praw obywatelskich w kontekście rozwoju nowych technologii.
„Nie martw się. To było dla twojego dobra.”
Brak prywatności tłumaczy się na różne sposoby, najczęściej wyjaśnieniem jest bezpieczeństwo. 19 listopada o 21:00 na Planete+ będzie można zobaczyć program „Europejska obsesja bezpieczeństwa”, opowiadający o systemach nadzoru nielegalnych imigrantów przyjeżdżających do Europy. Skala inwigilacji jest ogromna - ale społeczeństwo przyzwyczaiło się do niej. Rozumie, że taka jest cena bezpieczeństwa.
logo
Rozpoznawanie twarzy to już nie science-fiction. Fot. Planete+

Innym argumentem za ograniczaniem prywatności jest też zwykła, ludzka wygoda. Wprowadzone do różnych serwisów dane sprawiają, że oferty stają się coraz bardziej do nas dopasowane, reklamy wyświetlają nam produkty, które faktycznie mamy ochotę kupić. Internet staje się bardziej „nasz”. Coraz mniej tracimy czasu na szukanie pewnych rzeczy, bo internet podtyka nam je pod nos.
Wygoda i oszczędność - te dwie wartości sprawiają, że wielu z nas korzysta z jednej lub kilku kart monitorujących transakcje w różnych miejscach, w zamian oferujących specjalne zniżki czy nagrody. Takie dane o kliencie są bardzo cenne.
Jak napisał John Twelve Hawks w „Mrocznej rzece”: Gdyby prywatność miała nagrobek, napis na nim mógłby brzmieć: „Nie martw się. To było dla twojego dobra.”