
Kandydaci PO wygrali w największych miastach, ale i odbili twierdzę PiS – Radom. – PiS chce wyprowadzić ludzi na ulice i destabilizować państwo. To też jest element, który nie pozwala na prawdziwą, merytoryczną debatę – mówi w "Bez autoryzacji" Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji oraz szef regionu mazowieckiego PO.
Hanna Gronkiewicz-Waltz wygrała w Warszawie, udało wam się odbić Radom. Jest pan zadowolony z pracy swojego regionu w tej kampanii?
Andrzej Halicki: Wyniki potwierdzają, że po pierwsze obywatele czekają na bardzo konkretne realizacje projektów, a tych na Mazowszu prowadzimy wiele. Na poziomie samorządu wojewódzkiego jest kontrakt regionalny, podpisany niedawno przez marszałka Struzika. Jest wiele miast, które się dynamicznie rozwijają, ale i są takie, które tego szybkiego rozwoju oczekują.
Radom jest tutaj przykładem. Pomimo że to był bastion PiS-u, Radosław Witkowski uzyskał więcej głosów. To dopiero pierwszy etap naszej bardzo dynamicznej i otwartej na ludzi pracy. Mam nadzieję, że będzie ona kontynuowana konsekwentnie i z sukcesem.
Rozumiem, że tym drugim etapem będą wybory parlamentarne?
Oczywiście podsumowanie przez wyborców nastąpi pod koniec przyszłego roku, w wyborach parlamentarnych. Chcemy, by Platforma potwierdziła swoją pozycję i utrzymała mandat zaufania.
Z jednej strony wygraliście w dużych miastach, ale z drugiej PO dostała żółtą kartkę. Kandydaci PiS nie tylko dostali się do II tury, ale i mają ponad 40 proc. Macie się nad czym zastanawiać przed przyszłym rokiem.
Oczywiście będziemy analizować te wyniki, ale nie przesadzałbym z takim prostym wyjaśnianiem tej kwestii. Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz miała dziesięciu konkurentów.
Z tego co pamiętam cztery lata temu też było dziesięcioro konkurentów.
To byli różni kandydaci. Nie ulega wątpliwości, że w drugiej turze te wyniki sumowały się. Na Jacka Sasina głosowali nie tylko ci, którzy w wyborach parlamentarnych głosują na PiS. Ale rzeczywiście opozycja jest silna, bardzo często się jednoczy, a czasem używa demagogicznych i populistycznych haseł, a ostatnio nawet insynuacji.
PiS chce wyprowadzić ludzi na ulice i destabilizować państwo. To też jest element, który nie pozwala na prawdziwą, merytoryczną debatę, bo powoduje dużo złych emocji, które odstręczają od polityki.
Sondaże pokazują, że PiS wzmocnił się wśród młodych, tych, którzy jeszcze kilka lat temu wołali „zabierz babci dowód”. Teraz będzie akcja „zabierz studentowi dowód”?
To zupełnie nowe pokolenie, nie pamięta rzeczywistości sprzed siedmiu, ośmiu czy dziewięciu lat. Po siedmiu latach rządów premiera Tuska, przy trudnej rzeczywistości konkurencyjnego rynku pracy, te wszystkie oferty, które rząd do nich kieruje, polityka prorodzinna, są na pierwszym miejscu. Ciągle ta oferta jest za mało doceniana, musimy na pewno myśleć o młodym pokoleniu.
Nie przesadzałbym z interpretacją zwycięstwa PiS w poszczególnych segmentach. To szukanie usprawiedliwienia dla tego triumfu, który ogłosił prezes Kaczyński dwa tygodnie temu. Powiedział, że przejmują władzę w kraju, a okazuje się, że Polacy nie są tacy skorzy do jej oddania, nawet w miejscach, gdzie PiS miał ugruntowaną pozycję.
Wydaje mi się, że pana odpowiedź na to pytanie jest znamienna. Najpierw wspomniał pan o tym, co się działo za rządów PiS, a dopiero później o polityce prorodzinnej. Będziecie straszyć PiS-em w kampanii parlamentarnej?
Mówię o tym, co jest pewną rzeczywistością, w której jesteśmy. Emocjonalny podział na dwa ugrupowania jest rzeczywistością. Odbija się też na samorządzie, gdzie powinniśmy mówić o szpitalach, mostach, infrastrukturze, a przecież było mnóstwo emocji związanych z konfrontacją Platforma-PiS.
W takiej rzeczywistości żyjemy i będziemy żyć, bo jeżeli prezes Kaczyński – proszę nie mieć mi za złe, że znowu się odnoszę – próbuje wyprowadzać ludzi na ulice, wykorzystując do tego zupełnie cynicznie datę 13 grudnia, wmawiając, że polska demokracja kuleje, to mieszanie w głowach. Ono będzie pewnie kontynuowane przez najbliższe miesiące, aż do końca wyborów. Myślę, że to początek kampanii.
Jako minister administracji i cyfryzacji ma pan możliwość wysłania do PKW ekspertów, jeśli tylko nowy skład o to poprosi?
Druga tura daje przekonanie i pozwala mieć nadzieję, że wnioski zostały wyciągnięte i nowy skład PKW nie dopuści do takiej nonszalancji jaką widzieliśmy wcześniej. Ale nie mam mocy wysłać tam kogoś przymusem, bo PKW jest niezależna i tej niezależności powinniśmy mocno strzec. Ale gdyby taka prośba się pojawiła, to mogę pomóc poradą, sugestią.
Natomiast niezawisłość PKW, jej rola ustrojowa, powinny być strzeżone. Pomysły, które zgłaszają konkurenci, by wysyłać do PKW polityków, są najgorszym rozwiązaniem.
