Sawicki dla naTemat: Nie oglądam "Rolnik szuka żony", ale słyszałem, że to fajna zabawa. Dobrze, że dostrzegli wieś

W rozmowie z naTemat Marek Sawickie przekonuje, że PSL może powtórzyć sukces z wyborów samorządowych.
W rozmowie z naTemat Marek Sawickie przekonuje, że PSL może powtórzyć sukces z wyborów samorządowych. Fot. Anna Bedyńska / Agencja Gazeta
Wybory samorządowe to dla PSL spory sukces, ale i oskarżenia o fałszowanie głosowania. – Przyjdzie czas na indywidualne rozliczenia niektórych polityków PiS, którzy mówią publicznie o fałszowaniu, nie podając przykładów – mówi Marek Sawicki, minister rolnictwa z PSL. Mówi też o "radosnym stylu" sprawowania prezesury przez Janusza Piechocińskiego.


Odpoczął pan w weekend czy znowu pan fałszował wybory z kolegami z Polskiego Stronnictwa Ludowego?

Marek Sawicki: W weekend byłem w domu, z rodziną, miałem sporo czasu na odpoczynek. To był jeden z nielicznych, pewnie ostatnich weekendów, kiedy mogłem sobie pozwolić na wypoczynek. A zarzutu w sprawie fałszowania wyborów po prostu nie przyjmuję.

To zwyczajne oszczerstwo. Po orzeczeniach sądów rejonowych przyjdzie czas na indywidualne rozliczenia niektórych polityków PiS, którzy mówią publicznie o fałszowaniu, nie podając przykładów.

Będzie pan ich pozywał, kiedy sądy potwierdzą, że wybory nie zostały sfałszowane?

Nie, to sprawa zupełnie niezależna. O ważności wyborów orzekną sądy okręgowe, ale zupełnie oddzielną, choć równoległą kwestią są oszczerstwa polityków PiS rzucane bezpośrednio pod adresem mojej partii lub jej poszczególnych członków. Będą musieli za to ponieść odpowiedzialność.

Na przykład w miniony czwartek zwróciłem uwagę panu Czarneckiemu Ryszardowi, który w radiu mówił, że PKW podjęła decyzję o kształcie kart dopiero po rozlosowaniu numerów, sprzyjając Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. To oczywista nieprawda i SMS-em poprosiłem, żeby tego nie robił.

Co na to pan wiceprzewodniczący?

Oddzwonił i powiedział, że nie wiedział, że u nich w środowisku tak jest to przedstawiane. A przecież już w pierwszym tygodniu po wyborach Komisja wielokrotnie prostowała tę informację. Dlatego proszę nie kierować zwrotów o fałszowaniu wyborów pod adresem PSL, bo z pewnością nie będziemy bierni.


Bierze pan to do siebie, jak poseł Mastalerek mówi o „zielonych ludzikach”, które sfałszowały wybory? Zielony to wasz kolor.

Nie, nie biorę tego do siebie. Składam to na karb bliskich relacji posła Mastalerka i PiS-u z zielonymi ludzikami z Moskwy i z Mińska. To środowisko polityczne wyraźnie tęskni za uprawianiem polityki na wzór wschodni. My tego nie przyjmujemy do siebie, dla nas to nie jest obraźliwe. Ale tam gdzie będzie naruszane dobre imię PSL, tam będzie reakcja.

Wspomniane książeczki już cztery lata temu funkcjonowały na Mazowszu i już wtedy był wyższy niż w reszcie kraju odsetek głosów nieważnych. Czy one powinny zostać utrzymane, może czytelniej byłoby przywrócić tzw. płachty?

Na to muszą odpowiedzieć badacze, czy PKW, raczej nie parlament, może Prezydent w porozumieniu z sędziami znaleźli sposób na przeprowadzenie badań. Po pierwsze, wyników sprzed czterech lat, sprawdzenia jaki wpływ na ilość błędów miały książeczki obowiązujące w części województw. Po drugie, z tegorocznych wyborów, czy głosy nieważne to pusta karty czy wielokrotne skreślenia.

Czyli de facto zrealizowanie tego zapisu, który usunięto podczas nowelizacji prawa wyborczego?

Można wrócić do podawania pełnej statystyki powodów nieważności głosów: brak skreśleń, kilka skreśleń, adnotacje. To byłaby także cenna informacja dla nas, polityków.

Jest pan za wprowadzeniem rubryki „na żadnego z powyższych”?

To nie ma żadnego znaczenia.

Ma, bo rozczarowani polityką mogą wyrazić swój sprzeciw.

To mogą nic nie skreślić.

Ale wtedy nie wiadomo, czy nie ktoś nie wie jak zagłosować, czy protestuje.

Te 17 proc. głosów nieważnych do sejmików jest mniej ważna niż 53 proc. osób, które nie poszły do urn. Gdybyśmy się zajmować tylko tymi pierwszymi, a nie resztą, to byłby daleko idący błąd na przyszłość. Trzeba się skoncentrować na tym, dlaczego po 25 latach demokracji nadal mamy taką dużą absencję.

To większy problem, a nie ma zaniepokojenia niektórych środowisk, poszukiwania rozwiązania. Ale jestem za poważnym badaniem, bo jeśli okaże się, że 2/3 nieważnych głosów to głosy bez zakreśleń, oddane w proteście, to to problem wszystkich polityków, dokładnie ten sam, co 53-proc. absencja.

Chce pan ponownego sprawdzenia wszystkich głosów z pierwszej tury pod kątem tego, ile kart skreślono podwójnie, na ilu nie postawiono krzyżyka a na ilu coś dopisano?

Ponowne liczenie głosów byłoby błędem, powinno się losowo dobrać dużą próbę z wszystkich komisji, ale z pewnością nie ma potrzeby powtarzania całego liczenia. Jeśli będzie nawet 1000 protestów na te ponad 20 tys. komisji, a sporo z nich będzie organizowane przez pewną grupę polityczną na zasadzie „kopiuj-wklej”, to zobaczymy co powiedzą sądy. Ale niezależnie od werdyktów, dla lepszego poruszania się po polityce w przyszłości, powinniśmy dowiedzieć dlaczego tak wiele głosów było nieważnych.

Jak się słucha polityków PSL, m.in. prezesa Piechocińskiego, można odnieść wrażenie, że to pan wygrał te wybory rzucając tych nieszczęsnych „frajerów”. Działacze tak się przestraszyli, że ruszyli w teren.

Dzisiaj pewnie będą padały różne powody tego wyniku. Ta wypowiedź była niefortunna, ale niezależnie od tego będę mobilizował polskich rolników, by porządkować naszą obecność na rynku konsumenckim. Chcemy przez wspólne oferty produktowe lepiej konkurować na rynku krajowym i zagranicznym.

Rozdrobnienie, zarówno w produkcji, jak i przetwórstwie, nie zwiększa dochodowości rodzin rolniczych. Przy zmianach koniunktury ceny w sklepach zmieniają się o maksymalnie 0,6-0,7 proc., a u rolników te ceny zmieniają się o 60 proc. Musimy budować ofertę rolniczą dla konsumentów.

A wracając do wyborów, to to, co legło u podstaw naszego sukcesu to bezpośredni kontakt z wyborcą i chyba największa liczba kandydatów. Ta bliskość i wielość kandydatów sprawia, że głosowane na PSL na poziomie gminy i powiatu przenosi się na głosowanie do sejmiku. Do tego coraz mocniej popiera nas elektorat miejski.

Zastanawiam się tylko, czy to już wystarczająco duży sukces, by prezes Piechociński mógł mówić, że zostawi po sobie dużą formację, która będzie sobie dobierała koalicjanta? Nie dość, że to mocno na wyrost, to jeszcze może uśpić waszych działaczy, bo skoro jest tak dobrze, to nie trzeba się starać.

Ale wcześniej powiedział, że pycha kroczy przed upadkiem i żebyśmy nie czynili z tego wyniku wielkiego sukcesu i nie spoczęli na laurach. Nadal musimy pracować. Dobrze, że oprócz prezesa jest wielu ambitnych liderów, bo od 25 lat mamy to marzenie, żeby z PSL-u uczynić chadecką partię centrową, na kształt tych skandynawskich, które przekształciły się wprost z ugrupowań chłopskich.

Wiemy jednak, że pozycji nie buduje się z dnia na dzień, a nasza 125-letnia historia pokazuje, że różnie to bywało, także w ostatnich 25-latach. Mieliśmy i ponad 13 proc. i niecałe 7 proc. Wiemy, że sukces trzeba pielęgnować.

Januszowi Piechocińskiemu często zdarzają się wypowiedzi, które – mówiąc oględnie – nie grzeszą skromnością. Pamiętam go jeszcze z czasów, kiedy prezesem był Waldemar Pawlak i dostrzegam dużą zmianę. Władza tak zmieniła Janusza Piechocińskiego?

Nie widzę w tych wypowiedziach ani pychy, ani buty. A jeśli lider nie widzi szans na sukces, to formacja nie odniesie sukcesu. Janusz Piechociński w ten sukces wierzy i kiedy dwa lata temu zostawał prezesem mówił o poparciu na poziomie kilkunastu procent. W sejmikach już wtedy takie mieliśmy, myślę, że jest szansa na dobry wynik w wyborach parlamentarnych. Oczywiście jeśli czegoś nie zepsujemy, bo o to w polityce zawsze łatwo.

Nie chodzi mi tylko o wypowiedzi dotyczące PSL-u i wyborów, ale także Piechocińskiego o samym sobie.

Janusz Piechociński nigdy nie był człowiekiem wycofanym, zbyt skromnym, miał ambicje i chęć działania, a długo czekał na swoją prezesurę. Dlatego trudno się dziwić, że pełni tę funkcję w sposób odpowiedzialny, ale i, powiedzmy, radosny. To się udziela innym, ta świeżość skutkuje dobrym wynikiem.

Co w takim razie u poprzedniego prezesa? Wydawało się, że po szarży przed głosowaniem ws. Sienkiewicza będziemy mieli 100 dni Pawlaka, jak mieliśmy 100 dni Napoleona, ale dzisiaj o byłym premierze cicho.

Waldemar Pawlak był już wcześniej prezesem przez siedem lat, a kiedy przestał nim być także był bardzo wycofany. Tak samo będzie robił w tej chwili. Ale stara się nie szkodzić własnej formacji, jeśli się nie włącza w jej działanie. Nie ma w nim poczucia buntu i wewnętrznej frustracji.

To skąd się wziął ten wyskok podczas głosowania nad odwołaniem ministra Sienkiewicza? To była próba zaznaczenia swojej pozycji w partii?

Trudno powiedzieć. Ale kiedy dyskutowaliśmy o tym na klubie, później także w obecności premiera Tuska, sugerowałem Waldkowi, że tymi słowami z trybuny sejmowej próbuje przenieść odpowiedzialność za aferę taśmową z PO na PSL. I to w okresie wakacyjnym. Tak doświadczony polityk jak Waldemar Pawlak nie powinien popełniać takiego błędu.

Przejdźmy z Wiejskiej na wieś. Widzi pan możliwość zmniejszenia rozdrobnienia polskiego rolnictwa? Mamy duże, sprawnie działające gospodarstwa, sam miałem okazję spędzać na takim wakacje przez kilkanaście lat…

Co pan rozumie przez „duże gospodarstwo”?

Okej, zapędziłem się. Ono było średnie, miało jakieś 150 hektarów, ale wokół były kilkuhektarowe, gdzie na podwórku stał stary rozwalający się „bucek” [zwyczajowa nazwa ciągnika Ursus-330 - przyp. red.], a stodoła trzymała się tylko na balotach słomy. Jak zachęcić rolników do współpracy, przekazywania młodszym czy sprzedaży gospodarstw? I która droga jest najlepsza?

Polskie rolnictwo jest bardzo różnorodne, to jego wielka wartość, bo na tym etapie rozwoju możemy mu nadać nowy kształt i nowy dynamizm. To, co zrobiliśmy przez ostatnie 10 lat dzięki Unii Europejskiej to wsparcie gospodarstw towarowych, produkujących na eksport. W dekadę zwiększyliśmy produkcję żywności o 40 proc. i z importera staliśmy się znaczącym eksporterem. W zeszłym roku sprzedaliśmy za 20 mld euro, jesteśmy piątym producentem żywności w Europie.

Szkoda, że nie uczestniczą w tym wszystkie gospodarstwa, ale trudno będzie włączyć w eksport gospodarstwa kilku- czy kilkunastu hektarowe. Dlatego mamy dla nich dwie oferty. Chcemy, by małe dostać 60 tys. zł na inwestycje bez wkładu własnego. Drugie jest dla średnich, które będziemy zachęcać do wspólnych zakupów, tworzenia grup i organizacji, a także klasteringu łączącego różne rodzaje produkcji z działalnością przemysłową.

Chcemy by w efekcie tego powstawały centra sprzedażowe, gdzie obok żywności będzie rękodzieło, rzemiosło, drobny przemysł, także oferta usługowa. Chcemy to zrobić w trakcie tych pozostałych sześciu lat perspektywy unijnej.

Tylko czy polscy rolnicy są na to gotowi mentalnie? Mówimy o klastrach, grupach czy spółdzielniach, ale to jako żywo przypomina relikty poprzedniego systemu. Co zrobić, żeby to się nie powtórzyło?

Tylko tak młodzi ludzie jak pan i ta część społeczeństwa, która nie zna europejskiego rolnictwa może to kojarzyć z kolektywizacją w PRL. Polska była liderem spółdzielczości, kiedy nie było jej na mapie. Byliśmy wzorem dla Danii, Belgii czy Niemiec, u nas powstawały pierwsze spółdzielnie.

Tylko oni nie mieli doświadczenia komunizmu, które zupełnie wypaczyło tę ideę.

To prawda, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy budować tego ponownie, od podstaw, wzorując się na tych, którzy spółdzielnie mają i nie najgorzej na tym wychodzą. Będziemy promować tworzenie wspólnych sklepików i grup producenckich, które będą mogły dostać 3 mln zł na inwestycje.

Czy to się powiedzie, zdecydują rolnicy. Ma pan rację, że potrzeba kilkunastu lat, a być może całego pokolenia, żeby można przygotować rolników do działania w takich strukturach, jakie działają w Holandii, Niemczech czy w Nowej Zelandii.

Oglądał pan „Rolnik szuka żony”?

Nie, nie oglądam, ale słyszałem, że to fajna zabawa. Prawdą jest, że wielu mężczyzn po 30. na wsi nie ma żon, ale i jest wiele samotnych kobiet w miastach, które wybierają samotny styl życia. To na pewno jakaś zabawa.

Ale czy ta zabawa poprawia wizerunek rolników, pokazuje mieszkańcom miast jak dzisiaj wygląda wieś, po tej dekadzie zmian?

Cieszę się, że media dostrzegają problemy wsi. Brak rodziny, samotne gospodarowanie to duże problemy rolnictwa europejskiego, we Francji dostrzeżono go już 40 lat temu. U nas o tym mówimy, ale media podniosły ten temat dopiero niedawno. Wydaje mi się jednak, że lepszą formą wiązania miast i wsi będzie sprzedaż bezpośrednia.

Dzięki temu, że konsument będzie wiedział od kogo dostaje produkt, to po jakimś czasie postanowi go odwiedzić. Będzie chciał sprawdzić w jakich warunkach jest wytwarzane to, co jedzą. Zależy mi na tym, by przywrócić naturalną więź między producentem a konsumentem, która kiedyś była. Dzisiaj to łatwiejsze niż jeszcze ćwierć wieku temu.

Jak się panu podoba Twitter?

Sam prowadzę konto, choć z przerwami, to zależy od obowiązków, wyjazdów. To dobry sposób komunikowania się, choć niebezpieczny i trzeba być bardzo ostrożnym.

Więcej się pan z Twittera dowiaduje, czy więcej dzięki niemu pan może przekazać?


To pierwsze. Ale być może będzie taki czas, że więcej będę przekazywał, niż się dowiadywał.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
INN:Poland 0 0Sieć 5G to nie tylko szybszy Netflix. To również ochrona amazońskich lasów deszczowych
0 0To nie będą tanie święta. Polacy w tym roku będą musieli wydać krocie
Diverse 0 0Na pewno masz w szafie ubrania z ich logo. Teraz będą w nich jeździć uczestnicy Rajdu Dakar
INN:Poland 0 014 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Od tego warto zacząć

TYLKO W NATEMAT

0 0Nie możesz pojąć, dlaczego PiS stawia na Pawłowicz i Piotrowicza? Eliza Michalik ma teorię
0 0"Znów muszę bronić Polski". Patryk Jaki w swoim żywiole, sprawdziliśmy jego aktywność w PE
0 0Prof. Jerzy Bralczyk ocenił pierwsze posiedzenia nowego Sejmu
0 0"Kaczyński jest wam wdzięczny". Posłowie Lewicy wsparli PiS w ważnym głosowaniu
0 0Wielka niespodzianka w ostatnim sezonie "Wikingów". Pojawi się w nim mocny, polski akcent
0 0Ważył 900 gramów i... uratował życie swojego brata. Lekarze nazwali to cudem
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Volvo 0 0Ten samochód to fenomen. Wielu próbowało zrobić podobny, udało się tylko jednej marce