FAQ Włochy. Cały kraj strajkuje, ludzie protestują przeciwko reformom rynku pracy

Setki tysięcy Włochów wyszły na ulice protestować przeciwko reformom Renziego.
Setki tysięcy Włochów wyszły na ulice protestować przeciwko reformom Renziego. Fot. screen z youtube.com
Setki tysięcy Włochów wyszły na ulice miast od Mediolanu po Palermo. Protestują przeciwko reformom rządu premiera Matteo Renziego wymierzonym w rynek pracy, szczególnie stanowczo sprzeciwiając się zmianom art.18, który chroni pracowników przed zwolnieniem. Renzi, pod presją ze strony UE i MFW, mówi, że zmiany są konieczne. Przedstawiciele związków zawodowych odpowiadają: Musimy zatrzymać upadek kraju. Jeśli reformy, to tylko w porozumieniu ze związkami zawodowymi.


Pierwszy strajk generalny od dawna

W 2002 roku Włochy zatrzymały się podczas strajku generalnego – pierwszego od dwudziestu lat. Także wówczas protestowano przeciwko zmianom artykułu 18. W piątek Italia zatrzymała się ponownie, a na ulice największych włoskich miast wyszły setki tysięcy ludzi. Strajkowali wszyscy – pracownicy lotnisk, szkół, szpitali. Odwołano połowę lotów, nie jeździły pociągi. Studenci i robotnicy nie zgadzają się na rządowe reformy, które – zdaniem związków zawodowych, organizatorów strajku, będą miały fatalny wpływ na włoski rynek pracy.
Premier Matteo Renzi przekonuje, że swoim flagowym projektem znanym pod nazwą „Jobs Act” chce sprawić, by rynek pracy był bardziej elastyczny, zaś związki zawodowe, a wraz z nimi setki tysięcy Włochów uważają, że przez reformę art. 18 łatwiej będzie zwalniać pracowników. Są zdania, że istniejące regulacje są niezbędne, by chronić pracowników. Sytuacja jest poważna – po raz pierwszy dwa największe związki zawodowe są przeciw reformom centro-lewicowego rządu, przy czym warto pamiętać, że lewicowa i centro-lewicowa administracja tradycyjnie ma dobre relacje ze związkami zawodowymi.

Kto protestuje i przeciw czemu

Strajk generalny, który sparaliżował Włochy, zorganizowały dwa największe związki zawodowe UIL i Cgil. Protestują przeciwko całemu pakietowi reform forsowanych przez Renziego – który z kolei jest pod presją ze strony Unii Europejskiej oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego – jednak najbardziej zależy im na utrzymaniu art. 18 w takim kształcie, w jakim jest. Obowiązuje on od 1970 roku i stanowi, że pracodawca nie może zwolnić pracownika bez właściwego, usprawiedliwionego powodu.


– Trzeba zrozumieć, że we Włoszech art.18, który chroni niesprawiedliwe zwolnionego pracownika, jest podstawą kultury pracy. Ten artykuł jest częścią Statuto dei Lavoratori, który chroni prawa i wolności fundamentalne dla zatrudnionego zarówno na czas nieokreślony, jak i part-time. Przez lata jednak okazało się, że art. 18 stworzył zbyt sztywną regułę, która wymagała natychmiastowego ponownego zatrudnienia pracownika, z takimi samymi obowiązkami i pensją – wyjaśnia naczelny "Gazzetta Italia" Sebastiano Giorgi.

Elastyczność na rynku pracy Renzi rozumie jako większą swobodą zatrudniania i zwalniania pracowników, podczas gdy art. 18 chroni pracowników dużych i średnich firm przed zwolnieniem. Krytycy tego artykułu uważają, że spowalnia on gospodarkę i powoduje zator na rynku pracy, ponieważ pracodawcy będę mniej chętniej zatrudnić pracowników, których potem nie będą mogli zwolnić.

Uważają, że utrzymanie artykułu stworzy dwubiegunowy rynek pracy – z jednej strony będą starsi pracownicy, chronienie przez art.18, z drugiej – młodzi, z małymi szansami na znalezienie pracy. Kolejne rządy próbowały zabrać się za reformę art. 18 – bez powodzenia. Obejmując w lutym urząd premiera Matteo Renzi obiecał m.in. stworzenie jednolitego, elastycznego rynku pracy.


– Od 40. lat podejmowane są próby zreformowania art.18. W zbiorowej wyobraźni art. 18 jest przedmurzem praw pracowniczych i żadna siła polityczna nie była do tej pory w stanie go ruszyć. Jedynym sukcesem na tym polu było zwiększenie możliwości zwolnienia pracownika, co nastąpiło w 2012 roku – mówi redaktor naczelny "Gazzetta Italia" w Polsce Sebastiano Giorgi.

Co mówią związkowcy

– Nie poddamy się „Jobs Act”. Do rządu należy wybór – próbować eskalować konflikt czy rozmawiać. Musi być jasne, że my się nie zatrzymamy. Będziemy przeciwdziałać złym wyborom po to, by mieć w tym kraju perspektywę zatrudnienia – mówiła Susanna Samusso z Cgil.
Wtórował jej Carmelo Bargallo z Uil. – Wszystkie dane wskazują na to, że kraj się stacza. Chcemy zatrzymać ten upadek i sprawić, by kraj ruszył z miejsca – mówił, dodając, że oczekuje, iż obecny rząd, chcąc wprowadzić reformy, będzie rozmawiał o nich ze związkami zawodowymi.

Premier Matteo Renzi komentuje krótko: – Politycy muszą mieć odwagę, by przeprowadzać reformy. Zwłaszcza we Włoszech, gdzie zmiany są konieczne.

Dlaczego jest tak źle

Sytuacja gospodarcza Włoch jest katastrofalna, a znalezienie pracy graniczy w cudem. Wskaźniki bezrobocia należą do najwyższych w Europie, a szczególnie wysokie są wśród młodych – w tej grupie wynosi aż 43 procent. O powadze sytuacji świadczy liczba Włochów, którzy decydują się na emigrację – w ubiegłym roku z kraju wyjechały 82 tys. osób. Najwięcej od dekady. Wielu z nich szuka pracy w Polsce – szacunki redakcji „Gazzetta Italia” pokazują, że nad Wisłą mieszka już nawet 10 tys. Włochów.

Zadłużenie wewnętrzne kraju należy do najwyższych w strefie euro, zaś wskaźniki wzrostu są niskie – od 2000 roku PKB spadło o prawie 7 proc., czyli więcej niż w Grecji, na Cyprze i w Portugalii. Do słabej dynamik wzrostu i bezrobocia dochodzą tradycyjne problemy, z którymi Italia zmaga się od lat – nadmiernie rozbudowana demokracja i brak innowacyjności. Sytuacja jest tak zła, że coraz częściej pojawiają się analogie do scenariusza greckiego i głosy o wyjściu Włoch ze strefy euro.