Były doradca Putina zaliczył Zbigniewa Brzezińskiego do grona osób, które świadomie szkodzą Ukrainie.
Były doradca Putina zaliczył Zbigniewa Brzezińskiego do grona osób, które świadomie szkodzą Ukrainie. Fot. Lukasz Giza / Agencja Gazeta

Do Władimira Putina porównuje prof. Zbigniewa Brzezińskiego, byłego doradcę amerykańskiego prezydenta Jimmy'ego Cartera, były doradca prezydenta Rosji Andriej Iłłarionowicz w najnowszym wywiadzie dla "Gazety Polskiej". To kolejna odsłony wojny, jaką prawica prowadzi z "człowiekiem, który podminował Kreml", jak mówią o Brzezińskim.

REKLAMA
W rozmowie z Olgą Alehno Iłłarionowicz, znany politolog, były doradca ekonomiczny Putina, wyjaśnił, czemu zaliczył Brzezińskiego do grona członków "Putintermu", zwanego też "szóstą międzynarodówką Putina".
Zdaniem Iłłarionowicza, stanowisko byłego doradcy Cartera dotyczące sytuacji na Ukrainie jest "kompatybilne" z poglądami rosyjskiego prezydenta. Chodzi o tzw. ideę „3 x NIE dla Ukrainy”, czyli zakaz dostarczania Ukraińcom broni, a także sprzeciw dotyczące prób akcesu Ukrainy do NATO i Unii Europejskiej.
– Nie wnikam, co natchnęło Brzezińskiego do takiego postawienia rzeczy. Nie interesuje mnie czy doradził mu to osobiście Władimir Putin, przekazał przez pośredników, czy też Brzeziński sam doszedł do pewnych wniosków. (...) To „3xNIE” godzi w interesy Ukrainy i zdecydowanej większości Ukraińców – tłumaczy rosyjski politolog w wywiadzie dla "Gazety Polskiej". Ostatnio, podczas wykładu w waszyngtońskim Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych Brzeziński powiedział, że wejście Ukrainy do NATO nie będzie korzystne ani dla Zachodu, ani dla Rosji.
– Uważam że o ile powinniśmy w pełni wspierać Ukraińców w długiej drodze do dołączenia do Europy, o tyle nigdy nie przewidujmy wprowadzenia jej w struktury NATO. Żeby to zrozumieć wystarczy spojrzeć na mapę. Z perspektywy rosyjskiej byłoby to naprawdę poważne wyzwanie rzucone Moskwie, rosyjskiemu rozumieniu bezpieczeństwa i integralności, a Zachód nie miałby z tego żadnego zysku - tłumaczył Brzeziński.
Krytyka przez byłego pracownika Kremla, nawet przy okazji komentowania kryzysu ukraińskiego, jest na rękę prawicy. Wpisuje się w nurt pomniejszania zasług człowieka, który był ważnym ogniwem w walce z komunizmem. Człowieka, który odważył się powiedzieć kilka gorzkich słów o Prawie i Sprawiedliwości.