Ameryka rozczarowana Obamą. Stał się dla niej nowym Georgem W. Bushem

Kiedy wprowadzał się do Białego Domu, poparcie dla niego wynosiło 70 proc. Dziś to zaledwie 40 proc.
Kiedy wprowadzał się do Białego Domu, poparcie dla niego wynosiło 70 proc. Dziś to zaledwie 40 proc. Fot. Shutterstock.com
Kiedy wprowadzał się do Białego Domu, poparcie dla niego wyrażało 70 proc. Amerykanów. Dziś poparcie dla prezydenta oscyluje w okolicach 40 proc., czyli wynosi mniej więcej tyle samo, ile wynosiło poparcie dla znienawidzonego George'a W. Busha w tym samym momencie kadencji. Amerykanie krytykują prezydenta za politykę gospodarczą i zagraniczną, ale najbardziej wściekli są za Obamacare.


Charyzma Baracka Obamy, którą dwukrotnie zręcznie wykorzystał w wyborach prezydenckich, nie przekłada się na skuteczność polityczną. To, jak bardzo Amerykanie są rozczarowani prezydentem, który tyle obiecywał sloganem „Yes we can”, pokazały wybory do Kongresu – sromotna porażka Demokratów to efekt zawiedzionych przez Obamę nadziei Amerykanów.


Obamacare – program obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych - to sztandarowy argument przeciwników i krytyków urzędującego prezydenta, czyli – jeśli wierzyć sondażom – ponad 50. proc. Amerykanów. Po reformie polisy miały być tańsze, stało się jednak zupełnie na odwrót. Ustawa jest bardzo skomplikowana, co powoduje dodatkowe zamieszanie.


Dużo wybaczą, ale nie zamach na wolność
Jak jednak wyjaśnia Marek Wałkuski, który od 13 lat jest korespondentem Polskiego Radia w USA, Amerykanów najbardziej zabolał zamach na ich wolność.
Marek Wałkuski, korespondent Polskiego radia w USA

[i]Większość Amerykanów jest rozczarowana Obamą. W tej chwili ma tak niskie notowania, jak George W. Bush w podobnym okresie prezydentury, popiera go tylko ok. 40 proc. społeczeństwa. Rozczarowanie Obamą ma wiele przyczyn. Republikanie są na niego nadal wściekli za reformę ubezpieczeń zdrowotnych, a przede wszystkim za wprowadzenie obowiązku wykupienia ubezpieczenia. Wielu Amerykanów traktuje to jako zamach na jedną z podstawowych amerykańskich wartości, czyli wolność. Ich zdaniem decyzja o wykupieniu – bądź nie – ubezpieczenia po winna należeć do obywatela, a nie państwa.[/i]

Jak tłumaczy, liberalna część Ameryki jest z kolei rozczarowana, bo Obama nie wprowadził tych liberalnych reform, które zapowiadał, a na które Demokraci liczyli – nadal więc to prywatne firmy kontrolują ten rynek i osiągają jeszcze większe zyski niż w przeszłości. Demokraci zarzucają mu także, że nie zrobił wystarczająco dużo w kwestii ochrony środowiska i zmian klimatycznych.
Marek Wałkuski

Dość powszechne jest też w USA poczucie, że Obama jest za mało charyzmatyczny. Obecny prezydent potrafi porwać wyborców podczas kampanii , ale już jako szef rządu nie zabiega wystarczająco o poparcie Amerykanów dla swoich działań.Nie da się też ukryć, że wielu obietnic wyborczych czy reform. Obamie nie udało się zrealizować ale to akurat wynika w duzym stopniu ze stosowanej przez Republikanów obstrukcji działań prezydenta, szczególnie od momentu gdy przejęli kontrolę nad Izbą Reprezentantów.

Z taką oceną zgadza się politolog dr Jacek Zaleśny. – Jedną z jego największych porażek jest Obamacare, reforma, która okazała się wielką klapą finansową i de facto zawężeniem dostępu do opieki medycznej ze względu na wzrost jej kosztów. Dziesiątki miliardów dolarów, które zostały wydane na tę reformę, ma negatywne przełożenie na finanse publiczne i życie amerykańskich rodzin. Mówiąc krótko – to blamaż – mówi politolog w rozmowie z naTemat.


Kłucie słonia szpilką
Nie lepiej jest z polityką zagraniczną, którą pozytywnie ocenia 36 proc. Amerykanów. I trudno się dziwić – bezradność USA wobec sytuacji na Ukrainie i polityka „kłucia słonia szpilką”, jak publicystka „The Washington Post” nazwała sankcje USA nałożone na Rosję, oraz zbyt wolna reakcja na działania terrorystów z Państwa Islamskiego pokazują, że wiarygodność i duma Ameryki jest zagrożona.

– Casus Ukrainy pokazał, że Obama jest bezsilny, jeśli chodzi o gwarancje bezpieczeństwa, a to z kolei zagroziło wiarygodności Ameryki i Amerykanów. Barack Obama nie sprawdza się jako przywódca państwa, które jeszcze nie tak dawno było niekwestionowanym mocarstwem. Składane przez niego zapewnienia tracą na znaczeniu, jako nie mające potwierdzenia w stanie faktycznym. W tym aspekcie nie ma możliwości, żeby rząd irański przyjął oferowane przez USA gwarancje bezpieczeństwa, bo 20 lat wcześniej zrobiła to Ukraina i teraz jest bezsilna – mówi dr Zaleśny.

Głębokie podziały
Politykę gospodarczą Obamy pozytywnie ocenia zaledwie 35 proc. Amerykanów i jest to wyrazem zawiedzionych nadziei tych wyborców, którzy w 2008 i 2012 roku uwierzyli Obamie, że „mogą”. – Jest jeszcze jeden ważny powód niezadowolenia z Obamy. Otóż mimo tego, że gospodarka ma się nie najgorzej, pensje stanęły w miejscu kilka lat temu. To się Amerykanom nie podoba i odbija się na notowaniach Obamy – wyjaśnia Marek Wałkuski.
Dr Jacek Zaleśny

Rozczarowanie Barakiem Obamą i jego niskie notowania wynikają z tego, że Amerykanie dostrzegli, jak wielki jest rozdźwięk między nadzieją, jaką wzbudzał na początku swoimi obietnicami zmiany, odnowy stosunków społecznych i gospodarczych, a rzeczywistością, jaka wyłania się wsutek jego działania. W swoich przemówieniach i obietnicach był wiarygodny, ludzie mu wierzyli. Uwierzyli więc, że Ameryka może być krajem dobrobytu, o stałym wzroście gospodarczym, sprawiedliwej redystrybucji dóbr społecznych, wysokiej kulturze politycznej, jednak kolejne lata prezydentury Obamy pokazały, że te obietnice nie zostały spełnione.

Do kryzysu wywołanego wirusem ebola, wzrostem potęgi ISIS, uległością USA wobec Rosji – bo tak odczytywana jest polityka Waszyngtonu wobec Mokswy – oraz dużym bezrobociem, doszły w ostatnim czasie masowe demonstracje na amerykańskich ulicach związane z bezkarnością policji po zabójstwach czarnoskórych obywateli. Pierwszy czarny prezydent USA nawet nie pojawił się w Ferguson, mieście, gdzie w sierpniu tego roku biały policjant zastrzelił czarnego nastolatka, po czym został przez ławę przysięgłych (sześciu białych i trzech czarnych) oczyszczony z zarzutów. Tego czarni Amerykanie Obamie nie wybaczą.

– Protesty pokazują trwałość i głębokość podziałów społecznych, co także ma przełożenie na postrzeganie Baracka Obamy. Wyraźnie widać, że również jemu nie udało się tych rowów dzielących duże grupy społeczne zasypać. Oczywiście dobrze by wyglądało, gdyby pojawił się w Ferguson, jednak realnego wpływu na wydarzenia by to nie miało – mówi dr Zaleśny.

Z badań Instytutu Gallupa wynika, że historycznie Amerykanie najgorzej oceniają drugą kadencję Richarda Nixona – cieszył się poparciem zaledwie 34,4 proc. społeczeństwa. Nisko oceniono także drugie kadencje Harry'ego Trumana oraz George'a W. Busha – obaj uzyskali wynik 36,5 proc. Barack Obama ma szansę w tym niechlubnym rankingu nie tylko stanąć na podium, ale nawet "wyprzedzić" swoich poprzedników.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu