
Lot z Warszawy do Madrytu, w czasie którego żony polityków PiS wdały się w sprzeczkę ze stewardesą, był dla Adama Hofmana, Mariusza Antoniego Kamińskiego oraz Adama Rogackiego podróżą służbową. Za bilety posłów PiS zapłaciła Kancelaria Sejmu, przekazując im kilkanaście tysięcy złotych zaliczki. Posłowie zostali zawieszeni w prawach członków partii do czasu wyjaśnienia sprawy. Tymczasowym rzecznikiem partii został poseł Marcin Mastalarek.
Z ustaleń „Newsweeka” wynika, że Hofman, Kamiński i Rogacki polecieli do Madrytu w ramach parlamentarnej delegacji. Celem ich wizyty było posiedzenie jednej z komisji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. „Newsweek” zaznaczył, że Sejm zapłacił wyłącznie za bilety Hofmana, Kamińskiego i Rogackiego. Ich małżonki wybrały się do stolicy Hiszpanii prywatnie.
Mieli jechać samochodami, wybrali tanie linie lotnicze Radio ZET twierdzi natomiast, że biorąc zaliczkę, Hofman i Kamiński zgłosili, że pojadą do Madrytu samochodami.
Radio ZET
Oświadczenie Prawa i Sprawiedliwości PiS odniosło się do sprawy w specjalnym oświadczeniu.
Prawo i Sprawiedliwość
Marszałek Sejmu żąda wyjaśnień Marszałek Sejmu Radosław Sikorski zażądał pisemnych wyjaśnień ws. podróży posłów PiS do Madrytu. Stacja TVN24 twierdzi zaś, że dotarła do dokumentów, z których wynika, że posłowie PiS nie pracowali w Madrycie zbyt długo.

Taką wersję wydarzeń potwierdza pismo Wojciecha Sawickiego, sekretarza generalnego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Wynika z niego, że posłowie PiS szybko wychodzili także z poprzednich posiedzeń komisji, jakie odbyły się w Paryżu i Izmirze.

"Wypiliśmy tylko po lampce wina" O podróży polityków PiS jako pierwszy napisał „Fakt”, przekonując, że małżonki Hofmana, Kamińskiego i europosła Dawida Jackiewicza zaczęły się awanturować ze stewardesą, gdy ta poprosiła je o oddanie wniesionego na pokład alkoholu. Żona Jackiewicza miała nawet chwycić stewardesę za łokieć. Stewardesa zagroziła, że wezwie policję, a do polityków i ich żon wyszedł kapitan.
Komentując doniesienia „Faktu”, Jackiewicz powiedział portalowi Gazeta.pl, że incydent nie wyglądał tak sensacyjnie, jak przedstawił to tabloid. – Nie byliśmy pijani, wypiliśmy tylko po lampce wina. Mieliśmy też alkohol kupiony na lotnisku, ale oddaliśmy go stewardesie, gdy o to poprosiła – zapewnił europoseł, dodając, że interweniujący pilot samolotu „zakończył rozmowę z uśmiechem”.
Nie do śmiechu było natomiast Joachimowi Brudzińskiemu, który na antenie Radia ZET „wyraził żal, że w ogóle do takiej sytuacji doszło”. – W sposób oczywisty żony moich kolegów nie powinny się tak zachowywać. Przeprosiły za to zarówno stewardesę, jak i kapitana – powiedział poseł PiS.
źródła: Newsweek.pl, Radio ZET
