Do bardzo brutalnych ataków na staruszki dochodziło na warszawskich klatkach schodowych. Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu.
Do bardzo brutalnych ataków na staruszki dochodziło na warszawskich klatkach schodowych. Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu. Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta

– Teściowa miała zawsze bardzo długie rzęsy. Kiedy zobaczyłam ją w szpitalu, jej twarz była czarna i spuchnięta. Dotknęłam powiek i poczułam tylko ich koniuszki – opowiada Małgorzata Maszek, która zeznaje w sprawie warszawskiego małżeństwa oskarżonego o brutalne bicie w głowę 13 staruszków. Trzy z tych osób zmarły w wyniku obrażeń, część nie odzyskała sprawności.

REKLAMA
Nie odbierała
Policjanci i lekarze byli wstrząśnięci stanem pobitej staruszki. Tuż po ataku starali się uspokoić, ale byli sprawą wyraźnie poruszeni. Rodzina nie mogła jej jeszcze zobaczyć, kiedy lekarz przekazał im worek z ubraniami pobitej. Były całe zbroczone krwią. Nawet buty, trudno było się zorientować, jakiego były wcześniej koloru.
– Oddano nam jeszcze dwie przecięte obrączki - mojej teściowej i jej przed laty zmarłego męża oraz sztuczną szczękę pełną zakrzepłej krwi. Jak ktoś jest bity, to zaciska zęby. Uderzenia były tak mocne, że ta szczęka wypadła jej z ust – mówi Małgorzata Maszek. – Jeżeli teraz w sądzie sobie nie poradzę, to oni wyjdą i będą atakować dalej – dodaje, rozmawiając ze mną na ławce przed salą rozpraw.
Pięść przed ustami i uśmiech
Oskarżeni zostali doprowadzeni z aresztu. To małżeństwo, co w takich sprawach jest rzadkością. Mężczyźnie za dwa lata napadów grozi 15 lat, kobieta ma zarzut pomocnictwa. – Nie wiem, czy on jest skruszony. Zachowuje się tak, jak powinien się zachowywać oskarżony. Siedzi, patrzy w dół, nie mówi – ocenia mecenas Kamila Sękowska-Dzieniarz. Oskarżona nie okazuje wyrzutów sumienia. Przed ustami trzyma zaciśniętą pięść i śmieje się, gdy słucha zeznań opiekunów i kilku prawie 90-letnich ludzi. Prosiła wcześniej o zwolnienie z aresztu, argumentując, że w domu są jej dzieci – bezskutecznie.
Cezary K. był już wcześniej karany za podobne przestępstwo. Jego żonę Jolantę K. obciążają zeznania męża – stała na czatach, gdy on atakował wcześniej upatrzone, samotne, starsze osoby. – W poniedziałek się z tych zeznań wycofywał. Przyznał, że ona była w tym czasie tam gdzie on, ale nie powiedział co robiła. To nie brzmi wiarygodnie – ocenia prawniczka.
Cezary K. wielokrotnie bił ofiary dłońmi, po twarzy i karku. Starszej pani Maszek, która zmarła kilka dni po ataku, zadał ciosy prawdopodobnie kijem bejsbolowym. W kilku z 13 ataków są nagrania z kamer monitoringu. Cezary K. przyznaje się do napadów. – Wnieśliśmy o zmianę kwalifikacji czynu na zabójstwo. Po pierwszym zgonie już wiedział, że to bicie może grozić śmiercią – tłumaczy Sękowska-Dzieniarz. Szanse na postawienie mu nowych zarzutów są – oceniają prawnicy.
Nie radzi sobie sama
– Dla nich nie ma nieprzekraczalnych granic. Było im wszystko jedno. Zabrali teściowej pierścionek. Jak się zorientowali, że jest z tombaku, wyrzucili go na śnieg. Oni wpadli, bo w swoim domu mieli jej złoty łańcuszek, na nim była wciąż jej krew – opowiada Małgorzata Maszek.
Oskarżeni nie rozmawiają ze sobą na sali sądowej. Ożywili się tylko raz, gdy inny świadek przyznał, że nikt nie widział i nie słyszał ataku na jego 82-letnią mamę. Rodziny ofiar zeznawały, Cezary K. nie podnosił głowy, a Jolanta K. nie spuszczała z nich wzroku.
Syn jednej z poszkodowanych

Skutki tego ataku są dla mnie odczuwalne do chwili obecnej. Mama wcześniej była samodzielna. Teraz potrzebuje stale mojej pomocy. Ciężko się z nią porozumieć, niewiele pamięta. Otworzy drzwi do domu każdemu. Dopiero rok po fakcie dowiedzieliśmy się, że to był atak, a nie upadek. Przez rok nie dostawała od lekarzy pomocy dla osoby pobitej. Nie zawiadomiliśmy wcześniej nawet policji.

Wyrok w przyszłym roku. Małgorzata Maszek chce doprowadzić do zmiany kwalifikacji czynu. Pokazuje mi akapit z opisem oględzin zwłok: – Charakter i lokalizacja stwierdzonych obrażeń głowy wskazuje, że nie mogły powstać w wyniku uderzenia głową o podłogę – czyta i puka palcem w papier.