Wałkuski: rozumiem, dlaczego Amerykanie tak bardzo cenią sobie prawo do posiadania broni

Fot. Shutterstock
– Kiedy lepiej poznałem Amerykę, wiele rzeczy przestało mnie oburzać i dziwić – mówi dziennikarz Marek Wałkuski i autor właśnie wydanej książki "Ameryka poKawałku" w rozmowie o amerykańskiej wolności, pozytywnym nastawieniu do świata, nieufności wobec państwa i prawie do posiadania broni.


Wszystkie kawałki Ameryki, które opisuje Pan w "Ameryce po kaWałku", są pozytywne – to migawki z historii, kultury i popkultury, anegdoty i zwyczaje. To trochę apologetyczne, nie kusiło Pana, żeby opisać ciemniejsze strony USA?


Zamysłem tej książki było pokazanie tego, co lubię w Ameryce, co mi się w niej podoba. Na pomysł jej napisania wpadłem, gdy uświadomiłem sobie, jak wielu elementów amerykańskiej rzeczywistości będzie mi brakować, kiedy wrócę do kraju. Oczywiście nie znaczy to, że nie widzę wad Ameryki.


To rodzaj scrapbooka?

Raczej nie. To nie jest zbiór moich osobistych wspomnień. Mimo, że w książce zawarłem sporo opinii, jej głównym tematem są Stany Zjednoczone. To moje ulubione kawałki Ameryki, które jednocześnie pokazują charakter tego kraju.

Jesteśmy ciągle torpedowani złymi wiadomościami, czy Pańskim zamysłem było napisanie książki w kontrze do tego?

Roboczy tytuł tej książki brzmiał "Pozytywne stany", co mówi samo za siebie. Nie jestem fanatykiem Ameryki. Choć lubię ten kraj, to widzę jego niedostatki. W „Ameryce po kaWałku” postanowiłem jednak skupić się na rzeczach pozytywnych. Uważam, że Stany Zjednoczone mają wystarczająco dużo krytyków i kolejny nie jest niezbędny. Nie chciałem udowadniać, że Ameryka jest lepsza niż inne kraje – staram się unikać porównań i wartościowania. Opisuję po prostu tę Amerykę, którą polubiłem – normy, reguły, zwyczaje i rozwiązania, które tam się sprawdzają. No i niezwykłe miejsca.


Wyjechał Pan 13 lat temu, wtedy i Polska była inna, i Ameryka...

Jak patrzę na Polskę, którą zostawiłem i tę, do której teraz wracam, to widzę, że minęła cała epoka. Polska bardzo szybko się zmienia na plus. Powstają nowe autostrady, osiedla i centra handlowe, jak grzyby po deszczu wyrastają kawiarnie i restauracje, poprawia się obsługa klienta w sklepach. Dystans między USA a Polską wciąż jest spory, ale systematycznie się zmniejsza.

Na początku rozmowy zapytał mnie Pan, czy nasza rozmowa zostanie opublikowana w formie klasycznego wywiadu, czy raczej opisana – z cytatami. Tak, jak robią to amerykańskie i brytyjskie media. Tych różnic między amerykańskimi i polskimi mediami jest dużo, jedną z podstawowych jest fakt, że te amerykańskie mają bardzo jasno określone redakcyjne linie polityczne – wystarczy tu podać przykład Fox News i MSNBC . To jest dobre?

Ta polaryzacja rzeczywiście ma miejsce w przypadku newsowych stacji telewizyjnych. O ile CNN stara się zachować neutralność, to jej konkurenci nadają program zaangażowany politycznie. Fox News odwołuje się do konserwatystów, MSNBC – do liberałów. Szefowie obu stacji są przekonania, że widzowie wola oglądać programy zgodne z ich przekonaniami, potwierdzające ich wizje świata.

I nie mylą się.

To prawda. Fox ma się świetnie, podobnie MCNBC. Oglądalność CNN spada, co sugeruje, że widzowie oczekują zaangażowanego dziennikarstwa. Na szczęście zjawisko to nie występuje raczej na rynku prasy. Na przykład "New York Times", choć ma opinię gazety lewicującej, co widać w komentarzach redakcyjnych, w części newsowej jest bardzo obiektywny. To samo dotyczy "Washington Post" czy "Los Angeles Times". W amerykańskiej prasie komentarz i wiadomości są bardzo ściśle oddzielone. Takie są tamtejsze standardy. Niestety, gdy sięgam do polskich gazet, widzę dużo dziennikarstwa zaangażowanego. Nawet w "Gazecie Wyborczej" informacja często miesza się z osobistymi opiniami dziennikarzy. Takie artykuły są może ciekawsze i bardziej wyraziste, ja jednak wolę model amerykański. Chciałbym, żeby w Polsce była chociaż jedna gazeta taka jak "New York Times". To dla mnie wzór obiektywnego dziennikarstwa.

Ten wzór obiektywnego dziennikarstwa ostatnio opublikował adres domowy policjanta, który zastrzelił czarnoskórego nastolatka z Ferguson Michaela Browna...

Nie badałem dokładnie tej sprawy. Może w tym przypadku popełniono błąd. Nie wiem. Wiem jednak, że "New York Times" należy do gazet, które przykładają dużą wagę do korekt i sprostowań i nie wstydzą się przyznawać do pomyłek. W ten sposób budują swoją wiarygodność. A tak swoją drogą to adres policjanta prawdopodobnie można znaleźć bez problemu w Internecie. W Stanach funkcjonują bazy danych, dostępne za opłatą, dzięki którym można uzyskać nie tylko adres i numer telefonu, ale również poznać przeszłość kryminalną dowolnej osoby.

To jeden z tych przypadków, kiedy Amerykanie pozbywają się prywatności ze względu na bezpieczeństwo.

W tym przypadku nie o to chodzi. Firmy oferujące takie dane zbierają je ze źródeł ogólnodostępnych, nie ma w tym niczego nielegalnego. Początkowo też mnie to dziwiło, ale później sam korzystałem z takiej usługi – na przykład gdy poszukiwałem jakiejś osoby, z która chciałem przeprowadzić wywiad. Zresztą, w wielu sprawach zmieniłem zdanie, kiedy lepiej poznałem Amerykę, wiele rzeczy przestało mnie oburzać i dziwić.
Na przykład?

Prawo do posiadania broni. To jedna z największych zmian, jakie zaszły w mojej świadomości. Nie jestem zwolennikiem broni, ale rozumiem dlaczego Amerykanie tak bardzo cenią prawo do jej posiadania. A cenią dlatego, że większą wagę przykładają do praw jednostki niż europejczycy czy mieszkańcy Azji. Dla Amerykanów kluczowe jest, by obywatel mógł sam obronić się przed przestępcami, skutki społeczne takiego rozwiązania są drugoplanowe.

Weźmy przykład staruszki mieszkającej samotnie na amerykańskiej prowincji, do domu której wdziera się trzech bandytów – jeśli ma pistolet, ma szansę się obronić. Jeśli jest bezbronna – zginie. Dla Amerykanów ważne jest, aby miała możliwość samoobrony, w tym przejawia się ich indywidualizm. My patrzymy na sprawę inaczej – analizujemy, jaki jest bilans społeczny danego rozwiązania, czy jest to korzystne dla całej zbiorowości.

Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że ten indywidualizm, dążenie do wolności jednostki uległy zmianie po 11 września.

11 września nie ma tu nic do rzeczy.

Chyba jednak ma, bo po zamachach na WTC NSA nasiliła swoją działalność, a w październiku 2001 roku uchwalono Patriot Act. Wolność została ograniczona na rzecz inwigilacji.

To prawda, ale ta sprawa w samej Ameryce budzi ogromne kontrowersje. Wielu mieszkańców tego kraju rzeczywiście jest gotowych zrezygnować z wolności na rzecz bezpieczeństwa, jednak inni aktywnie walczą o to, by prawo do prywatności nie zostało naruszane. Po atakach z 11 września przyzwolenie na nadzwyczajne działania służb specjalnych było większe. W tej chwili mamy moment refleksji i debaty na ten temat, być może za dziesięć lat Amerykanie będą na to patrzyli zupełnie inaczej.
A wracając do prawa do posiadania broni, w wydaniu amerykańskim jest to także przejaw nieufności wobec państwa. My Polacy, Europejczycy bardziej niż Amerykanie wierzymy, że państwo rozwiąże nasze problemy. Amerykanie biorą sprawy w swoje ręce. Uważają, że ponieważ policja nie jest w stanie zapewnić każdemu obywatelowi bezpieczeństwa, to powinnien mieć prawo obronić się samemu.

Po 11 września ludzie panicznie bali się ataków terrorystycznych. Departament Obrony i FBI wydały właśnie wspólny biuletyn, w którym ostrzegają przed atakami islamistycznych ekstremistów na amerykańskich żołnierzy w kraju. Czy dziś strach przed zamachami jest wciąż obecny?

Po 11 września ten strach był ogromny, potem, z biegiem czasu, jego poziom się zmniejszył, ale wciąż z tyłu głowy jest lęk. Dziś zwłaszcza po tym, co się dzieje w Iraku i Syrii, Amerykanie znów zaczęli się trochę bać, choć poziom lęku jest nieporównywalnie mniejszy niż w 2001 roku.

Mam wrażenie, że Amerykanom trudno się pogodzić z tym, że zagrożenie terrorystyczne zawsze będzie istniało i że nie da się zabezpieczyć przed zamachami w stu procentach. Oni oczekują, że ich przywódcy rozwiążą problem – pokonają wrogów, zabezpieczą granice i wyłapią tych, którzy chcą uderzyć w ich kraj. To oczekiwanie ma związek z przekonaniem Amerykanów, że człowiek jest w stanie kierować własnym losem. My często mówimy, że czegoś nie da się zrobić. Amerykanin raczej tak nie powie.

Dlatego wyrzeźbili twarze czterech prezydentów w skale?

Tak! (śmiech). Prezydentów o oczach o szerokości trzech metrów i pięciometrowych ustach. Amerykanie często wymyślają coś i zaczynają to realizować. I często osiągają wielkie rzeczy. Oni wierzą, że człowiek jest w stanie podporządkować sobie przyrodę i kontrolować siły zewnętrzne. Mają też wysokie wymagania wobec przywódców. Oczekują od nich, że zapewnią im bezpieczeństwo – bo płacą podatki, utrzymują armię, płacą na CIA. Poprzeczkę politykom stawiają wysoko.

To znaczy, że trudniej im wcisnąć kit niż nam?

Nie, myślę, że jesteśmy trochę bardziej wyrozumiali niż oni.

Ładny eufemizm.

My się wkurzamy na władzę, narzekamy na nią, ale rozumiemy wpływ czynników zewnętrznych na daną sytuację bardziej niż Amerykanie. Im w tym sensie trudniej wcisnąć kit, że patrzą na efekty i z nich rozliczają wybieranych przez siebie polityków. Wybierają tych, którym udało się zdobyć fundusze na szkołę, szpital, nową drogę. Ważna jest skuteczność.

Polscy i amerykańscy fani serialu "House of Cards" opinię na temat tego, jak robi się politykę, wyrobili sobie na podstawie działań Franka Underwooda....

Ta polityka może się wydać brutalna i pełna manipulacji, bo "House of Cards" pokazuje kulisy polityki. Takie mechanizmy walki o władzę stosowane są chyba wszędzie. Ale z drugiej strony, kiedy obserwuję amerykańskich polityków, widzę klasę, z jaką się zachowują, zarówno wobec siebie, jak i wyborców. Standardy zachowań są tam wyższe niż u nas. Oglądałem wieczór wyborczy po drugiej turze wyborów samorządowych w Polsce i uderzyło mnie, że tylko jeden z burmistrzów, którzy wygrali, zdobył się na to, by pogratulować przegranemu. Zachował się tak, jak zachowuje się każdy amerykański polityk. Żaden z pozostałych tego nie zrobił. To moim zdaniem bardzo różni amerykańską polityką od polskiej.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • USA
Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu