Andrzej Jaworski z PiS przegrał wybory na prezydenta Gdańska z Pawłem Adamowiczem
Andrzej Jaworski z PiS przegrał wybory na prezydenta Gdańska z Pawłem Adamowiczem Fot. Dominik Sadowski / AG

– Osoby, które głosowały za Biedroniem, straciły nadzieję, że jest możliwość znalezienia kogoś z lokalnego środowiska, kto poprawi ich los. Dlatego oddali głos na kogoś z zewnątrz, na celebrytę – mówi w "Bez autoryzacji" Andrzej Jaworski, poseł PiS, były kandydat na prezydenta Gdańska.

REKLAMA

W drugiej turze wyborów w Gdańsku przegrał pan z Pawłem Adamowiczem z PO. Może gdyby nie strategia mówienia o wyborczych fałszerstwach, pańscy zwolennicy bardziej by się zmobilizowali?

W pierwszej turze miałem 24 tys. głosów, w drugiej turze 50 tys.. To najlepszy wynik, jaki osiągnąłem. Serdecznie dziękuję tym gdańszczanom, którzy poszli do urn i oddali głos. Jestem przekonany, że głównym problemem była niska frekwencja. Gdyby była wyższa, byłby też lepszy wynik.

No właśnie. Czyli komunikat PiS podziałał demobilizująco.

Możemy mieć różne zdania na pewne tematy, ale wystarczy, że powiem o trzech faktach. Jeśli w urnach jest więcej kart niż zostało wydanych, jeśli wszystkie karty były stemplowane, a znajdowały się takie bez stempli, jeśli z urny wyjmowało się karty z innych okręgów wyborczych, to trudno nie mówić o nieprawidłowościach.

M.in. prof. Jadwiga Staniszkis mówi, że jednak przesadziliście z oskarżeniami po pierwszej turze...

To proszę w moim imieniu zapytać panią profesor, jak by nazwała te trzy przypadki i czy wpłynęły one na rezultaty czy nie? Jeśli chodzi o frekwencję, to mieszkańcy zainteresowani byli przede wszystkim problemami małych ojczyzn. Wyniki wyborów w poszczególnych gminach pokazywały, że bardziej interesowało ich to, czy ktoś jest w stanie coś zmienić, niż sprawy na poziomie ogólnopolskim.

Bardzo nie chce pan przyznać, że partyjna strategia zdemobilizowała wasz elektorat.

Nikt nie jest w stanie tego stwierdzić, bo żadne badania nie zostały przeprowadzone.

Będzie pan 13 grudnia na marszu PiS w Warszawie? Ludwik Dorn mówi dziś w "Wyborczej", że ta manifestacja tylko umocni wizerunek partii jako tej, która nieustannie się awanturuje.

Będę. Ludwik Dorn już dawno przeszedł na "drugą stronę mocy". Proszę pamiętać, że bardzo ważnym tematem tego marszu będzie kwestia obrony wolności słowa, To, co się działo w sprawie zatrzymania dziennikarzy, w tym pracownika PAP, to jest według mnie skandal. Ja byłem wcześniej organizatorem marszów w obronie Telewizji Trwam, które przebiegały spokojnie. Jestem przekonany, że teraz będzie podobnie.

Liczy pan na to, że środowisko Radia Maryja się przyłączy?

Nie biorę udziału w organizacji, ale niewątpliwie będzie wiele środowisk. Nie wiem tylko, czy będzie jakieś oficjalne zaproszenie w kierunku ojca Rydzyka.

A sympatycy SLD? Ich też chętnie zobaczylibyście na marszu?

Nie mamy nic przeciwko. W czasie pracy parlamentarnej wielokrotnie dochodzi od głosowań, w których różne opcje za różnymi sprawami głosują wspólnie. Nie ma w tym nic zdrożnego.

Jak pan przyjął wiadomość o zwycięstwie Roberta Biedronia w Słupsku? Pana koleżanka Jolanta Szczypińska mówi, że nie ma zgody na "gejostwo".

Każdy ma inną wrażliwość. Ja patrzę na to w ten sposób, że osoby, które głosowały za Biedroniem, straciły nadzieję, że jest możliwość znalezienia kogoś z lokalnego środowiska, kto poprawi ich los. Dlatego oddali głos na kogoś z zewnątrz, na celebrytę. Ten wynik pokazał też, że Polacy nie głosują według preferencji seksualnych. Bardziej zainteresowani są tym, "żeby żyło się lepiej".