Porwanie to ogromny cios dla dziecięcej psychiki.
Porwanie to ogromny cios dla dziecięcej psychiki. Fot. mickyso / www.shutterstock.com

Rodzice, co jest z wami nie tak? Tylko takie pytanie nasuwa się po lekturze ostatnich statystyk Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

REKLAMA
Z danych obejmujących ostatnie cztery lata wynika, że w Polsce z roku na rok wzrasta liczba zaginięć dzieci, których znaczny odsetek dotyczy tzw. porwań rodzicielskich. W 2010 r. zgłoszono ich 21, rok później 27 a w całym 2013 r. takich przypadków było już ponad 350.
– W okresie od stycznia do października 2014 r. zniknęło już w sumie ponad 7 tys. dzieci, z czego 488 przypadków dotyczy dzieci poniżej 6. roku życia – informuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Z danych policyjnych natomiast wynika, że zgłoszenia zaginięć dotyczące najmłodszych bardzo często można zakwalifikować właśnie jako porwania rodzicielskie. Co ciekawe, ich sprawcami coraz rzadziej są rodzice-cudzoziemcy, a coraz częściej właśnie Polacy.
Dlaczego rodzice porywają?
– Prośby o pomoc wpływają do nas bardzo często, ale to i tak za mało przy takiej skali problemu – mówi w rozmowie z naTemat Robert Boch, mediator. – Nas niestety nie nauczono jak się komunikować. Wielu Polaków ma z tym kłopot, wśród nich także wielu rodziców.
Ale to nie koniec. Polacy otwarcie deklarują też niechęć do angażowania osób trzecich w tzw. pranie domowych brudów. Swoje spory czy konflikty chcą rozwiązywać sami, a angażowanie w nie kogoś z zewnątrz uważają za oznakę słabości. – W rzeczywistości jest wręcz odwrotnie – mówi Boch. – Zwrócenie się o pomoc do mediatora wymaga siły charakteru.
To również aspekt psychologiczny jest najważniejszym przyczynkiem do decyzji o porwaniu dziecka. – Porywają najczęściej ludzie w pewnym sensie niedojrzali emocjonalnie, pewni tego, że tylko oni mogą dobrze zaopiekować się malcem – mówi z kolei Sylwia Kaczan, psycholog i szef zespołu poszukiwań i identyfikacji w ITACE. – Chcą też w ten sposób w pewnym sensie zemścić się na drugim rodzicu, dokuczyć mu odbierając dziecko.
Zdaniem psycholog, najczęściej do dramatu dochodzi, kiedy oboje rodzice są na etapie dużych emocjonalnych zmian, kiedy już nie czują się związani żadną relacją z partnerem, a jeszcze nie oswoili się z myślą o rozwodzie czy rozstaniu.
Najgorsze jednak jest to, że decydując się na porwanie, dorośli zapominają o potrzebach dziecka, które potrzebuje przecież kontaktu z obojgiem rodziców. – Gdy mowa o kilkulatkach, a to właśnie ich najczęściej dotyka problem rodzicielskich porwań, trzeba przede wszystkim pamiętać o silnej potrzebie stabilizacji – dodaje Kaczan. – Takie małe dzieci bardzo potrzebują stałego rytmu dnia, świadomości, że zasypiają w swoim łóżeczku, że idą do tego samego przedszkola co zawsze, że w weekend spotkają dziadków. Odbierając im tę stabilizację, odbieramy także poczucie bezpieczeństwa.
Gorąca linia
Wszyscy rodzice i opiekunowie, którym zaginęło dziecko mogą szukać ratunku chociażby właśnie w Fundacji ITAKA, pod numerem 116 000. To interwencyjny numer w sprawie zaginionych dzieci, ale też porwań rodzicielskich. Połączenia są darmowe, a linia działa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.
– W przypadku porwań rodzicielskich dzwoniący jest od razu przekierowywany do prawnika, który ustala między innymi, czy i jakie były ostatnie decyzje sądowe odnośnie do sprawowania opieki nad dzieckiem, a także podejmuje próbę kontaktu z rodzicem, który porwania się dopuścił – wyjaśnia Kaczan.
O pomoc można także zwrócić się do mediatora rodzinnego.
Z takiej pomocy skorzystał m.in. 32-letni Marcin [imię zmienione - red.], ojciec bliźniąt, Tosi i Adasia. Dzieci dwa lata temu porwała matka. – Moja żona miała problem alkoholowy, nie byliśmy rozwiedzeni, nie mieliśmy sądowo orzeczonej separacji – wyjaśnia. – Ze względu na kłopoty z uzależnieniem ustaliliśmy po prostu, że ona zamieszka na jakiś czas u znajomej, która była zresztą psychologiem i bardziej mogła jej pomóc w walce o zdrowie niż ja. My tak naprawdę nie myśleliśmy wtedy o takim ostatecznym rozstaniu. Chodziło chyba głównie o to, żeby dzieci nie widziały co się z nią dzieje. Mogła je odwiedzać kiedy tylko chciała, pod warunkiem, że wcześniej upewniłem się, że jest trzeźwa. I wtedy też tak zrobiłem. Nie była pod wpływem alkoholu, więc pozwoliłem jej zabrać dzieci na spacer.
Spacer w sumie trwał ponad tydzień. Monika, żona Marcina, przywiozła dzieci do domu po dwukrotnej interwencji mediatora. Te jednak niestety nie zawsze kończą się takim sukcesem. Często sprawy porwań rodzicielskich znajdują swój finał w sądzie.
Gdzie po ratunek?
Tyle tylko, że tu znów okazuje się, że – jeśli nie pomogą fundacje czy mediatorzy – polski rodzic na prawo liczyć nie może. Nie ma narzędzi prawnych do egzekucji alimentów, nie ma też narzędzi prawnych do walki z rodzicielskimi porwaniami. – Porwanie rodzicielskie nie stanowi w Polsce przestępstwa, jest jedynie formą zaginięcia – mówił "Gazecie Wyborczej" Grzegorz Kostka z działu prawnego Fundacji ITAKA.
A instrumenty prawa cywilnego mającego zastosowanie w takich sprawach nie zawsze są skuteczne. Jak zaznacza prawnik z ITAKI, procedura bardzo często wlecze się miesiącami czy nawet latami a – gdy proces już się wreszcie zakończy – próby odebrania porwanego dziecka często okazują się nieskuteczne. Dlaczego? Bo kurator nie ma narzędzi prawnych do egzekucji sądowego wyroku. Ot, polskie kuriozum.
– By uporać się z tą kwestią, rozważać trzeba możliwość stosowania sankcji karnej za niedostosowanie się do orzeczeń sądów cywilnych i rodzinnych – ocenił Kostka na łamach "GW".
Co zatem pozostaje polskim rodzicom? Jak zwykle, jedynie nadzieja. Kilka dni temu bowiem, podczas międzynarodowej konferencji poświęconej właśnie kwestii zaginięć w Polsce i Europie, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych informowało, że nad oszacowaniem realnej skali zjawiska porwań rodzicielskich w Polsce i oceną ewentualnych działań państwa w tej sprawie pracują już odpowiednie instytucje. Analizę przygotowuje m.in. Instytut Wymiaru Sprawiedliwości współpracujący z MSW.
– Prawo na pewno może pomóc, ale najważniejsze jest to, żebyśmy nauczyli się w końcu w dojrzały sposób rozwiązywać konflikty – oceniają psychologowie. – To ważne zwłaszcza w przypadku porwań krajowych, gdzie dodatkowo w grę nie wchodzą kwestie religijne i kulturowe, a odebranie dziecka matce czy ojcowi jest skutkiem wielkich, negatywnych emocji z którymi jako dorośli, mamy obowiązek sobie radzić.