
Kiedy wprowadzał się do Białego Domu, poparcie dla niego wyrażało 70 proc. Amerykanów. Dziś poparcie dla prezydenta oscyluje w okolicach 40 proc., czyli wynosi mniej więcej tyle samo, ile wynosiło poparcie dla znienawidzonego George'a W. Busha w tym samym momencie kadencji. Amerykanie krytykują prezydenta za politykę gospodarczą i zagraniczną, ale najbardziej wściekli są za Obamacare.
Jak jednak wyjaśnia Marek Wałkuski, który od 13 lat jest korespondentem Polskiego Radia w USA, Amerykanów najbardziej zabolał zamach na ich wolność.
[i]Większość Amerykanów jest rozczarowana Obamą. W tej chwili ma tak niskie notowania, jak George W. Bush w podobnym okresie prezydentury, popiera go tylko ok. 40 proc. społeczeństwa. Rozczarowanie Obamą ma wiele przyczyn. Republikanie są na niego nadal wściekli za reformę ubezpieczeń zdrowotnych, a przede wszystkim za wprowadzenie obowiązku wykupienia ubezpieczenia. Wielu Amerykanów traktuje to jako zamach na jedną z podstawowych amerykańskich wartości, czyli wolność. Ich zdaniem decyzja o wykupieniu – bądź nie – ubezpieczenia po winna należeć do obywatela, a nie państwa.[/i]
Dość powszechne jest też w USA poczucie, że Obama jest za mało charyzmatyczny. Obecny prezydent potrafi porwać wyborców podczas kampanii , ale już jako szef rządu nie zabiega wystarczająco o poparcie Amerykanów dla swoich działań.Nie da się też ukryć, że wielu obietnic wyborczych czy reform. Obamie nie udało się zrealizować ale to akurat wynika w duzym stopniu ze stosowanej przez Republikanów obstrukcji działań prezydenta, szczególnie od momentu gdy przejęli kontrolę nad Izbą Reprezentantów.
Nie lepiej jest z polityką zagraniczną, którą pozytywnie ocenia 36 proc. Amerykanów. I trudno się dziwić – bezradność USA wobec sytuacji na Ukrainie i polityka „kłucia słonia szpilką”, jak publicystka „The Washington Post” nazwała sankcje USA nałożone na Rosję, oraz zbyt wolna reakcja na działania terrorystów z Państwa Islamskiego pokazują, że wiarygodność i duma Ameryki jest zagrożona.
Politykę gospodarczą Obamy pozytywnie ocenia zaledwie 35 proc. Amerykanów i jest to wyrazem zawiedzionych nadziei tych wyborców, którzy w 2008 i 2012 roku uwierzyli Obamie, że „mogą”. – Jest jeszcze jeden ważny powód niezadowolenia z Obamy. Otóż mimo tego, że gospodarka ma się nie najgorzej, pensje stanęły w miejscu kilka lat temu. To się Amerykanom nie podoba i odbija się na notowaniach Obamy – wyjaśnia Marek Wałkuski.
Rozczarowanie Barakiem Obamą i jego niskie notowania wynikają z tego, że Amerykanie dostrzegli, jak wielki jest rozdźwięk między nadzieją, jaką wzbudzał na początku swoimi obietnicami zmiany, odnowy stosunków społecznych i gospodarczych, a rzeczywistością, jaka wyłania się wsutek jego działania. W swoich przemówieniach i obietnicach był wiarygodny, ludzie mu wierzyli. Uwierzyli więc, że Ameryka może być krajem dobrobytu, o stałym wzroście gospodarczym, sprawiedliwej redystrybucji dóbr społecznych, wysokiej kulturze politycznej, jednak kolejne lata prezydentury Obamy pokazały, że te obietnice nie zostały spełnione.
