
Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza… To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy – to słowa węglarza Tłoczyńskiego z „Misia” Barei. Na Dolnym Śląsku udowodniają jednak, że tradycja jest właśnie narzędziem zmieniania codzienności. I świetnym sposobem na dodatkowy zarobek.
Jesteśmy obserwowani, z gajówki wybiega kobieta w lnianej koszuli z wrzosowymi wykończeniami. – Wjeżdżajcie – pokazuje nam bramę – i zapraszam do środka.
Jak byłem na studiach poznałem ludzi działających w trzecim sektorze i tak już z nimi zostałem. Zobaczyłem, że można działać i zmieniać rzeczywistość.
– Dlatego, że Krzysiek za późno nas poinformował, nie ma takiego ciasta, jakie być powinno – słyszę na wejściu od Anety, jednej z twórczyń Wioski Sześciu Zbóż. Goście Kraśnika Dolnego zawsze są podejmowani specjalną drożdżówką i kefirem.
Mieszkańcy Kraśnika byli zadziwieni, co tu się dzieje, więc któregoś dnia zaprosiliśmy ich do nas, żeby zobaczyli jak to wygląda. Na jednym z zebrań poinformowaliśmy mieszkańców, że zamierzamy przekształcić Kraśnik w wioskę tematyczną. Nie było sprzeciwów, ale wielkiego entuzjazmu też nie zobaczyliśmy.
Lipiany stoją sztućcami. I to dosłownie, nazwa wsi jest ułożona z noży, łyżek i widelców. Na większości domów wiszą drewniane tablice z powypisywanymi przysłowiami kulinarnymi. Jedziemy do świetlicy, w której dziś odbywają się warsztaty kulinarne.
– Kiedy powiesiliśmy na swoich domach drewniane tablice z przysłowiami, wielu mieszkańców zgłosiło się do mnie, że też chciałoby mieć takie u siebie. Teraz myślę sobie, że fajnie by było, gdyby przed każdym domem stała taka tabliczka, jak w restauracji, na której byłoby napisane, co danego dnia gospodyni planuje na obiad.
