
Kolejna edycja kultowego kalendarza erotycznego Pirelli. Tym razem Steven Meisel fotografował dziewczyny w pięknej, błyszczącej i kauczukowej bieliźnie. Sprawa ma wyjątkowe znaczenie dla Polaków. Jesteśmy światową potęgą, jeżeli chodzi o bieliznę lateksową. – Choć jak bliżej przyglądam się tym zdjęciom, to jedna ma na sobie poliuretanowy gorset – mówi Dariusz Krawczyk, szef firmy, która lateksową bieliznę z Polski wysyła do Australii, Stanów i do Japonii.
REKLAMA
Sesję Pirelli stylizowała kontrowersyjna postać ze świata mody Carine Roitfeld. W sieci pojawiają się komentarze, że tegoroczna edycja jest ostra i wyuzdana. Ale to chyba określenia, które więcej mają wspólnego z pruderią, niż z rzeczywistością. Adriana Lima, Natalia Vodianova i Isabeli Fontana wyglądają super. Po raz pierwszy w historii kalendarza pojawiła się w nim modelka plus size – Amerykanka Candice Huffine. Wszystkie w błyszczących majtkach.
Polska jest jednym z czołowych producentów bielizny lateksowej na świecie. – W branży takiej odzieży ekstrawaganckiej trzeba spełniać mnóstwo wyśrubowanych europejskich norm. Można śmiało powiedzieć, że wszystkie materiały wykonywane w Europie są zdrowe i solidnie wykonane. Okucia naszej bielizny nie mogą zawierać chromu i niklu, a skóry muszą być atestowane, żeby nie uczulały. Takie są normy – tłumaczy Krawczyk, który w swojej firmie Ledapol opatentował materiał będący połączeniem lateksu i lycry.
Z dateksu, bo tak materiał się odzywa, można z niego szyć ubrania (zwykły lateks można tylko ze sobą zlepiać). Chińska bielizna to zupełnie inna sprawa, transportowana jest w kontenerowcach, w bardzo wysokiej temperaturze. Nie jest poddawana takiej samej kontroli.
Kalendarz Pirelli jest odpowiedzią na wzrost zainteresowania świata lateksem i to nie tylko w bieliźnie erotycznej. – Japończycy, Anglicy, Francuzi poszukują materiałów tego typu, chcą mieć na przykład lateksowe płaszcze przeciwdeszczowe – opowiada Dariusz Krawczyk. W jego bieliźnie chodzą Lady Gaga, Niki Minaj i J Lo.
