Holandia: kraj, gdzie tolerancja się opłaca

Shutterstock.com
Co wspólnego ma woda z porządkiem społecznym, a handel – z tolerancją? Dlaczego to dobrze, że w Holandii działa ksenofobiczna partia Geerta Wildersa Partia Wolności? I co wspólnego ma podawane przez Holendrów do kawy jedno jedyne ciastko z odpowiedzialnością za własny kraj i poczuciem obowiązku wobec niego? O drugim, mniej znanym obliczu Holandii opowiada Marek Orzechowski, autor właśnie wydanej książki "Presja depresji".


W "Presji depresji" pisze Pan o tym, że Holendrzy mają dwie twarze - jedną dla siebie, drugą dla obcych. Holandia powszechnie kojarzy się jako liberalny, otwarty kraj. Tego drugiego oblicza nie znamy.

Holandia właściwie na świecie wszystkim dobrze się kojarzy. Mnie kojarzyła się tak na długo przed tym, jak poznałem ten kraj. Dziś znam ją dobrze i nie zmienia to mojego pozytywnego stosunku do Holandii – to nikomu niewadzący kraj, z jasną, czytelną struktura społeczną, świetnie rozwiązujący swoje problemy, nie przynoszący kłopotów otoczeniu, bardzo dobrze kooperujący z innymi państwami, wykorzystujący swoje doświadczenie w handlu. Bo Holendrzy to przede wszystkim kupcy – nie mieli zresztą innego wyjścia... To bardzo interesująca mozaika, którą warto bliżej poznać. Pracując jako korespondent telewizji w Brukseli starałem się często jeździć do Holandii i robić stamtąd materiały, do czego smutną okazję miałem w 2004 roku, po zabójstwie reżysera Theo van Gogha. Ciągle chciałem lepiej poznać ten kraj i wniknąć w tajemnice jego mieszkańców, bo, jak każdy naród, je mają. W gruncie rzeczy każdy naród ma dwie twarze, różnica polega na tym, że niektóre nacje są bardziej zdefiniowane, zaś my wciąż mamy wyidealizowany, urokliwy obraz Holandii.

To "gezellig", czyli przytulność. Pisze Pan o tym, że Holendrzy dążą do tego stanu i bardzo go lubią. My też tak postrzegamy ten kraj.

Tak, ale to się też nie wzięło z powietrza. Był bardzo długi proces dochodzenia do tego stanu społecznego. Drugą ważną cechą holenderską, wyrosłą z tradycji, kultury, obyczajów i konieczności poradzenia sobie z przeciwnościami losu, jest ta słynna tolerancja. Tolerowanie nie ma nic wspólnego z aktywnym uczestnictwem, raczej z nieprzeszkadzaniem – toleruje się także rzeczy, których się nie akceptuje, a czyni się to także dla własnej wygody, spokoju i porządku. Tolerancja to holenderska cnota.

Ta tolerancja wynika trochę z merkantylności postaw – to się po prostu opłaca.

Jasne, że się opłaca, ale nie można z tego Holendrom robić zarzutu. Tolerancja opłaca się wszystkim. W przypadku Holendrów umocniła się przez setki lat na skutek odkrywania świata i promowania handlu na świecie – i tu możemy mówić o opłacalności, bo handel ma to do siebie, że musi się opłacać. Handel to było i jest życie Holendrów, co wykształciło w nich potrzebę odkrywania, docierania na krańce świata i docierania tam, gdzie właściwie nikt przed nimi nie dotarł z myślą o tym, że jak coś znajdą, to będą to mogli to później sprzedać. Ale czy to zła zasada? Dla zysku byli w stanie odłożyć na bok pewne przywiązania do zachowań moralnych, które nie odgrywały tak dużej roli.
To paradoks, bo ci Holendrzy, którzy nie żeglowali, tylko zostali w kraju, żyli zgodnie z surowym religijnym i moralnym etosem kalwinizmu.


Dokładnie z powodu tych ograniczeń wielu mężczyzn decydowało sie na życie na morzu – chcieli pływać, by uciec od purytańskiej atmosfery w kraju. Oni nigdy tego nie ukrywali – różnica między Holendrami a innymi nacjami polega na tym, że oni tego nie ukrywają. Nie udają świętych i najmądrzejszych, są inne narody w tym wyspecjalizowane.

To woda ukształtowała narodowy charakter Holendrów – uciekali przed wodą na lądzie albo ją oswajali i uciekali na wodę, w morze.

Wiele innych narodów uciekłoby od takich warunków środowiskowych, jakie dostali Holendrzy. Trudne warunku przyrodnicze zniechęciły Rzymian, którzy przecież zdobywali cały świat, żeby tam postawić mocno nogę. Jeżeli ma się wokół siebie mokradła i wodę, trzeba sobie jakoś poradzić – najpierw radzili sobie w prymitywny sposób, bez narzędzi, za to szybko zrozumieli, że by oswoić tę trudną ziemię – i wodę – muszą ze sobą kooperować. Nie mogli traktować drugiego człowieka jak wroga, bo on mógł stanowić szansę dla ich przeżycia.

Stąd zdumiewająca umiejętność Holendrów do pracy zespołowej.

W pewnym momencie to weszło im w krew. To widać nawet w sposobie, w jaki w Holandii buduje się domy, które są wąskie, ale długie. To dlatego, że podatek miejski płaciło się w zależności od szerokości domu, a przeznaczony on był na ochronę takiej samej szerokości wału. Symboliczna dla Holandii jest opowieść o chłopcu Janie, który zobaczywszy, że w wale pojawiła się dziura, wdrapał się na ten wał i zatkał dziurę palcem. Woda była dla Holendrów wrogiem, ale zrobili wszystko, by stała się sojusznikiem, co do dziś świetnie wykorzystują. Trudne warunki egzystencji wymusiły na Holendrach kooperację, konieczność poszukiwania konsensusu i unikanie zbędnych kłótni.

Pisze Pan, że w Holandii wszystko wolno, ale to nie bierze się z biblijnej miłości bliźniego, tylko z obojętności wobec niego.

Wolność w gruncie rzeczy na całym świecie definiowana jest identycznie - jako wolność w stosunku do mnie. Zatem nie opłaca mi się zakazywać pani czegoś, czego ewentualnie ktoś kiedyś mógłby mnie zakazać. Jeśli ja chcę być wolny, to nie mogę pani ograniczać w wolności. Nie chcę, żeby pani się wtrącała do moich spraw - nie wtrącam się do pani i robię to z własnego interesu. I tak to funkcjonuje.

W tym zgodnym, otwartym i tolerancyjnym społeczeństwie brutalne zabójstwo Theo van Gogha musiało chyba wzbudzić złość na obcych?

W Holandii nie ma "obcych", to jest punkt widzenia monoetnicznego społeczeństwa. Ten kraj był zawsze otwarty na ludzi z zewnątrz, XVII – czy XVIII – wieczny Amsterdam to była mozaika ludzi i kultur z całego świata, wówczas wiele osób chroniło się tam przed reformacją. Ten naród jest przyzwyczajony do kontaktu z innymi nacjami, jako jeden z pierwszym zawarł w XVII wieku porozumienia z Marokiem dotyczące handlu na Morzu Śródziemnym.

Znowu handel.

Życie. Muzułmanie w Holandii pojawili się w XVI wieku, więc to dla Holendrów żadna nowość. W Holandii żyje 16 mln mieszkańców, w tym około 800 tys. muzułmanów, nie jest to więc wielki procent. Większość z nich to Turcy – ponad połowa z ponad 400 holenderskich meczetów to meczety tureckie, gdzie ludzie chodzą się modlić, nie indoktrynować. Meczety w Holandii już dawno wpisały się w krajobraz, zaś zabójstwo van Gogha było skutkiem radykalizacji, która po 2001 roku zaczęła się na całym świecie. Oczywiście, że dla ludzi przyzwyczajonych do tego, że każdą sprawę można załatwić rozmową i współpracą, przywiązanych do wolności słowa, zabójstwo Theo van Gogha było dramatycznym szokiem.
Od tamtej pory na świecie dużo się zmieniło, aktywność i nieobliczalne działania podejmowane przez terrorystów z Państwa Islamskiego sprawiają, że Zachód coraz bardziej się boi. A Holendrzy?

Wszyscy się boją, w Holandii ten temat jest stale obecny w debacie publicznej. Radykalne tezy głosił zamordowany w 2002 roku Pim Fortuyn, który mówił między innymi, że gdyby to było legalne, zamknąłby granice dla muzułmańskich imigrantów. Wtedy nastąpiła pewna radykalizacja nastrojów, ale później wszystko wróciło do normy.

Podobne hasła głosi Geert Wilders i jego Partia Wolności. Jakie ma dziś poparcie?

W rozwiniętych społeczeństwach także takie partie są potrzebne. Na tym też polega tolerancja, że także skrajnie prawicowy populista ma prawo do wyrażania swoich poglądów. Inne partie oczywiście podjęły z nim debatę, podobnie zresztą jak społeczeństwo. To partie, które obsługują pewien procent niezadowolonych w społeczeństwie. Pamiętajmy, że Wilders nie nawoływał nigdy do żadnych akcji przeciw imigrantom.

Ale stronę, na której Holendrzy mogli pisać donosy na Polaków, założył.

Za granicę przenoszą się tacy Polacy, jacy żyją w kraju. Nie inni, nie lepsi, nie gorsi. Czy Polacy są zadowoleni z siebie w kraju? Czy u nas nie ma pijanych kierowców na drodze? Nie ma oszustw? Czy wszyscy są święci? Nie. Wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby nasza tolerancja, gdyby na przykład na Mokotowie w Warszawie mieszkało 150 tysięcy imigrantów, z czego ponad 100 przyjechało tu po to, by korzystać z systemu socjalnego. Byłoby wprost dziwne, gdyby na Zachodzie nie było partii, które te tematy podejmują, także w skrajny sposób. Byłoby to zafałszowanie rzeczywistości i oznaczałoby, że gdzieś w podziemiu gotuje się coś znacznie gorszego. Jest bezpieczniej, kiedy takie ugrupowania o niebezpiecznych, powiedzmy, poglądach, są widoczne na scenie politycznej - wtedy można podjąć polemikę i działania korygujące i debatę, i politykę społeczną. Jeśli to wszystko burzy się w piwnicy - wcale nie znaczy, że zjawiska nie ma. Jest i wybuchnie w pewnym momencie z podwójną siłą.

W "Presji depresji" pisze Pan o cesze Holendrów, którą nazywa "dulszczyzną". Ta hipokryzja przejawiająca się choćby w stosowaniu podwójnych standardów zaskakuje, bo psuje wyidealizowany obraz tego kraju i jego mieszkańców, który mamy.

To znak życia - występuje wszędzie. Ale w Holandii się o tym wie i mówi głośno, podczas gdy Polak się obraża. W Holandii podczas przyjęcia gospodyni idzie do kredensu, wyjmuje pudełko z ciastkami, częstuje gości jednym ciastkiem i natychmiast chowa pudełko. Ta oszczędność czy nawet skąpstwo natychmiast rzuca się w oczy i wielu razi, zwłaszcza Polaków, przyzwyczajonych do biesiadowania. Ale przecież oni nie wymyślili tego przeciw Polakom, tylko sami siebie tak od wieków traktują. Dla nich nie do pomyślenia jest, że można godzinami siedzieć przy stole, bo przecież w tym czasie można pracować. Pamiętajmy, że ten kraj na ochronę przed wodą wydał od XVI wieku około dwóch bilionów euro i te pieniądze musiały skądś się wziąć. Każdego roku na opłacenie systemu pomp musi być w budżecie 2 mld euro.

Tę oszczędność widać było w latach 60. i 70., kiedy Holendrzy masowo kupowali łady, skody i polonezy.

To nie tyle oszczędność, co niechęć do demonstrowania zamożności. Po co im inne samochody, skoro te jeździły? Holendrzy nie obwieszają się biżuterią, nie epatują bogactwem, bo w dobrze wychowanych społeczeństwach człowiek nie powinien się bogactwem chwalić. W Holandii właściwie nie ma nuworyszy i na tym też polega różnica między tym krajem a innymi.

To nie przypadek, że właśnie w tym kraju zaczęła się spotykać grupa Bilderberg, którą wielbiciele teorii spiskowych uważają za grupą potężnych postaci, które de facto rządzą światem.

Pociągające jest przypisywanie tego rodzaju spotkaniom czy grupom jak najgorszych motywów i niemal nieograniczonej władzy, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością - nie istnieje grupa, która potajemnie rządzi światem. Z reguły teorie takie rozpowszechniają ci, któzy nigdy na takie spotkanie nie zostali i nie zostaną zaproszeni, bo gdyby zaproszeni zostali, to by się bardzo rozczarowali widząc, że nie jest to tajny rząd światowy. Także samym tym organizacjom zależy na utrzymaniu nimbu tajemniczości i atmosfery niezwykłości, bo ludzie są tylko ludźmi - są próżni. Także ci z najwyższej półki.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
INN:Poland 0 0Sieć 5G to nie tylko szybszy Netflix. To również ochrona amazońskich lasów deszczowych
0 0To nie będą tanie święta. Polacy w tym roku będą musieli wydać krocie
Diverse 0 0Na pewno masz w szafie ubrania z ich logo. Teraz będą w nich jeździć uczestnicy Rajdu Dakar
INN:Poland 0 014 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Od tego warto zacząć

TYLKO W NATEMAT

0 0Nie możesz pojąć, dlaczego PiS stawia na Pawłowicz i Piotrowicza? Eliza Michalik ma teorię
0 0"Znów muszę bronić Polski". Patryk Jaki w swoim żywiole, sprawdziliśmy jego aktywność w PE
0 0Prof. Jerzy Bralczyk ocenił pierwsze posiedzenia nowego Sejmu
0 0"Kaczyński jest wam wdzięczny". Posłowie Lewicy wsparli PiS w ważnym głosowaniu
0 0Wielka niespodzianka w ostatnim sezonie "Wikingów". Pojawi się w nim mocny, polski akcent
0 0Ważył 900 gramów i... uratował życie swojego brata. Lekarze nazwali to cudem
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Volvo 0 0Ten samochód to fenomen. Wielu próbowało zrobić podobny, udało się tylko jednej marce