
"Washington Post", "Vanity Fair", czy "The Independent" rozpisywały się o tym, że radni z Tuszyna w Polsce nie zgodzili się, by Kubuś Puchatek patronował placowi zabaw. Polska stała się pośmiewiskiem, a okazuje się, że zarzut wobec bohatera książki dla dzieci ni był poważny – po prostu jeden z radnych zażartował sobie, bo dłużyło mu się na obradach.
Maltreting na Facebooku
Radnemu zależało właśnie na Uszatku a nie Puchatku, bo w Tuszynie zlokalizowana była wytwórnia Semafor, gdzie kręcono nowe odcinki przygód misia z oklapniętym uchem. Liczył, że taka nazwa będzie lepszą promocją dla miasta.
Nie przewidział, że jego żart się raczej Tuszynowi nie przysłuży, a międzynarodowe i polskie media potraktują go tak bezrefleksyjnie. "Washington Post" komentował na przykład, że generalnie misie nie noszą spodni, a fakt, że Kubuś Puchatek ma koszulkę, może świadczyć, iż jest "raczej konserwatywny".
W Kanadzie sprawa z Tuszyna wzbudziła jeszcze większe emocje. Burmistrz Winnipeg, skąd pochodzi właściciel pierwowzoru misia wydał w tej sprawie specjalne oświadczenie:
Źródło: Maltreting