Arcybiskup Skworc (pierwszy z prawej) wezwał do liberalnych reform, ale to margines w Kościele.
Arcybiskup Skworc (pierwszy z prawej) wezwał do liberalnych reform, ale to margines w Kościele. Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

„Dzisiaj miłość do ojczyzny, narodu i państwa to naprawa samorządu, dokończenie reformy sądownictwa, przywrócenie wolności gospodarczej i eksmisja na bruk biurokratycznych regulacji” – przekonywał 11 listopada metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. „Nowa Prawica ma swojego kapelana” – skomentowali internauci. Ale spokojnie z zachwytami. Taki głos to tylko kropla liberalizmu w morzu socjalnych zapędów polskiego Kościoła.

REKLAMA
Wiara i przedsiębiorczość
Wypowiedź arcybiskupa Skworca może zaskakiwać, bo do tej pory nie było polskiego hierarchy, który w podobny sposób zaapelowałby publicznie o liberalne reformy gospodarcze. W kazaniu wygłoszonym w Święto Niepodległości metropolita wyraźnie podkreślił, że wyrazem patriotycznej postawy powinny być wolnorynkowe zmiany. Narzekał, że dopóki nie zostanie przywrócona gospodarcza wolność, biurokracja będzie "matnią i zniewoleniem najbardziej przedsiębiorczych".
Abp Wiktor Skowrc

Jak długo można mówić i nic nie robić? Odnajdźmy w sobie, póki nie za późno, poczucie wstydu, za wszelkie zaniedbania i zaniechania w zatroskaniu o wspólną ojczyznę, by przyszłość nasza nie rozpłynęła się w niedostatku mądrości, roztropności i pracy.

Rzeczywiście, na co zwracają uwagę komentujący homilię, zabrzmiało to tak, jakby abp Skworc miał za chwilę zostać kapelanem Nowej Prawicy czy innej liberalnej gospodarczo partii. Internauci odnaleźli też jego wypowiedź sprzed dwóch lat, kiedy w identycznym tonie przekonywał, że "Polska potrzebuje gruntownej odnowy moralnej, uporządkowania prawa i przywrócenia zawłaszczonej przez biurokrację wolności gospodarczej".
Zaraz jednak pojawiły się pytania: czy to pogląd reprezentatywny dla jakiejś części polskich duchownych? A może tylko "głos wołającego na puszczy" – totalny margines? Ku rozczarowaniu liberałów bliższa prawdy jest ta druga odpowiedź.
Kościół dla ubogich
– Cytowana wypowiedź arcybiskupa rzeczywiście jest zaskakująca, ale trzeba ją potraktować jako wypadek przy pracy. Polski Kościół w żadnym razie nie jest wolnorynkowy. Bliżej mu do socjalizmu niż liberalizmu – przekonuje w rozmowie z naTemat Adam Szostkiewicz, publicysta "Polityki".
– Powodów nie trzeba szukać daleko. Kościół jest przede wszystkim dla biednych, więc przekaz musi być do tego dostosowany. To zresztą jest zgodne z tym, co głosi papież Franciszek. Są to postulaty socjalne, nigdy - bądź bardzo rzadko - wolnorynkowe – dodaje.
Nasi hierarchowie co najmniej kilka razy w roku zabierają głos w sprawach dotyczących polityki czy gospodarki. Ich stanowiska potwierdzają to, o czym mówi Szostkiewicz. Przed wolnością stawia się w nich np. solidaryzm, a mechanizmy rynkowe są kwestionowane. Na pewno nikt nie odnajdzie tam tak liberalnego przekazu, jak ten katowickiego arcybiskupa.
logo
Arcybiskup Wiktor Skworc Fot. Dawid Chalimoniuk / AG
"Wyrażamy najgłębsze przekonanie - piszą biskupi - ukształtowane na fundamencie Biblii i społecznego nauczania Kościoła, że nie można dzisiaj godzić się z bezrobociem, jako istniejącym faktem społecznym, pokładając jednocześnie całą ufność w mechanizmach rynkowych. W systemach gospodarczych, które kierują się wyłącznie logiką zysku, bezrobocie jest nieuniknione. Tam, gdzie człowiek i jego praca traktowani są na równi z innymi czynnikami produkcji, wszelkie zabiegi skierowane przeciw bezrobociu zdane są na niepowodzenie" – napisał polski Episkopat w "liście społecznym" sprzed kilku lat.
W pojedynczych wypowiedziach czołowych biskupów socjalny skręt jest jeszcze bardziej widoczny. Metropolita włocławski bp Wiesław Mering mówił np., że podniesienie wieku emerytalnego to "skok na kasę", a kryzys finansowy na świecie wywołany został "pazernością i chciwością" kapitalistów. Szef Episkopatu Józef Michalik za papieżem Franciszkiem powtarzał, że "we współczesnym świecie pieniądz nie może być dyktaturą".
List społeczny Episkopatu

W czasie przełomowych przemian i pracy nad rozwojem gospodarczym w Polsce, powinno wzrastać w nas przekonanie, że ekonomia jest tylko środkiem w osiąganiu przez człowieka jego celów. Źakład pracy, cała gospodarka - oprócz wymiaru czysto ekonomicznego - posiadają wymiar ludzki i społeczny.

Przy wzrastającym dzisiaj w Polsce bezrobociu, powinniśmy często stawiać sobie fundamentalne pytania: "Co należy do istoty przedsiębiorstwa? Czy jest nią tylko produkowanie dóbr i usług, przy możliwie najmniejszym nakładzie środków finansowych i pracy? Czy zysk jest najistotniejszym i jedynym wskaźnikiem kondycji przedsiębiorstwa?
Czytaj więcej

Kapitalizm? "Nie nasz system"
Oficjalnie polski Kościół nie występuje przeciwko kapitalizmowi. Przed dekadą z przedsiębiorcami zrzeszonymi w Business Center Club spotykał się biskup Piotr J., ówczesny członek Rady Społecznej Episkopatu Polski (w ubiegłym roku zawieszony w funkcjach biskupich, po tym jak pod wpływem alkoholu spowodował wypadek).
"Kościół w Polsce nie jest przeciwnikiem kapitalizmu, ale też nie mówimy, że jest to nasz system. Kościół po prostu nie ma swojego systemu gospodarczego. Co najwyżej Kościół może powiedzieć, że w systemie tzw. kapitalistycznym jest wiele elementów, które można pogodzić z prawdą o człowieku. Niestety jest w nim także wiele elementów, których nie można z tą prawdą pogodzić" – mówił po tych konsultacjach.
Jednocześnie sprzeciwiał się głosom mówiącym, że skoro Kościół krytykuje kapitalizm, to jest za socjalizmem. "Kapitalizm jest niezwykle wydajny w produkcji - nie jest już natomiast sprawiedliwy w podziale wytworzonych dóbr. (...) Wprowadza dość często - moim zdaniem - tendencję nie do przyjęcia - stwarza mianowicie tzw. sztuczne potrzeby, nie zaspokajając przedtem czy równocześnie tych podstawowych" – przekonywał.
Na marginesie
Można więc powiedzieć, że dyskusja o gospodarczym liberalizmie wciąż trwa, tyle że takie głosy, jak biskupa Skworca są w niej zdecydowanej mniejszości. Niektórzy zwolennicy liberalnych reform odwołują się nawet do słów papieża Jana Pawła II, który potępiał socjalizm, krytykował negowanie wartości prywatnej i nadmierny interwencjonizm państwowy.
– Rzeczywiście wolnorynkowe myślenie można gdzieniegdzie dostrzec, ale to są głównie kościelne elity i intelektualiści. W Polsce np. w Krakowie jest takie środowisko, z którego wywodził się chociażby minister przemysłu w rządzie Tadeusza Mazowieckiego Tadeusz Syryjczyk – stwierdza Adam Szostkiewicz.
– Tak czy owak, bardzo cenne jest to, że słychać takie głosy, jak tego biskupa z Katowic. Liberalizm nigdy nie będzie w głównym kościelnym nurcie, ale taki margines jest bardzo potrzebny – podkreśla.