
Czytałam dwa teksty, które wyszły spod pióra pani Poli Dwurnik. Czytałam felieton Wojtka Engelkinga o felietonach pani Poli Dwurnik. Owszem, złośliwy. Teksty pani Dwurnik są słabe i właściwie niepublikowalne, Engelking wyśmiał kilka chybionych metafor i homeryckich porównań. Później czytałam apologetyczno-obrończe teksty w "Gazecie Wyborczej" na temat quasi felietonów pani Dwurnik i atakujące Engelkinga za szowinizm, mizoginię, przemoc symboliczną, szerzenie nienawiści i ogólną ludzką podłość. Dostało się też internautom, którzy z pani Poli Dwurnik „toczą bekę”. Bo jak wynika z płomiennej mowy obrończej zamieszczonej na łamach "GW", po pierwsze bekę toczą ze złych powodów, a po drugie – w złym stylu toczą. A źle toczą, bo zazdroszczą, prowincjonalne gnomy.
Cham z tego Engelkinga. Ale cham niezwyczajny, bo jego chamstwo wynika z korzystania z pewnego kulturowego, krzywdzącego kobiety paradygmatu: – Od początku zderzamy się z protekcjonalnym tonem autora, który używając jedynie imienia "Pola", spoufala się z artystką tylko po to, by upupiać ją i przedrzeźniać. Wybrzmiewa z tego, jak widać wciąż aktualny, klasyczny fantazmat kobiety – dozgonnego dziecka. To stanowisko wyartykułowane w Kodeksie Napoleona, głoszące, że kobieta jest "wieczyście małoletnia" – piszą autorzy tekstu "Beka z Poli Dwurnik? Raczej zbiorowa przemoc" w "GW". Teza ta wydaje mi się nadinterpretacją, których zresztą w tym tekście wiele.
Wielkomiejskie cielesne przyjemności młodego mężczyzny są w polskiej kulturze czymś "normalnym", akceptowanym, a w znacznej mierze wręcz pożądanym. Piwo przecież musi się wyszumieć, energię libidinalną trzeba rozładować, pragnienie zaspokoić. Co innego młoda kobieta - ona może tylko "dawać dupy" (ewentualnie "ciupciać się"), a jeśli jeszcze śmie to publicznie opisywać, nie tylko nie ma krzty godności, lecz także jest skandalicznie bezwstydna. Należy więc przywołać ją do porządku. I tym właśnie - subordynowaniem nieposłusznego obiektu - jest tak zwana "beka". (...) Radość życia jest ostatnią rzeczą, jaka w androcentrycznej kulturze należy się kobietom, zwłaszcza jeśli nie jest to radość czerpana z bycia żoną, wychowywania dzieci, własnego cierpienia i poświęcenia w imię wielkich idei i narodowych wartości, o jakie walczą mężczyźni. Czytaj więcej
Tak! Internauci śmieją się z pana Paula Coelho, którego grafomańskie powieści stały się niewyczerpany źródłem inspiracji dla twórców internetowych memów, choć pan Paul Coelho, jako żywo, kobietą nie jest. Teza upada z hukiem. To „przemoc symboliczna!” grzmią autorzy tekstu. Bzdura. Przy takim założeniu przemocą symboliczną jest wmawianie wszystkim tym, którym zdarzyło się uśmiechnąć przy kwiecistych porównaniach pani Poli Dwurnik, mizoginizmu, zaściankowości i całego szeregu złych intencji. Jest to w takim rozumieniu przemoc symboliczna oraz szerzenie mowy nienawiści.
I jeszcze jedno: jeden z autorów tekstów zamieszczonych w ostatnich dniach na portalach Agory załamuje ręce nad sytuacją, w której pani Pola Dwurnik stałą się ofiarą „mowy nienawiści” (sic!) i pisze tak: "Jedna z ostatnich być może świętych zasad mediów, które istniejąc od zawsze, zachowały wartość w internetowej rzeczywistości, brzmi: jeśli nie chcesz, żeby o czymś się mówiło, po prostu o tym nie mów”.
