
Rocznie do sądów biskupich trafia 3,5 tysiąca wniosków o unieważnienie małżeństwa. Większość zostaje od razu odrzucona, przyjęci czekają nawet sześć lat na wyrok w sprawie.
Sądy nie obradują jawnie, na sali nie spotykają się skłóceni współmałżonkowie. Przesłuchiwani są osobno.
W efekcie pracy sądu nie uzyskuje się anulowania małżeństwa, tylko stwierdzenie, że nigdy nie zostało ono zawarte. Powodów, na które powołują się strony w sprawie, jest wiele. Można argumentować niewłaściwą decyzję pracoholizmem, albo przymuszaniem do zawarcia małżeństwa przez rodziców. W procesie przed sądem biskupim można powoływać się na własną winę.
Uzyskanie unieważnienia małżeństwa trwa latami, już pierwsza rozprawa jest czasem wyznaczana dopiero za rok albo dwa lata.
Dla wierzących stron w sprawie jest to trudny czas. Niedawno synod biskupów o rodzinie zdecydował, że rozwodnicy w nowych związkach nie mogą przystępować do komunii, jeżeli nie uzyskają wcześniej kościelnego anulowania poprzedniego małżeństwa.
Tego typu spraw jest coraz więcej.
Michał Wilgocki
Źródło: wyborcza.pl