Sprawę pani  Janiny Kołkiewicz bada policja
Sprawę pani Janiny Kołkiewicz bada policja Fot. Kzenon / shutterstock.com

Policja bada przypadek 91-letniej Janiny Kołkiewicz z Ostrowa Lubelskiego, która niespodziewanie „ożyła” w chłodni zakładu pogrzebowego. Kilkanaście godzin wcześniej lekarka stwierdziła zgon pani Janiny. – Stwierdzenie braku pulsu, zbadanie jeszcze tętnicy szyjnej, osłuchanie akcji serca, płuc, zbadanie źrenic. Brak był odruchów. Typowe objawy, byłam pewna, że pacjentka nie żyje – powiedziała lekarka stacji TVN24.

REKLAMA
Rozmawiając z dziennikarzami, lekarka dodała, że gdyby miała jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stanu pacjentki, do której została wezwana, to próbowałaby ją reanimować i zadzwoniłaby po pogotowie. Tymczasem 91-latka nie wykazywała żadnych oznak życia.
Akt zgonu pani Janiny wypisano 6 listopada. Tego dnia, jak podaje „Dziennik Wschodni”, Bogumiła Kołkiewicz, która opiekuje się 91-letnią ciotką, znalazła nieprzytomną staruszkę w jej pokoju. Wydawało się, że kobieta nie oddycha i nie ma pulsu. Na miejsce wezwano więc lekarkę rodzinną, która po przeprowadzeniu badań stwierdziła zgon.
Pani Janina przez dwie godziny leżała na łóżku. Później została zabrana przez pracowników firmy pogrzebowej, którzy przetransportowali ją do chłodni. Tam 91-latka przeleżała mniej więcej 10 godzin. W tym czasie krewni rozpoczęli przygotowania do pogrzebu, które trzeba było jednak przerwać.
– O północy zadzwonili z chłodni, że ciocia żyje. Jak przywieźli drugiego zmarłego, to zauważyli, że worek z ciałem się rusza – powiedziała Bogumiła Kołkiewicz. Pani Janina wróciła więc do domu. Pod nadzorem prokuratury sprawą zajęła się policja.
– Będziemy sprawdzać, czy nie doszło ze strony lekarki, która wystawiła kartę zgonu, do narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia 91-letniej kobiety – powiedziała „Gazecie Wyborczej” Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.