
Na dzień przed drugą turą wyborów samorządowych Jarosław Kurski, naczelny „Gazety Wyborczej” przekonuje, że PiS robi ludziom wodę z mózgu mówiąc o sfałszowanych wyborach. I wzywa, by zagłosować, „bo inaczej ludzie prezesa zagłosują za nas”. Część komentatorów zarzuciła mu złamanie ciszy wyborczej i agitowanie przeciw PiS-owi.
W czasie ciszy wyborczej zabronione jest prowadzenie agitacji za lub przeciw partiami startującymi w wyborach. Za taką właśnie część komentatorów uznała wstępniak Jarosława Kurskiego, naczelnego „Gazety Wyborczej”. Porównuje zachowanie PiS po wyborach do tego po katastrofie smoleńskiej, przypominając, że co czwarty badany wierzy w zamach.
Jarosław Kurski
Kurski chwali też członka komisji wyborczej z Działoszyna, który pozwał Jarosława Kaczyńskiego, bo nie czuje się fałszerzem. Wskazuje, że to Kaczyński powinien wytłumaczyć swoje tezy i nie ma obowiązku odpowiadania na jego zarzuty. „Idźmy głosować, bo inaczej ludzie prezesa zagłosują za nas” – kończy Kurski.
I to właśnie ostatnie zdanie tekstu wzbudziło kontrowersje. Część komentatorów zarzuciła naczelnemu „Wyborczej” agitację przeciw PiS-owi i złamanie ciszy. Ale redakcja broni swojego szefa – Roman Imielski przekonuje, że to wcale nie agitacja, tylko… wezwanie profrekwencyjne.

Źródło: "Gazeta Wyborcza"
