Gej? Bez znaczenia. Orientacja Roberta Biedronia nie miała udziału w jego wyborczym sukcesie

Biedroń zasłynął jako członek ruchu LGBT i współtwórca Kampanii Przeciw Homofobii.
Biedroń zasłynął jako członek ruchu LGBT i współtwórca Kampanii Przeciw Homofobii. Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
Łączenie wygranej Roberta Biedronia w wyborach samorządowych z tezą o tym, że polska homofobia zanika jest tak samo bezzasadne jak twierdzenie, ze wybór Baracka Obamy na prezydenta USA był skutkiem tego, że w Stanach nie ma już rasistów.


Wygrana Biedronia z pewnością jest ważna. I dla polskiej sceny politycznej i dla polskiego społeczeństwa. Tyle tylko, że jego seksualna orientacja, podobnie jak fakt, że jest zdeklarowanym ateistą, miała tu najmniejsze znaczenie. Chodziło raczej o jego stosunek do wyborców. Bo tych – zdaniem ekspertów – jako jeden z nielicznych w tych wyborach, Biedroń potraktował je poważnie.


Ważny sygnał dla polityków
– Nie nazwałabym tej wygranej przełomem – mówi w rozmowie z naTemat Renata Ropska, psycholog i ekspert ds. marketingu politycznego ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Z pewnością jest to jednak bardzo wyraźny sygnał dla polskiej sceny politycznej i dowód na to, że w polityce krajowej potrzebne są reformy, duże reformy. Potrzebna jest przede wszystkim zmiana w retoryce i sposobie traktowania wyborców. Oni nie chcą już słuchać gadających głów w telewizji czy radiu. Chcą konkretnego, żywego człowieka, który się z nimi spotka i porozmawia. Zwłaszcza jeśli chodzi o tak ważne dla społeczności lokalnej wybory samorządowe.


Biedroń zapunktował też brakiem ideologicznej nachalności. W rozmowach z ludźmi nie eksponował ponoć ani swojej orientacji, ani religijnych/ateistycznych przekonań. Na tle lokalnych rozgrywek między przedstawicielami poszczególnych partii był okazem świeżej krwi, nie zamieszanej w trwające w mieście polityczne gierki.


Blisko ludzi, czyli skutecznie
– Chcę się zająć miastem, a nie rozgrywkami. Nie jestem kandydatem partyjnym. Będę robił to, co dobre dla Słupska – przekonuje nowy prezydent na łamach serwisu wyborcza.pl. I podaje konkretne przykłady: projekt stworzenia w Słupsku Instytutu Zielonej Energii leży już u premier Kopacz. Jeśli powstanie, pojawią się nowe miejsca pracy i bodziec dla rozwoju infrastruktury. W następnej kolejności nowa droga łącząca Słupsk z Ustką. Dzięki niej, zdaniem Biedronia, Słupsk mógłby stać się zapleczem turystycznym dla Ustki, wczasowicze nocowaliby tu taniej i w kilkanaście minut dojeżdżali nad morze (Słupsk od morza dzieli 19 km). W planach jest jeszcze m.in. otworzenie w mieście oddziału położniczego.

Dobra kampania poskutkowała. Biedroń, dotychczas znany jedynie z polityki ogólnokrajowej i walki o prawa mniejszości seksualnych, wygrał w Słupsku potężną większością głosów. Dostał w sumie 15 tysięcy 308 głosów (57,08 proc.), podczas gdy jego rywal – Zbigniew Konwiński – musiał zadowolić się liczbą 11 tysięcy 511 głosów (42,92 proc.).

Krok ku tolerancji
– U nas homofobia tak samo jak i rasizm mocno się trzyma – przekonuje Jacek Kucharczyk, socjolog i prezes zarządu Instytutu Spraw Publicznych. – A takie wydarzenia jak sukces Biedronia raczej nie pozostają bez odpowiedzi. Ja osobiście lada dzień spodziewam się jakiegoś ataku na niego. Tego wręcz trzeba się spodziewać, po tym co w ciągu ostatnich dwóch latach działo się z tęczą na Placu Zbawiciela.

Problem Polaków, zdaniem Kucharczyka, bierze się właśnie stąd, że szeroką tolerancję deklarują bardzo często w rozmaitych ankietach, ale w codziennych sytuacjach mają z jej okazywaniem spory problem. I nie chodzi tylko o zachowanie wobec osób o odmiennej niż nasza orientacji seksualnej. Konflikty budzi też wyznanie czy kolor skóry. Sukcesem społecznym jest natomiast widoczna coraz bardziej umiejętność oddzielania takich rzeczy, jak orientacja czy przynależność rasowa od – w przypadku chociażby polityków – merytoryki czy profesjonalizmu. – A to tylko krok w drodze na szczyt – przekonuje Anna Dąbrowska, prezes Towarzystwa Homo Faber. Od lat walczy o prawa mniejszości. – Na samym końcu drogi jest akceptacja. Ale widać już, że Polska się różnicuje. I dobrze, bo tolerancja jest nam potrzebna do prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa.

Kucharczyk studzi tę równościową narrację. – Ateista i działacz ruchów LGBT nie był dla wyborców istotny. Dla nich liczyło się to, że stoi przed nimi polityk z konkretnym programem, który chce walczyć o rozwój ich miasta.

Osi dalej porusza
Podobna debata na temat tolerancji Polaków wybuchła kilkanaście dni temu, gdy okazało się, że zwyciężczynią czwartej edycji popularnego show „Top Model” została czarnoskóra Osi Ugonoh. Trudno rozstrzygnąć, czy po jej wygranej więcej było głosów pochwalnych o tym, jacy to Polacy tolerancyjni czy wręcz przeciwnie – rasistowskich komentarzy w stylu „Wygrała, bo jest czarna, zlitowali się nad biedaczką”.
– Widzowie, którzy wysyłają SMSy kierują się pewną logiką. Szukają czegoś nieszablonowego, ale to zdecydowanie głos ludzi tolerancyjnych – wyjaśnia w rozmowie z naTemat dr Piotr Celiński, medioznawca. Tyle tylko, że nie odzwierciedla to nastrojów ani poglądów całego społeczeństwa.

– W takim show patrzymy ogólnie na urodę i wdzięk, a tego nie można Osi odmówić – dodaje Michał Piróg, tancerz. – Mnie jednak bardziej interesuje codzienne zachowanie, bo to jest tak naprawdę wyznacznik tolerancji. Czy dostanę pracę, czy kupię bez problemu mieszkanie, jak się mnie potraktuje w klubie.

Polacy kochają cudzoziemców, cudzoziemcy nie kochają Polaków
Z danych Eurostatu wynika, że w wyścigu o tolerancję wyprzedzamy Francuzów i Niemców. – Jesteśmy jednym z bardziej tolerancyjnych krajów w Europie – przekonuje prof. Włodzimierz Piątkowski z Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. – Polacy mają złą opinię w mediach, ale tak naprawdę idziemy do przodu.