
1. Pernik - 180*
2. Płowdiw - 161
3. Kraków - 150,5
4. Plewen - 150
5. Dobricz - 145
6. Nowy Sącz - 126
7. Gliwice - 125
8. Zabrze - 125
9. Sosnowiec – 124
10. Katowice – 123
*(liczba dni, w których w mieście przekraczany jest limit stężenia zanieczyszczeń)
Kraków był, jest i będzie miastem narażonym na smog. Po pierwsze ze względu na to, że leży w dolinie, więc są tam mniejsze możliwości przedmuchu. Swoje robią też pobliskie tereny przemysłowe. Stąd też nie powinna dziwić w raporcie KE obecność takich miast jak Gliwice czy Katowice.
Sytuacja wręcz dramatyczna staje się w sezonie grzewczym. Z badań Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska wynika, że Polska notorycznie przekracza normy emisji szkodliwych pyłów – w tym przede wszystkim rakotwórczego benzo(a)pireny – do atmosfery. Aż w 80 proc. przypadków źródłem tych zanieczyszczeń są kominy... naszych domów. Po pierwsze dlatego, ze od 2004 roku nie ma u nas żadnych norm jakościowych dotyczących tego, co wrzucamy do pieca. Po drugie dlatego, że aż 2,9 mln kotłów w domach Polaków to te najniższej jakości. Takie, w których można palić dosłownie wszystko.
Póki co państwo nasze przed karą umyka, gorzej z obywatelami. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Europejska Agencja Ochrony Środowiska i organizacja HEAL szacują, że z powodu zanieczyszczenia powietrza co roku przedwcześnie umiera w Polsce ok. 40 tys. osób. To również ono jest przyczyną ok. 10 proc. diagnozowanych w naszym kraju nowotworów.
Wnioski są zatrważające: wskutek zgubnego działania zanieczyszczonego powietrza co roku cierpi w Polsce wielokrotnie więcej ludzi niż ginie w wypadkach drogowych.
Jeśli uporamy się z normami dotyczącymi tego, co i jak palimy w naszych piecach i – wzorem Czech – wprowadzimy regulacje prawne, które w ciągu kilku bądź kilkunastu następnych lat wykluczą Polskę z list krajów o najsilniej chorobotwórczym powietrzu, nie mamy się czego obawiać.