Beka z beki z Poli Dwurnik to kolejna beka. Dlaczego "GW" broni grafomanii sięgając po prawa kobiet?

Młoda artystka szybko awansowała z autorki specyficznych felietonów na Ofiarę Męskiego Szowinizmu.
Młoda artystka szybko awansowała z autorki specyficznych felietonów na Ofiarę Męskiego Szowinizmu. Facebook Poli Dwurnik
Czytałam dwa teksty, które wyszły spod pióra pani Poli Dwurnik. Czytałam felieton Wojtka Engelkinga o felietonach pani Poli Dwurnik. Owszem, złośliwy. Teksty pani Dwurnik są słabe i właściwie niepublikowalne, Engelking wyśmiał kilka chybionych metafor i homeryckich porównań. Później czytałam apologetyczno-obrończe teksty w "Gazecie Wyborczej" na temat quasi felietonów pani Dwurnik i atakujące Engelkinga za szowinizm, mizoginię, przemoc symboliczną, szerzenie nienawiści i ogólną ludzką podłość. Dostało się też internautom, którzy z pani Poli Dwurnik „toczą bekę”. Bo jak wynika z płomiennej mowy obrończej zamieszczonej na łamach "GW", po pierwsze bekę toczą ze złych powodów, a po drugie – w złym stylu toczą. A źle toczą, bo zazdroszczą, prowincjonalne gnomy.


Piszę „pani Pola Dwurnik”, bo nie znam pani Poli Dwurnik, więc właściwym wydaje mi się pisanie o niej w ten właśnie sposób. Uprzejmie i z szacunkiem danym apriorycznie. Dlatego też, że Engelkingowi oberwało się za pisanie o pani Polo Dwurnik per „Pola" – wszak nie znają się i po imieniu na pewno nie są.


Klasyczny fantazmat kobiety, głupcze!
Cham z tego Engelkinga. Ale cham niezwyczajny, bo jego chamstwo wynika z korzystania z pewnego kulturowego, krzywdzącego kobiety paradygmatu: – Od początku zderzamy się z protekcjonalnym tonem autora, który używając jedynie imienia "Pola", spoufala się z artystką tylko po to, by upupiać ją i przedrzeźniać. Wybrzmiewa z tego, jak widać wciąż aktualny, klasyczny fantazmat kobiety – dozgonnego dziecka. To stanowisko wyartykułowane w Kodeksie Napoleona, głoszące, że kobieta jest "wieczyście małoletnia" – piszą autorzy tekstu "Beka z Poli Dwurnik? Raczej zbiorowa przemoc" w "GW". Teza ta wydaje mi się nadinterpretacją, których zresztą w tym tekście wiele.


Otóż okazuje się, że wielkie ma internet na pani Poli Dwurnik używanie, bo: a) pani Dwurnik jest kobietą; b) pije alkohol; c) nie tylko chodzi do łóżka, z kim jej się podoba, a jeszcze w dodatku o tym pisze. Błąd, błąd i znowu – błąd. W założeniu autorów tekstu, którzy chyba nieuważnie czytali komentarze internautów zarówno pod tekstami pani Dwurnik, jak i Engelkinga.
tekst w "GW"

Wielkomiejskie cielesne przyjemności młodego mężczyzny są w polskiej kulturze czymś "normalnym", akceptowanym, a w znacznej mierze wręcz pożądanym. Piwo przecież musi się wyszumieć, energię libidinalną trzeba rozładować, pragnienie zaspokoić. Co innego młoda kobieta - ona może tylko "dawać dupy" (ewentualnie "ciupciać się"), a jeśli jeszcze śmie to publicznie opisywać, nie tylko nie ma krzty godności, lecz także jest skandalicznie bezwstydna. Należy więc przywołać ją do porządku. I tym właśnie - subordynowaniem nieposłusznego obiektu - jest tak zwana "beka". (...) Radość życia jest ostatnią rzeczą, jaka w androcentrycznej kulturze należy się kobietom, zwłaszcza jeśli nie jest to radość czerpana z bycia żoną, wychowywania dzieci, własnego cierpienia i poświęcenia w imię wielkich idei i narodowych wartości, o jakie walczą mężczyźni. Czytaj więcej

Otóż nie: pani Dwurnik nie obrywa się za to, że jest wyzwoloną kobietą, która pije dwie butelki wina i swobodnie rozprawia o tajemnicach swojej alkowy, tylko za marne felietony. Czy gdyby była mężczyzną, krytykowano by równie chętnie, pytają autorzy tekstu w "GW"?


Czy Coelho jest kobietą?
Tak! Internauci śmieją się z pana Paula Coelho, którego grafomańskie powieści stały się niewyczerpany źródłem inspiracji dla twórców internetowych memów, choć pan Paul Coelho, jako żywo, kobietą nie jest. Teza upada z hukiem. To „przemoc symboliczna!” grzmią autorzy tekstu. Bzdura. Przy takim założeniu przemocą symboliczną jest wmawianie wszystkim tym, którym zdarzyło się uśmiechnąć przy kwiecistych porównaniach pani Poli Dwurnik, mizoginizmu, zaściankowości i całego szeregu złych intencji. Jest to w takim rozumieniu przemoc symboliczna oraz szerzenie mowy nienawiści.

Kobiety, zdaniem autorów tego niemalże eseju, grzecznie przyłączyły do beki z pani Poli Dwurnik, „ponieważ jest to zachowanie względnie bezpiecznego dystansu. Opór przeciwko deprecjacji Dwurnik stanowiłby ryzyko stania się takim samym pośmiewiskiem jak ona”. To jest strzał w kolano polegający na odmówieniu kobietom prawa do decyzji i wyrażania własnych poglądów.

Otóż nie – kobiety nie śmieją się z pani Poli Dwurnik. Kobiety (podobnie jak mężczyźni) merytorycznie krytykowały teksty, które są obiektywnie złe. Stop dorabianiu gęby i upupianiu (żeby użyć narracji autorów tekstu) internautów, którzy ośmielili się skrytykować teksty opublikowane przez "GW".

"Gazeto Wyborcza", robisz to źle
I jeszcze jedno: jeden z autorów tekstów zamieszczonych w ostatnich dniach na portalach Agory załamuje ręce nad sytuacją, w której pani Pola Dwurnik stałą się ofiarą „mowy nienawiści” (sic!) i pisze tak: "Jedna z ostatnich być może świętych zasad mediów, które istniejąc od zawsze, zachowały wartość w internetowej rzeczywistości, brzmi: jeśli nie chcesz, żeby o czymś się mówiło, po prostu o tym nie mów”.

Po czym "GW" publikuje trzy teksty na ten temat, doskonale wykorzystując „bekę z Poli Dwurnik” do podbijania klikalności. I to jest dopiero beka.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

TYLKO W NATEMAT

0 0"Znajomi mi wyjaśnili". Kaczyński popłynął mówiąc o dzieciach – lekarka obala jego teorię
WYWIAD 0 0"Upadek poczucia humoru". Andrzej Mleczko odpowiada na awanturę wokół ostatniego rysunku
0 0"Kapelani zamiast personelu". Ten lekarz stworzył grupę, która tropi patologie w szpitalach
Coca-Cola 0 0Jak uczyć dzieci chronić środowisko, czyli czy najmłodsze pokolenie uratuje świat
Duka 0 0Szwedzki przepis na spotkanie. “Krog” to kolejne modne słowo ze Skandynawii
0 0Będzie nowe państwo w Unii Europejskiej? Tusk dał zielone światło
0 0Poruszający apel Strzembosza. Chce od premiera męskiej decyzji ws. Ziobry