
Narodowy Fundusz Zdrowia nie ma prawa do tego, by żądać od lekarza zwrotu pieniędzy za leki przepisane na błędnie wypełnionej recepcie, jeśli pacjentowi naprawdę były one potrzebne – orzekł w piątek Sąd Najwyższy.
REKLAMA
Chodzi o sprawę 90-letniego lekarza, który – choć od lat już nie pracuje – miał z NFZ podpisaną umowę na wypisywanie recept dla siebie i członków swojej rodziny. Ponieważ mężczyzna jest kombatantem, wszystkie był refundowane.
Podczas kontroli w 2011 r., urzędnicy NFZ stwierdzili, że medyk ma duże brak w dokumentacji. Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że – przy wypisywaniu recept jedynie dla siebie i rodziny – lekarz takiej dokumentacji prowadzić nie musi, ale NFZ obstawał przy swoim. Przedstawiciele Funduszu zarzucali też lekarzowi, że w niektórych przypadkach podał błędną datę lub jego podpis jest nieczytelny i zażądali od niego zwrotu pieniędzy za realizację wszystkich recept, które budziły ich zastrzeżenia. Chodziło o kwotę 60 tys. zł. Medyk nie zapłacił, więc NFZ wniósł sprawę do sądu.
Sądy pierwszej i drugiej instancji przyznały rację urzędnikom. Jednak Sąd Najwyższy uchylił ich wyroki podkreślając, że w przypadku, gdy leki przepisane na błędnie wypełnionych receptach faktycznie były choremu potrzebne i do niego trafiły, nie może być mowy o nadużyciu czy wyłudzaniu pieniędzy ze strony lekarza. A taka właśnie sytuacja – zdaniem SN – miała miejsce w przypadku 90-latka i jego rodziny.
Z decyzji Sądu Najwyższego bardzo cieszą się środowiska lekarskie i aptekarskie, którym tylko w 2013 r. NFZ nakazał zwrócić 5,5 mln zł za błędy na receptach. – Czasem chodzi o brak kropki czy przecinka. To, że pacjent jest chory i dostał właściwy lek, w ogóle się nie liczy - mówi Stanisław Piechula, wiceprezes Śląskiej Izby Aptekarskiej.
Źródło: wyborcza.pl
