
PiS przemaszerował przez Warszawę, ale poza mobilizacją działaczy nic z tego nie wynikło. – To element aktywności politycznej ugrupowania, każdy ma prawo organizować takie marsze – broni się w "Bez autoryzacji" Jerzy Polaczek z PiS. Ale nie potrafi wymienić konkretów.
REKLAMA
Organizacyjnie jeszcze daleko Prawu i Sprawiedliwości do Narodowców, im udaje się zebrać na Marszu trzykrotnie więcej ludzi.
Ta demonstracja zgromadziła około 70 tys. ludzi z całej Polski.
Podawano szacunki między 20 a 30 tys. osób.
Bądźmy poważni, panie redaktorze. Nawet nieprzychylni nam obserwatorzy podkreślali dobrą organizację i spokojny przebieg, a także to, że było tam powyżej 60 tys. osób. To ważne wydarzenie, było tam też wielu młodych. To wyraz najbardziej elementarnego prawa obywatela, który chce, by parlament czy władze samorządowe były wyłaniane demokratycznie. Jeśli z tego się robi karykaturę, coś, co sprzyja nadużyciom, to domaganie się, by to się nie wydarzało, jest podstawą demokracji.
Co ten marsz dał? Przecież Ewa Kopacz nie doznała dzięki niemu olśnienia i nie przeprosiła za to, że sfałszowała z Januszem Piechocińskim wybory. Pokazaliście jedynie, że potraficie się zorganizować, przywieźć ludzi i przeprowadzić ich przez miasto.
To element aktywności politycznej ugrupowania, każdy ma prawo organizować takie marsze. Ten marsz jest dla mnie wydarzeniem, które mieści się w procedurze demokratycznej, był skierowany na obronę wolności mediów i zgromadził dziesiątki tysięcy uczestników. I uspokajam pana, że większość przyjechała indywidualnie, nie zbiorowo.
Ale przecież przewodniczący Brudziński sam przyznawał, że partia organizuje autobusy.
Ludzie poświęcili przynajmniej jeden dzień, żeby dojechać i wrócić.
Nie mieliśmy Pendolino - źle, od wczoraj jeździ - też źle, bo w Gdańsku schodki się nie schowały i nie ma Wi-Fi. Nie powinniśmy byli kupować tego pociągu?
Nie. Ale przypomnę, że te pociągi miały być gotowe na Euro 2012. Jako minister transportu byłem zaangażowany w przygotowanie kluczowych dokumentów związanych z kompleksową modernizacją inwestycji infrastrukturalnych z użyciem środków unijnych. Chodzi zarówno o drogi, o kolej, jak i o lotniska.
Problem w 2014 roku jest taki, że żadne cele związane z synchronizacją zakupu Pendolino nie zostały osiągnięte. Około 75 proc. Centralnej Magistrali Kolejowej miało być dostosowane do prędkości powyżej 200 km/h, a jest tylko kilkadziesiąt kilometrów. Tak samo miało być z 45 procentami odcinka Gdynia-Warszawa, a jest zero. To widać po czasach przejazdów.
Nikt wczoraj nie przypominał, że z 20 zakupionych składów do eksploatacji wchodzi tylko 9, a pozostałe to koszty utrzymania. To gwałtowne pogarszanie kondycji finansowej PKP. Krytycznie oceniam też, że nie ma zapowiadanego przez wiele miesięcy dynamicznego systemu sprzedaży biletów, który znamy z linii lotniczych. Dzisiaj mamy karykaturę, bo jest tylko mechanizm trzech progów zniżek.
