
– Na rezydenturę trafia tylko najlepsza część absolwentów uczelni medycznych. To czas, w którym powinniśmy ostatecznie odnaleźć się w zawodzie, w którym tak bardzo brakuje specjalistów. A tymczasem podejście do nas wielu zachęca raczej, by jak najszybciej szukać pracy poza ojczyzną – żalą się młodzi lekarze. Uważają, że przełożeni próbują tylko oszczędzać ich kosztem, narażają młodszych kolegów na problemy, a w zamian nierzadko nie oferują nawet dobrego słowa.
Jak tłumaczy, ona i jej młodzi koledzy po fachu bardziej niż rozpoznawaniem kolejnych problemów medycznych muszą zajmować się "oszukiwaniem systemu". – Polega to głównie na tym, że kiedy rezydent pokaże swoją wartość i umiejętności, staje się po prostu poniewieraną tanią siłą roboczą. Zrzuca się nas obowiązki bardziej doświadczonych lekarzy. Są placówki, w których rezydenci pełnili nawet samodzielne dyżury, co jest w zasadzie sprzeczne z prawem – zdradza nasza rozmówczyni.
Rezydent, czyli kto?
Każdy ze studentów medycyny po ukończeniu studiów zobowiązany jest do dalszego kształcenia, czyli otwarcia specjalizacji. Jedną z form realizacji tego planu jest etat rezydencki, zwany w skrócie rezydenturą. Rezydenci finansowani są przez Ministerstwo Zdrowia. Otrzymują obecnie wynagrodzenie w wysokości od 3 170 zł do 3 458 zł brutto.
W jej przypadku wybić się z – jak to nazywa – "biurokratycznego szamba" pomogła dopiero awantura z samym dyrektorem szpitala. Podobno niezwykle zdziwiło go, że nie chce skorzystać i zdobyć doświadczenia, które... "jest teraz lekarzom najbardziej potrzebne". – Wywalczyłam udział w kilku zabiegach i powinnam się była cieszyć, ale wychodziłam z tego gabinetu becząc. Z bezsilności – wspomina Agnieszka.
I przypominają głośną nie tylko w ich środowisku aferę w gorzowskim szpitalu wojewódzkim. Jedna z tamtejszych rezydentek postanowiła w lipcu ubiegłego roku upublicznić, jak wykorzystuje się tam młodych lekarzy i ryzykuje zdrowie i życie pacjentów. Choć kilka miesięcy później szef tej placówki został odwołany, a prokuratura zajęła się innymi nieprawidłowościami w jego szpitalu, wcześniej lekarka straciła kierownika swojej specjalizacji i miała trudności, by ją kontynuować.
