Mickiewicz ofiarą spisku? Tajemnicza śmierć polskiego wieszcza

Adam Mickiewicz na łożu śmierci, Stambuł, 28 listopada 1855 roku.
Adam Mickiewicz na łożu śmierci, Stambuł, 28 listopada 1855 roku. Fot. nieznany / Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza
Jego śmierć ciągle owiana jest tajemnicą. Od września 1855 roku przebywał w tureckim Konstantynopolu (obecnie Stambuł), dokąd wyjechał w celu utworzenia polskich oddziałów mających walczyć z Rosją w czasie wojny krymskiej. Choć wcześniej nie zdradzał oznak poważnej choroby, 26 listopada 1855 roku niespodziewanie zmarł. Co wiemy o okolicznościach zgonu wielkiego poety?



Henryk Służalski i Armand Lévy, przyjaciele, a zarazem świadkowie ostatnich chwil Mickiewicza, podkreślali, że zmarł nagle, niczym rażony piorunem. „Nie była to choroba, ale piorun” - pisał Służalski do ks. Adama Czartoryskiego. Pewne jest, że nagłe odejście polskiego wieszcza wstrząsnęło polską emigracją.


Zdrowy, ale strudzony
W chwili śmierci Mickiewicz miał 57 lat. Nie był więc sędziwym starcem, mało tego, cieszył się dobrym zdrowiem. – Wprawdzie zdrów jestem, tylko czuję się wstrząśniony i strudzony – pisał w maju 1855 roku w liście do Konstancji Łubieńskiej-Wodpolowej. To strudzenie właśnie zdawał się dostrzegać Walerian Mrowiński, który w ostatnim roku życia Mickiewicza tak o nim pisał: – Twarz miał bladą, znękaną, która w otoczeniu siwych, długich, w nieładzie rozrzuconych włosów wydawała się o wiele starszą aniżeli mówił wiek poety.

Zatroskanie poety wynikało m.in. z faktu, że dwa miesiące wcześniej głęboko przeżył śmierć żony, spowodowaną jej gwałtowną chorobą. Mało jadł, musiał być osłabiony fizycznie, zmęczony trybem życia i częstymi podróżami. Ze względu na ogólne wyczerpanie organizmu łatwo mógł złapać infekcję bakteryjną. Relacje mówią też o poważnych dolegliwościach żołądkowych wieszcza. Ponoć nie służyła mu turecka kuchnia, a 25 listopada miał struć się obiadem. Mimo to nie przyjął lekarstw.

Na łożu śmierci
Jak wyglądał ostatni dzień życia polskiego poety? Na to pytanie odpowiada Jarosław Marek Rymkiewicz, autor książki „Głowa owinięta koszulą”.

Jak pisze, ranek 26 listopada 1855 roku Mickiewicz zaczął od wypicia herbaty. Najprawdopodobniej wcześniej miał wymioty; uwagę świadka – płk. Emila Bednarczyka – który odwiedził o poranku poetę, przykuła świeżo umyta podłoga. Według relacji Służalskiego, około południa poeta posilił się kawałkiem chleba i wypił herbatę. Minęła godzina, a stan Mickiewicza wyraźnie się pogorszył. Ponoć widziano jak oburącz trzymał się futryny drzwi, aby nie upaść na podłogę. Później pojawiły się konwulsje.


Po południu do Mickiewicza wezwano lekarza, ale zabiegi medyczne nie pomogły cierpiącemu. Przybyły następnie ksiądz udzielił umierającemu ostatniego namaszczenia. Zanim poeta umarł - ok. 21 wieczorem - zwrócił się do płk. Bednarczyka: – Powiedz tylko dzieciom, niech się kochają. Zawsze.

Przedstawiona wersja wydarzeń nie wskazuje jednoznacznie przyczyn śmierci polskiego wieszcza, ale wynika z niej, że pogorszenie się jego stanu zdrowia nastąpiło nagle i niespodziewanie.
Teorie spiskowe...
Czy komuś zależało na śmierci wieszcza? Mickiewicz chciał wziąć udział w wojnie krymskiej i w tym celu zamierzał zorganizować m.in. legion żydowski, co nie do końca podobało się części środowisk emigracyjnych. Za głównego przeciwnika poety uchodził gen. Władysław Zamoyski. Pojawiły się także pomówienia o to, że za nagłą śmierć poety odpowiadali sami Żydzi. Inni wskazywali na agentów carskiej ochrany, a wiadomo, że Rosjanie byli od 1853 roku w stanie wojny z Turcją, której zamierzał pomóc zbrojnie Mickiewicz.

Natychmiast po jego śmierci pojawiły się pogłoski o spisku na życie wieszcza. Podejrzewano, że chorego otruto arszenikiem - niewyczuwalnym w napojach i potrawach. Niezależnie od tego, czy Mickiewiczowi rzeczywiście podano truciznę, objawy zatrucia arszenikiem są podobne do przebiegu cholery. A tę przewlekłą chorobę zakaźną podawano wcześniej jako najbardziej prawdopodobną przyczynę śmierci wybitnego Polaka. Tak przynajmniej sądził Służalski oraz syn zmarłego – Władysław. Tyle tylko, że jesienią 1855 roku w Konstantynolu nie stwierdzono żadnej epidemii cholery, choć wcześniej nawiedzała ona to miasto szczególnie często. Wiadomo np., że cholera masowo zabijała żołnierzy armii walczących w wojnie krymskiej.
Armand Lévy

Czy to była cholera? Kto to wiedzieć może na pewno. Nie było śladu sczernienia na twarzy, co, jak mówią, bywa w podobnych wypadkach, ani po śmierci, ni przedtem. Żadnej zmiany oddechu, nawet podczas konania. Ni znaku rozkładu nawet po upływie 24 godzin. Jeden z lekarzy oświadczył na półtorej godziny przed śmiercią, że zupełnie nie ma cholery. Inny do końca twierdził, że to nie jest cholera.

Co więcej, nikt z najbliższego otoczenia poety się nie zaraził...

A co na to lekarz?
Jest jeszcze oficjalna wersja wyjaśniająca tajemniczy zgon Mickiewicza, a przemawia za nią dokument wystawiony przez lekarza Jana Gembickiego. Wiadomo, że sam obawiał się on posądzenia o otrucie wieszcza, a jako przyczynę jego śmierci wpisał w akt zgonu wylew krwi do mózgu. Nie wiadomo jednak, czy świadomie nie skłamał, aby umożliwić transport zmarłego poety do Francji. Gdyby wpisał w świadectwie „cholerę”, byłoby to niemożliwe.
W styczniu 1856 roku, po przetransportowaniu ciała Mickiewicza do Francji, odbył się jego pierwszy pochówek. Wielki Polak spoczął na cmentarzu Les Champeaux w podparyskim Montmorency. W 1890 roku szczątki poety ekshumowano i przewieziono do Krakowa. Jego ponowny pogrzeb przerodził się w wielką patriotyczną manifestację. Autor „Pana Tadeusza” spoczął pośród królów na Wawelu.

Niektórzy wskazują na jeszcze jeden trop. Czyżby w wierszu Cypriana Kamila Norwida "Coś ty Atenom zrobił Sokratesie?" znajdowała się wskazówka dotycząca przyczyny zgonu Mickiewicza? Wiadomo, że utwór powstał krótko po śmierci wieszcza, a Sokrates miał wyzionąć ducha po wypiciu trucizny...