
Pluskwy, smród, brud i oczywiście niewystarczająca liczba szpitalnych łóżek, tak wygląda rzeczywistość polskich oddziałów psychiatrycznych. A osób z zaburzeniami psychicznymi przybywa.
REKLAMA
W najnowszym numerze tygodnika "Newsweek" Małgorzata Święchowicz razem z Eweliną Lis przedstawiają sytuację na polskich oddziałach psychiatrycznych. Trudno uznać, że warunki, w jakich leczeni są chorzy, mogą w jakimkolwiek stopniu przyczynić się do poprawy stanu pacjentów. Pozostaje pytanie, czy nie sprawią, że kondycja osób zmagających się z problemami psychicznymi się nie pogorszy.
Statystyki
Problemy psychiczne Polaków to wciąż temat niedostatecznie zgłębiony, ale na pewno szeroki. Szacuje się, że lęki, nerwice, manie czy stany depresyjne mogą dotyczyć od 5 do 8 mln ludzi. To bardzo dużo, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, iż nie mamy wystarczającej liczby lekarzy. W Polsce na 100 tys. pacjentów przypada sześciu specjalistów, dla porównania na Węgrzech jest ich 9, w Czechach oraz Niemczech – 12, natomiast w Finlandii i Francji aż 22.
Problemy psychiczne Polaków to wciąż temat niedostatecznie zgłębiony, ale na pewno szeroki. Szacuje się, że lęki, nerwice, manie czy stany depresyjne mogą dotyczyć od 5 do 8 mln ludzi. To bardzo dużo, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, iż nie mamy wystarczającej liczby lekarzy. W Polsce na 100 tys. pacjentów przypada sześciu specjalistów, dla porównania na Węgrzech jest ich 9, w Czechach oraz Niemczech – 12, natomiast w Finlandii i Francji aż 22.
Jednak uzupełnienie kadry lekarskiej też nie jest wystarczającym rozwiązaniem problemu. Pierwsi w kolejce do leczenia są bowiem ci w najgorszym stanie i wymagający hospitalizacji, jednak na nich w polskich szpitalach nie ma miejsca. Dlatego też ci najciężej chorzy bardzo często podróżują po całej Polsce, w poszukiwaniu już nie łóżka, ale chociaż skrawka podłogi na oddziale.
Mój jest ten kawałek podłogi
Dziennikarka gazety.pl leczyła się w warszawskim szpitalu na ul. Sobieskiego. Choć niestety, zwrot "leczyła się" może zostać uznany za nadużycie. Ze względu na ogromną liczbę pacjentów, niewystarczającą liczbę toalet czy pryszniców, w przepełnionych salach panował trudny do wytrzymania fetor i zaduch. Okna nie były otwierane, a ludzie którzy w takich warunkach nie mogli spać szukali skrawka przestrzeni dla siebie w innych szpitalnych pomieszczeniach, jak w palarni czy na stołówce.
Dziennikarka gazety.pl leczyła się w warszawskim szpitalu na ul. Sobieskiego. Choć niestety, zwrot "leczyła się" może zostać uznany za nadużycie. Ze względu na ogromną liczbę pacjentów, niewystarczającą liczbę toalet czy pryszniców, w przepełnionych salach panował trudny do wytrzymania fetor i zaduch. Okna nie były otwierane, a ludzie którzy w takich warunkach nie mogli spać szukali skrawka przestrzeni dla siebie w innych szpitalnych pomieszczeniach, jak w palarni czy na stołówce.
Potężnym problemem jest niedofinansowanie tego sektora służby zdrowia. Wydatki na oddziały psychiatryczne to zaledwie 3,2 proc. budżetu NFZ. Dla porównania w UE wydaje się średnio 6 proc.
Lekarze nie wiedzą, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Swoją pracę przyrównują do walki na froncie, wstydzą się przed pacjentami i ich rodzinami. Sami nie potrafią swoim podopiecznym zapewnić właściwej opieki. Dodatkowo są zestresowani, ponieważ w psychiatrii wszelkie niedopatrzenie może się skończyć tragicznie. Nie tylko dla pacjenta, lecz także dla osób postronnych.
