
"Przeżywam być może ostatni zakręt w moim życiu. Jestem jak konduktor na końcowym kursie, który wie, że przed nim już tylko zjazd do zajezdni, ale ciągle jeszcze jedzie" – mówi w wywiadzie dla "Newsweeka" 85-letni Kazimierz Kutz.
Szukam smyczy, na której będę się mógł prowadzić. Zachować to pozostałe mi życie pod kontrolą. Człowiek powinien mieć świadomość tego, co przeżywa, wtedy łatwiej znieść mu trudy życia. Wiem, że przyjdzie dzień, kiedy nie będę mógł wstać z łóżka. Boję się go. Oczywiście, że się boję. I jest ten zwierzęcy lęk przed śmiercią, przed końcem, ostateczną przepaścią. Nie można udawać, że go nie ma. Ale na psychiczne samomolestowanie z tego powodu nie ma u mnie zgody. I gdy tak staję do walki z godnością, w męskiej postawie, to zaczyna być nawet ciekawie.
