
Ostre słowa na temat rosyjskiej polityki, jakie wypowiedziała w wygłoszonym w poniedziałek w Sydney przemówieniu Angela Merkel jednych ucieszyły, drugich zaniepokoiły. Wszystkich natomiast zdziwiły.
Tymczasem już w poniedziałek Merkel diametralnie zmieniła front i ostro skrytykowała tak zachowanie samego Putina, jak i jego ukraińską politykę. Stwierdziła wprost, że Rosja łamie prawo międzynarodowe oraz kwestionuje cały powojenny porządek pokojowy w Europie. Dodała, że ani Niemcy, ani Unia Europejska nie będą potulne wobec Kremla, bo widzą że jego działania zagrażają także Mołdawii, Gruzji czy krajom bałkańskim.
Memorandum podpisane w nocy z 19 na 20 września 2014 r. w Mińsku. Jego stronami byli uczestnicy grupy kontaktowej Ukraina-Rosja-OBWE. Dokument składa się z ośmiu punktów i przewiduje m.in. zawieszenie broni oraz utworzenie zdemilitaryzowanej strefy buforowej na wschodzie Ukrainy.
Nic dziwnego. Od początku konfliktu na Ukrainie w lutym tego roku, kanclerz Niemiec kilkakrotnie spotykała się z rosyjskim prezydentem. Przeprowadziła też z nim ponoć blisko 40 rozmów telefonicznych. Niewiele jednak osiągnęła. Putin robił co chciał. Jaka więc jest szansa na to, że teraz weźmie sobie do serca jawne groźby Berlina?
Putin zostawia sobie kilka otwartych opcji, m.in. po to, by utrudnić działanie swoim oponentom. Jego problemem są niewątpliwie poważne kłopoty gospodarcze, ale z Ukrainy nie może się już wycofać, bo straci wiarygodność wśród Rosjan.
