
Coraz więcej ochotników zgłasza się do estońskiej armii. Powód? Obawa przed ekspansją Rosji.
REKLAMA
Licząca 1,3 mln mieszkańców Estonia ma armię, w której służy zaledwie 3800 zawodowych żołnierzy. Wspiera ich 14,5 tys. ochotników. W ciągu ostatniego roku armii przybyło około tysiąca ochotników, czyli o 50 proc. więcej, niż dwa lata temu. Podobna sytuacja panuje w innych krajach bałtyckich.
– Sytuacja na Ukrainie spowodowała ten nawał – ocenia dowódca Kaitselitu Meelis Kiili. – My, Estończycy, jesteśmy bardzo spokojnymi ludźmi, a nawet pacyfistami, ale teraz ludzie pytają: "Co mogę uczynić dla mojego kraju?"
Takiego napływu ochotników, jaki obecnie obserwują dowódcy, nie było od 1991 roku, kiedy Estonia odzyskała niepodległość. Jak pisze na swoich stronach internetowych Deutsche Welle, ochotnicy pochodzą ze wszystkich warstw społecznych – są wśród nich zarówno absolwenci szkół zawodowych, jak i weterani wojny w Afganistanie oraz lekarze czy dziennikarze.
Estończycy obawiają się, że Putin może użyć pretekstu, by wkroczyć do ich kraju. – Wszyscy to wiedzą. Wystarczy, że estoński policjant zabije jakiegoś rosyjskojęzycznego mieszkańca, a wtedy wkroczy Putin twierdząc, że trzeba pomóc rodakom – mówi w rozmowie z „DW” 23-letni Mati Sild. – W dzisiejszych czasach wojna zaczyna się w mediach i głowach – dodaje.
Źródło:
dw.de
dw.de
