
Nietzsche, Einstein, Beethoven i Leonardo da Vinci to geniusze, bez których ludzkość byłaby uboższa. Gdyby jednak wszyscy wymienieni trafili dziś na rynek pracy, to oni byliby ubożsi. I to o dobrych kilka procent pensji. Tak wynika z wieloletnich badań Joshua Goodmana, ekonomisty z Uniwersytetu Harvarda nad wpływem leworęczności na wybór pracy i zarobki.
Analiza Goodmana to jedna z najpoważniejszych w ostatnich latach i jedna z zaskakująco pesymistycznych ocen wpływu leworęczności na obieraną ścieżkę zawodową. Przyczyniły się do tego obserwacje naukowców z pięciu ośrodków w Europie i w USA.
Naukowiec z najstarszej amerykańskiej uczelni (który sam jest praworęczny) wnioskuje, że leworęczni radzą sobie na rynku pracy gorzej, bo mają więcej kłopotów emocjonalnych i behawioralnych. Słabiej radzą sobie w szkole i mają mniejsze możliwości poznawcze. Z jego badań wynika, że częściej niż praworęczni mają dysleksję. Ostatnio "Gazeta Wyborcza" pisała właśnie o kłopotach, jakie ludzie z dysleksją mają w czasie edukacji w polskich szkołach.
Leworęczni gorzej wypadają na szkolnych egzaminach, nawet jeżeli weźmie się pod uwagę również ich zdrowie i środowisko w jakim dorastali. Mają większe problemy z szybkim przyswajaniem wiedzy. Takie kłopoty mają bezpośredni wpływ na wybór ścieżki zawodowej i poradzenie sobie w pracy.
O 3400 dolarów mniej Joshua Goodman nie widzi wielu ścieżek kariery, gdzie leworęczność byłaby wyraźnym plusem. Podaje tylko przykład zawodowych sportowców: tenisistów, szermierzy, czy baseballistów, którzy leworęczną zagrywką mogą zmylić praworęcznego przeciwnika i mają nad nim wyraźną przewagę.
Jak jednak wyszło Goodmanowi z analizy rocznych dochodów praworęcznych i leworęcznych pracowników w Stanach i w Wielkiej Brytanii, nie było już tak różowo.
Joshua Goodman
Leworęczne dzieci praworęcznych rodziców Goodman przypuszcza, że te problemy wynikają m.in. z kłopotów, jakie spotykają w rozwoju już jako dzieci. Jeżeli ich rodzice są praworęczni, to leworęcznym dzieciom trudniej powtarzać zaobserwowane u nich zachowania.
Do tego w krajach rozwijających się dzieci są zmuszane do przestawienia się na praworęczność, co stanowi dla nich dodatkową trudność. 11 procent Turków i 16 procent Nigeryjczyków deklarowało jeszcze 10 lat temu, że próbowano ich w domu lub w szkole oduczyć leworęczności. W krajach wysokorozwiniętych, na przykład w Stanach, nigdy nie było takich wytycznych dla nauczycieli. W Polsce odchodzi się już od tej praktyki, ale w pokoleniu dzisiejszych 30-latków niejeden pamięta jeszcze, jak w szkole próbowano go uczyć "poprawnego sposobu pisania".
Dużo lepiej radzą sobie w dzisiejszych czasach leworęczne dzieci leworęcznych matek. Trudno wyjaśnić taką zależność. Wiadomo na pewno, że wpływ na stan rzeczy mają geny. Ale jaki wpływ? To jest dla naukowców niejasne od 150 lat, od początków badań nad ludzkim mózgiem. Ludzie leworęczni mają przeważnie lepiej rozwinięte spoidło, czyli włókna nerwowe łączące lewą i prawą półkulę mózgu. Ich mózg inaczej reaguje na ludzki język. Ośrodek mózgu odpowiedzialny za język znajduje się w lewej półkuli. Korzystają z niego zarówno ludzie praworęczni, jak i leworęczni. Różnice biorą się z tego, że zależność między preferowaną ręką, a bardziej rozwiniętą półkulą mózgu jest naprzemienna.
Mieć dwie lewe ręce Leworęczność dotyczy 12 proc. ludzkości. Do tej pory kojarzono tę cechę z większą kreatywnością i z predyspozycjami do wysokiego ilorazu inteligencji.
W Stanach Zjednoczonych pada często przykład, że czterech z siedmiu ostatnich prezydentów było mańkutami (Gerald Ford, George H. W. Bush, Bill Clinton i Barack Obama). Ale Goodman twierdzi, że nie ma badań, które by potwierdzały wyraźnie istnienie korzyści z leworęczności.
Amerykański ekonomista pisze raczej, że ludzie ci mają trochę trudniejszy start i to od bardzo dawna. Angielskie słowo 'left' pochodzi od staroangielskiego 'lyft' oznaczającego słabość, bezużyteczność. Francuskie 'gauche' oznacza lewy, ale określa się też w ten sposób ludzi niezaradnych i dziwacznych. Przykłady tego rodzaju językowych konotacji są też w języku rosyjskim, dialekcie mandaryńskim, czy w niemieckim. A także polskim, gdzie dwie lewe ręce oznaczają życiowych fajtłapów.