Kluzik-Rostkowska nastawia rodziców przeciw nauczycielom? Giertych: Ma rację. Minister nie może się bać

Kluzik-Rostkowska nastawia rodziców przeciw nauczycielom? Giertych: Ma rację. Minister nie może się bać
Kluzik-Rostkowska nastawia rodziców przeciw nauczycielom? Giertych: Ma rację. Minister nie może się bać Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Minister Edukacji mocno podpadła nauczycielom, którzy czują, że Kluzik-Rostkowska chce ich skłócić z rodzicami i ukazać jako nierobów. Wszystko przez list otwarty wysłany przez minister do rodziców, w którym przypomniała, że w okresie międzyświątecznym szkoła może działać, bo ferie są jedynie dla uczniów. O co tak naprawdę chodzi w tej przepychance?


Pod względem przepisów kompletnie nic się nie zmieniło, a mamy burzę. Nie jest tak, że minister edukacji nagle ubrała kadrę nauczycielską "w kamasze" i wysłała do roboty, bo ta samowolnie przyznała sobie kolejne w roku wakacje. Niektóre szkoły, w których istniała tak potrzeba, co roku organizowały zajęcia dla uczniów w przerwie międzyświątecznej. W czym zatem problem?
Joanna Kluzik-Rostkowska

Przerwa świąteczna, która w tym roku jest zatwierdzona między 22 a 31 grudnia, nie jest czasem wolnym od pracy dla nauczycieli. Wolne, tak jak wszyscy, nauczyciele mają jedynie w dni świąt. W inne pozostają do dyspozycji dyrektora. Tak więc dyrektor, na Waszą prośbę, może zaplanować, aby nauczyciele w tym czasie prowadzili zajęcia z Waszymi dziećmi. Czytaj więcej

Oczywista oczywistość
Zdaniem prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, chodzi o sam wydźwięk listu, który przypomina rodzicom i nauczycielom o czymś, co jest dla wszystkich oczywiste. Jednak jego ukazanie się w mediach sprawia, że nauczyciele mogą być postrzegani jako lenie, a Kluzik-Rostkowska jako jedyna sprawiedliwa, która dba o to, aby ci wykonywali swoje obowiązki. – Prawo jest nauczycielom znane i jest przez nich respektowane. Nie trzeba go przypominać – mówi Broniarz.


Pytanie, czy to co oczywiste dla nauczycieli było równie jasne dla rodziców. Ci bowiem mogli nawet nie wiedzieć, że istnieje możliwość zapewnienia opieki przez szkołę. Z pewnością Kluzik-Rostkowska o tym przypomniała, czego efektem mogą być zapytania ze strony rodziców o możliwość otwarcia szkoły, która tradycyjnie była zamknięta, bo wcześniej nikt się sprawą się nie interesował. Jak twierdzi Kluzik-Rostkowska, do ministerstwa już wcześniej wpływały zapytania od rodziców, o to "co mamy zrobić ze swoimi dziećmi". Minister dała zaś im odpowiedź. I nie chodzi o to, aby wszystkie szkoły były otwarte i wszyscy nauczyciele stawili się na pustych dyżurach. Wystarczy tylu, aby w razie potrzeby, opieka była zapewniona, bo takie są przepisy.


Nauczyciele widzą sprawę inaczej. Ich zdaniem, minister edukacji chce za wszelką cenę pokazać rodzicom, że będzie broniła ich interesów, jakby po drugiej stronie nie stał nauczyciel, tylko wróg. – Pani minister bardziej konfliktuje nas z rodzicami, niż im pomaga. Nauczycielom nie trzeba przypominać faktu, że po sobocie mamy niedzielę i że przerwa świąteczna jest czasem wolnym dla dziecka. Nigdy nie była okresem wolnym, czy urlopem dla nauczyciela – mówi Sławomir Broniarz.


Broniarz nie chce przez to powiedzieć, że wszystkie szkoły w okresie międzyświątecznym były do tej pory otwarte. Wskazuje jednak, że wiąże się to z wieloma dodatkowymi działaniami, szczególnie poza miastem: zorganizowanie gimbusa, napalenie w szkolnych piecach itd. – Pani minister kierując się tanim populizmem mówi rodzicom: informujcie mnie o nieprawidłowościach, dajcie znać gdzie tej opieki nie ma – twierdzi prezes ZNP, który słusznie zwraca uwagę, że wydźwięk medialny może przedstawiać jego środowisko w nie najlepszym świetle.

Ale czy informowanie rodziców o ich prawach zasługuje na naganę, nawet jeśli utrudni nieco życie kadrze nauczycielskiej? O ile dla niektórych pedagogów może to oznaczać międzyświąteczne dyżury, to z pewnością wielu pracującym rodzicom otwiera oczy. Nawet, jeśli do tej pory żaden minister tego nie robił i nie burzył "tradycji".

Giertych: Nauczyciele mają i tak dużo wolnego
Była minister edukacji Katarzyna Hall w rozmowie z naTemat stwierdza, że Joanna Kluzik-Rostkowska z punktu widzenia prawnego ma rację. Twierdzi jednocześnie, że to sposób zakomunikowania o sprawie spowodował nagłośnienie tematu. – Jako nauczycielka rozumiem też reakcję środowiska – mówi blogerka naTemat.

W nieco bardziej zdecydowany sposób po stronie Joanny Kluzik-Rostkowskiej wypowiada się były minister edukacji Roman Giertych. Jego zdaniem, awantura o całą sprawę jest kompletnie niezasadna, a minister edukacji ma absolutną rację. – Szkoły powinny zapewnić dzieciom opiekę i naukę w okresie międzyświątecznym. Nie wiem, dlaczego miałoby być inaczej – mówi naTemat.
Roman Giertych
Minister edukacji w latach 2006 - 2007

Postulat przedłużenia wakacji zawsze pojawia się w edukacji i jest stałym elementem debaty o szkolnictwie. Wydawałoby się, że oczekiwania są stawiane główne po stronie uczniowskiej, ale związki zawodowe przeciągają ten postulat również na stronę nauczycieli. Trzeba pamiętać, że nauczyciele mają najdłuższy okres urlopowy w naszym kraju, więc przeciąganie tego okresu na kolejne terminy wydaje mi się absolutnie nieuzasadnione.

Giertych wskazuje poważniejszy problem, na który należałoby zwracać uwagę zamiast na oczywistą sprawę przerwy międzyświątecznej. – Mam na myśli raport NIK, który pokazał rosnącą falę przemocy w szkołach. To pokazuje, że program który zastąpił ten wprowadzony przeze mnie, nie zdał egzaminu – mówi mecenas.

Zdaniem Giertycha jest dobrą sytuacją, gdy minister nie boi się nauczycieli. – Nie jest tak, że rząd ma zawsze ulegać presji związków zawodowych, bo te siłą rzeczy będą domagać się większej liczby godzin wolnych i wyższych wynagrodzeń. Pamiętajmy, czyim kosztem to się odbywa. Szkoła funkcjonuje dla dzieci, a nie na odwrót – podsumowuje Roman Giertych.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu