85-letni Kazimierz Kutz w wywiadzie dla "Newsweeka" mówi o starzeniu się i rozstaniu z polityką
85-letni Kazimierz Kutz w wywiadzie dla "Newsweeka" mówi o starzeniu się i rozstaniu z polityką Fot. "Newsweek"

"Przeżywam być może ostatni zakręt w moim życiu. Jestem jak konduktor na końcowym kursie, który wie, że przed nim już tylko zjazd do zajezdni, ale ciągle jeszcze jedzie" – mówi w wywiadzie dla "Newsweeka" 85-letni Kazimierz Kutz.

REKLAMA
Znany reżyser i senator od dłuższczego czasu nie udziela się publicznie. Co się z nim dzieje? W rozmowie z dziennikarką "Newsweeka" wyjaśnia, że zmaga się ze starością. "Czuję się jak wieprz prowadzony do rzeźni. Żyję, ale noże już ostrzą. Skończyłem 85 lat. Jestem na tyle stary, żeby dać sobie już spokój, czyli pozostać w dołku. Fajeczka, gołąbeczki, piciu-piciu i człowiek zaczyna się opierd****. Na taki los nie ma jednak we mnie zgody" – opowiada.
Jak mówi, próbuje nauczyć się starości, co uważa za "grzebanie się w gównie". "Zadyszka powyżej piętra, oddech krótszy, sen płytszy. Wszystko zaczyna szkodzić, dawne przysmaki wstrząsają wątrobą, kieliszek wódki staje się górną granicą. Najbliżsi traktują cię jak tetryka. Zamiast być dla nich bohaterem, guru, siłą, jesteś niedołęgą. Znalazłem się w środku bardzo silnych procesów starzenia, a przecież trzeba się jeszcze przygotować na najgorsze" – narzeka.
Kazimierz Kutz

Szukam smyczy, na której będę się mógł prowadzić. Zachować to pozostałe mi życie pod kontrolą. Człowiek powinien mieć świadomość tego, co przeżywa, wtedy łatwiej znieść mu trudy życia. Wiem, że przyjdzie dzień, kiedy nie będę mógł wstać z łóżka. Boję się go. Oczywiście, że się boję. I jest ten zwierzęcy lęk przed śmiercią, przed końcem, ostateczną przepaścią. Nie można udawać, że go nie ma. Ale na psychiczne samomolestowanie z tego powodu nie ma u mnie zgody. I gdy tak staję do walki z godnością, w męskiej postawie, to zaczyna być nawet ciekawie.

Kutz kilkukrotnie z powodzeniem ubiegał się o mandat senatora, ostatnio w 2011 roku. W ubiegłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego startował z list komitetu wyborczego Europa Plus Twój Ruch. Na łamach "Newsweeka" przekonuje jednak, że skończył z polityką. Zdecydował o tym m.in. "polityczny nokaut", czyli klęska w eurowyborach. Senator twierdzi, że za bycie politykiem zapłacił wysoką cenę.
"Moja wartość radykalnie się obniżyła. Wylądowałem w szpitalu, bo pękły mi jakieś flaki. Srałem czarnym gównem, ale po tygodniu powiedziałem: dość. Nie ma się co ślimaczyć, zamykamy ten epizod. Jeśli się gra wysoko i cały czas publicznie, to upadek musi boleć. Ogólnie rzecz biorąc, głębszej ruiny wewnętrznej to we mnie nie spowodowało. Nie jęczę. Nie żebrzę o litość szefa żadnej partii. Nie chcę mieć już z polityką nic wspólnego. Jest żałosna" – mówi.
Krytykuje też Janusza Palikot, z którym jeszcze niedawno współpracował. "Wiedziałem, że Palikot to farmazon, ale na początku naprawdę w niego uwierzyłem. To inteligentna bestia, on potrafi nieźle analizować sytuację polityczną, tylko że do polityki się nie nadaje" – ocenia.
Na koniec wywiadu deklaruje, że to jego ostatnia kadencja w parlamencie. W przyszłym roku po wyborach oficjalnie przestanie być politykiem. "Zacznie się kolejny etap mojej starości. Bez wątpienia gorszy. Przestanę też zarabiać pieniądze, o czym już mówię rodzinie, by pamiętali, że nie będą mogli na mnie liczyć" – zaznacza.
Źródło: "Newsweek"