
Andrzej Duda startuje w straceńczej misji. I niewdzięcznej, bo będzie musiał włożyć ogrom pracy w z góry przegraną kampanię. Ale ten wysiłek może zaprocentować w przyszłości. Bo tak naprawdę nie chodzi tutaj o najbliższe wybory prezydenckie, ale te za pięć i dziesięć lat. Ta kampania to okazja do tego, by raz na zawsze uciąć pytania „Ale kto to jest ten Duda?”.
REKLAMA
Andrzej Duda to dobry kandydat PiS na prezydenta. Ale nie w tych wyborach, tylko w następnych. Bo 17 maja możliwy wynik jest tylko jeden: zwycięstwo Bronisława Komorowskiego i to zapewne w pierwszej turze. Dlatego też w wyborach nie wystartuje Jarosław Kaczyński, który już raz przegrał z Komorowskim. Teraz jednak przegrana byłaby znacznie większa i znacznie bardziej dotkliwa.
Walka pod dywanem
Dlatego od miesięcy w partii trwały poszukiwania kandydata, do wyścigu aspirowali różni kandydaci. Mówiło się o Ryszardzie Czarneckim, dziś wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, chęć na zaznaczenie swojej pozycji miał też Grzegorz Bierecki, twórca SKOK-ów. Dlatego wskazując Dudę Kaczyński nie tylko przykrywa madrycką wyprawę swoich posłów, ale i przecina frakcyjne przepychanki o nominację.
Dlatego od miesięcy w partii trwały poszukiwania kandydata, do wyścigu aspirowali różni kandydaci. Mówiło się o Ryszardzie Czarneckim, dziś wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, chęć na zaznaczenie swojej pozycji miał też Grzegorz Bierecki, twórca SKOK-ów. Dlatego wskazując Dudę Kaczyński nie tylko przykrywa madrycką wyprawę swoich posłów, ale i przecina frakcyjne przepychanki o nominację.
To już pierwsza korzyść z ogłoszenia nominacji Dudy. Kolejna to budowanie rozpoznawalności tego młodego przecież polityka (ma 42 lata). Dzisiaj wielu wyborców, którzy na co dzień nie interesują się polityką pyta „Kto to jest Andrzej Duda?”. Nawet Wojciech Wybranowski z „Do Rzeczy” zrobił błąd w jego imieniu, co pokazuje jak dużo pracy do wykonania będą mieli sztabowcy PiS.
Cel: parlament
Ale nie ma lepszej okazji do zbudowania rozpoznawalności niż kampania. Nominacja Dudy pokazuje, że partia myśli perspektywicznie. Wie, że miliony wydane na przegraną walkę o Pałac Prezydencki zaprocentują w przyszłości. I to już podczas jesiennych wyborów parlamentarnych. Duda jest naturalną „jedynką” w Krakowie, bastionie Prawa i Sprawiedliwości.
Ale nie ma lepszej okazji do zbudowania rozpoznawalności niż kampania. Nominacja Dudy pokazuje, że partia myśli perspektywicznie. Wie, że miliony wydane na przegraną walkę o Pałac Prezydencki zaprocentują w przyszłości. I to już podczas jesiennych wyborów parlamentarnych. Duda jest naturalną „jedynką” w Krakowie, bastionie Prawa i Sprawiedliwości.
W 2011 roku zebrał tam prawie 80 tys. głosów, w wyborach do Parlamentu Europejskiego prawie 98 tysięcy. Teraz będzie musiał zdobyć jeszcze więcej głosów, by wciągnąć do Sejmu jak najwięcej ludzi z listy. PiS stawia sobie za cel nie tylko zwycięstwo, ale i zdobycie większości bezwzględnej, która uchroni partię przed koalicją.
Co po Komorowskim?
Do tego w 2020 roku skończy się ostatnia kadencja Bronisława Komorowskiego i PO (czy to, co ją zastąpi) będzie musiała znaleźć kandydata. Jeśli na karierę w Belwederze zdecyduje się Donald Tusk wynik będzie de facto rozstrzygnięty. Ale z kimś innym Duda będzie mógł już powalczyć. Sytuacja będzie analogiczna do tej z 2005 roku.
Do tego w 2020 roku skończy się ostatnia kadencja Bronisława Komorowskiego i PO (czy to, co ją zastąpi) będzie musiała znaleźć kandydata. Jeśli na karierę w Belwederze zdecyduje się Donald Tusk wynik będzie de facto rozstrzygnięty. Ale z kimś innym Duda będzie mógł już powalczyć. Sytuacja będzie analogiczna do tej z 2005 roku.
Z kolei przyszłoroczne wybory przypominają te z 2000 roku: wtedy pewne było zwycięstwo Aleksandra Kwaśniewskiego, a pozostali próbowali tylko ugrać jak najwięcej w cieniu niezwykle popularnego prezydenta. I części z nich się udało. Zgromadzony wtedy przez Andrzej Olechowskiego kapitał społeczny posłużył do założenia PO. Duda raczej nie założy swojej partii, ale jego pozycja wewnątrz PiS na pewno wzrośnie.
Spuścizna Lecha
Tak jak tzw. frakcji pałacowej, z której wywodzi się krakowski europoseł. To grupa dawnych współpracowników Lecha Kaczyńskiego, którzy zostali w partii po katastrofie smoleńskiej. To m.in. Anna Fotyga, Jacek Sasin czy Maciej Łopiński. Naturalnym uzupełnieniem tego środowiska są "muzealnicy", którzy pracowali z Lechem Kaczyńskim w warszawskim ratuszu i tworzyli Muzeum Powstania Warszawskiego.
Tak jak tzw. frakcji pałacowej, z której wywodzi się krakowski europoseł. To grupa dawnych współpracowników Lecha Kaczyńskiego, którzy zostali w partii po katastrofie smoleńskiej. To m.in. Anna Fotyga, Jacek Sasin czy Maciej Łopiński. Naturalnym uzupełnieniem tego środowiska są "muzealnicy", którzy pracowali z Lechem Kaczyńskim w warszawskim ratuszu i tworzyli Muzeum Powstania Warszawskiego.
Dzięki temu Duda będzie mógł w kampanii mówić, że jest kontynuatorem przerwanej misji Lecha Kaczyńskiego. Niewątpliwie zmarły prezydent będzie mocno obecny w tej kampanii, a powyższe zdjęcie z wręczenia Dudzie nominacji będzie często obecne w materiałach wyborczych.
To nie zapewni Dudzie wygranej, ale nie o to w tym wyścigu chodzi. Młody kandydat pokaże nowocześniejszą i łagodniejszą twarz partii, pozwoli otworzyć się na nowe środowiska, co jest niezwykle cenne przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Bo to dla PiS główny cel. Belweder już dawno sobie odpuścili.
