Rita Amaral
Rita Amaral Fot. Maria Kowalczyk

24-latka zakochana w Polsce, która zaskakuje kreatywnością i działaniem. Rita Amaral otwiera sieć sklepów Kontigo, dedykowanych Polkom i ich potrzebom. I projektuje aż trzy linie produktów do makijażu. Rozmawiając z Ritą budzi się we mnie nadzieja, że młode pokolenie naprawdę jest pracowite, wie czego chce i na samych chęciach nie poprzestaje. Młodzi działają, tworzą, nie boją się realizować swoich marzeń, czego im można pozazdrościć. A Rita jest świetnym reprezentantem swojego pokolenia.

REKLAMA
Maria Kowalczyk: Co sprowadza Portugalkę do zimnego, północnego kraju, gdzie przez pół roku nie ma słońca, a ludzie o 22 chodzą spać i dużo narzekają? Korzenie?
Rita Amaral: Nie. Raczej rodzice, którzy dużo podróżowali i pracowali w wielu miejscach. Między innymi w Polsce.
Świetnie mówisz po polsku. Praktycznie nie słychać akcentu. Kiedy i jak się nauczyłaś języka polskiego, który nie należy do najłatwiejszych?
Pierwszą, drugą, trzecią i czwartą klasę podstawówki spędziłam w Polsce. Mieszkaliśmy z rodzicami w Poznaniu. Dlatego nauczyłam się języka chodząc do szkoły. Ale wydaje mi się, że do godziny 14-stej nie mówię dobrze, dopiero po południu się rozkręcam i robię mniej błędów.
I po tych czterech latach wróciliście do swojego kraju?
Nie, jeździliśmy z kraju do kraju, przeprowadzaliśmy się z miasta do miasta. Mieszkałam w Sao Paulo, Bostonie, Rzymie i wielu innych miejscach…
Czyli jesteś obywatelką świata. To fascynujące!
Z jednej strony tak, z drugiej - mam wrażenie, że nigdzie nie mam swojego miejsca, prawdziwego domu, do którego przynależę, gdzie mogłabym powiedzieć: tu są moje korzenie. Przez te częste zmiany nigdzie nie pasowałam. W Polsce miałam zbyt ciemną skórę i włosy, więc się wyróżniałam, w Brazylii miałam dziwny akcent.
Pewnie trafiłaś do Polski kiedy jeszcze nie było takiej różnorodności kulturowej. Dziś jest zupełnie inaczej.
Tak! Wtedy byłam zbyt „ciemna” i „dziwna”, a dziś wyróżniam się i uchodzę za „egzotyczną” [śmiech].
logo
Rita Amaral i makijażysta Harry Jefferson Fot. Maria Kowalczyk
I co działo się dalej, bo rozumiem, że pomiędzy twoim pierwszym pobytem w kraju nad Wisłą a kolejnym - obecnym, trochę wody upłynęło… Czym się zajmowałaś?
Zawsze marzyłam o bajkowym świecie Walta Disneya. Chciałam tam pracować, współtworzyć magię. Ten cały zaczarowany świat, który dzieci, zwłaszcza dziewczynki tak bardzo kochają. I tak bardzo tego chciałam, że udało mi się w Disneyu pracować, jako trade marketing. Okazało się, że ten magiczny, bajkowy świat z bliska wcale nie jest taką bajką. Organizowałam eventy Disneya dla dzieci we FNAC w Portugalii (to taki Empik). Moją pasją jest „magia” i oczarowywanie ludzi tym, co robię. Ale w pewnym momencie czar prysł...
To skąd się wziął sklep i kosmetyki do makijażu?
Kosmetyki nie były moją pasją, tylko ten czar wokół nich. Ta radość i szczęście, które dają kobietom. Dlatego postanowiłam stworzyć miejsce, do którego będą przychodzić same kobiety, żeby sprawić sobie przyjemność. Nie jest to drogeria. Nie kupisz tu proszków ani środków czystości, nie dostaniesz też kosmetyków dla mężczyzn czy dzieci. Jest to sklep z kosmetykami wyłącznie dla kobiet.
Dobry pomysł! Nie ma takich miejsc stricte kobiecych. Ale ja w dalszym ciągu, jako meteopatka zastanawiam się co sprowadza Ciebie, obieżyświatkę akurat tutaj, do Polski? Dlaczego postanowiłaś sklep otworzyć właśnie tu?
Lubię Polskę. I Warszawę. Podoba mi się dynamika rozwoju i energia tego miejsca. To że się wszystko tak szybko zmienia, że cały czas jest miejsce na nowe. I dlatego zbadałam rynek pod kątem potrzeb kobiet - Polek i dla nich zbudowałam to miejsce. Jest dokładnie tym, czego Polki poszukują, a czego jeszcze tutaj nie ma. Kontigo to sklep z kosmetykami, ale także miejsce, gdzie możesz je przetestować. Zrobić sobie makijaż w sposób higieniczny - jednorazowe aplikatory to umożliwiają. Meble zaprojektowane są tak, żeby klientka mogła wygodnie usiąść, postawić torebkę, napić się wody i albo skorzystać z usług makijażysty, albo sama przetestować co tylko jej się podoba. A sprzedawcy są tak wykwalifikowani, że potrafią udzielić wszelkich makijażowych porad.
logo
Kosmetyki zaprojektowane przez Ritę i Harry'ego są całkowicie wyprodukowane w Polsce Fot. Maria Kowalczyk
logo
Harry Jefferson - makijażysta i współtwórca kosmetyków Moov, Maoia i Mystik Warsaw Fot. Maria Kowalczyk
A kolorystyka sklepu?
To także wynik badań. Polki deklarowały, że potrzebują miejsca, które przyciąga kolorem. Jest kobiece, cieszy oczy i pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości. Róż i czerwień są już w wielu innych sklepach wykorzystane, więc postawiłam na turkus, który jest zresztą moim ulubionym kolorem - co widać po mojej sukience! Logo marki też chciałam, żeby wyglądało „swojsko”, jak napisane odręcznie
A co oznacza Kontigo?
Kontigo, to po portugalsku: z Tobą. Ale to nie była moja pierwsza nazwa. Najpierw chciałam nazwać miejsce O’hana - po hawajsku. Kojarzyłoby się z „kochana”. Ale ta nazwa nie spodobała się w badaniach konsumenckich. Zostaliśmy więc przy Kontigo. Zresztą bardzo odzwierciedla charakter naszej perfumerii, bo jest ona autentyczna, bezpośrednio skierowana do kobiet i przemyślana tak, żeby im było wygodnie. Najlepiej widać to na przykładzie działu koloryzacji włosów. Nie układamy produktów dzieląc je według marek i nazw, ale obok siebie mogą stać konkurencyjne marki, za to w podobnym odcieniu. Platynowe blondy obok platynowych blondów i tak dalej.
logo
Rita Amaral Fot. Maria Kowalczyk
Świetne! Sprytne i intuicyjne myślenie. I ułatwiające życie.
Tak, choć z początku firmy kosmetyczne protestowały, postawiliśmy na swoim i mamy kolory włosów poukładane tak, żeby brunetka nie musiała szukać wśród rudości farby dla siebie.
Jestem ciekawa waszych produktów do makijażu. Ostatnio słyszałam, że w Polsce jest już 250 marek kosmetycznych. To naprawdę obszerny rynek, więc i duże ryzyko czy pomysł się przyjmie…
Wyszliśmy od tego, wraz z makijażystą Harrym Jeffersonem, że Polki (zgodnie z ich odpowiedziami w badaniach) nie są lojalne wobec jednej marki makijażowej, tylko wybierają sobie ulubione produkty z różnych firm. Stąd zamiast tworzyć jedną linię, wymyśliliśmy trzy: Moia, Moov oraz Mystik Warsaw.
logo
Piękne zdjęcia autorstwa Zuzy Krajewskiej, czyli naturalne piękno bez photoshopa Fot. Materiały prasowe/ Zuza Krajewska
Każda spośród trzech naszych marek ma inny koncept, pomysł na siebie. Moia jest bardzo naturalna, ma przypominać naturalny koloryt skóry, więc zbieramy feedback od klientek i już wiemy, że trzeba będzie z gamy podkładów dopracować jeszcze jeden, jaśniejszy. Bo Polki mają wyjątkowo jasne cery. I do każdego podkładu dopasowany jest z taką samą sygnaturą: korektor oraz puder w kamieniu. Mamy także bazę rozświetlającą, róże do policzków, rozświetlacze i bronzery. Oraz pędzle i inne akcesoria do nakładania makijażu. Fajne u nas jest to, że jeśli w perfumeryjnym świetle nie jesteś pewna koloru podkładu, możesz kupić próbkę na kilka użyć (koszt: 6 złotych).
logo
Marka Moov to kolorowe lakiery i pomadki Fot. Materiały prasowe / Zuza Krajewska
Moov jest marką najbardziej kolorową i dynamiczną. Z badań wynika, że Polki dwa razy w tygodniu zmieniają kolor paznokci, więc nasze lakiery mają nie dość, że bogatą paletę kolorów i wykończeń, to specjalne malutkie pojemności. Lakiery nazwaliśmy imionami kobiet. Pomadki natomiast cechami, jakie chcielibyśmy, żeby kobiety miały, jak Confidence (pewność siebie), Bravery (odwaga), Motivation lub Ambition. Kredki do ust mają myśl przewodnią, jak: Can I be your fat friend? Są też błyszczyki. Wszystkie można zebrać w specjalny dedykowany danej osobie zestaw łącząc imię, np. Maria, ulubiony dzień tygodnia: Sobota i cechę: Ambition. Zamykamy to w pięknej kolorowej puszce i mamy genialny prezent dla przyjaciółki czy siostry.
logo
Paleta cieni Mystik Warsaw Fot. Materiały prasowe
Na deser linia Mystik Warsaw, która jest moją ulubioną. To kosmetyki do malowania oczu. Cienie, kredki, linery, tusze do rzęs. Mamy ponad 70 kolorów cieni tak nasyconych pigmentami, że porównywanych z markami profesjonalnymi do makijażu. I tu postawiliśmy na koncept. Nie raz kobiety poszukują dobrej maskary, ale zostawiają ulubione szczoteczki ze starych tuszów. Dlatego wymyśliliśmy, żeby szczoteczkę można sobie było wybrać dowolną, taką, jaka nam odpowiada. Tusz jest zamknięty jako osobne opakowanie, a szczoteczkę wybiera się osobno. Dzięki temu można je dowolnie łączyć
Strasznie tego dużo i niesamowita moc pomysłów. Jako wścibska koleżanka z branży muszę zadać to pytanie: gdzie produkujecie swoje trzy marki? Rozumiem, że póki co nie we własnej fabryce…

Kosmetyki produkujemy w polskich fabrykach kosmetycznych. Zresztą wszystkie są podpisane i nie ukrywamy tego, gdzie zostały zrobione.
Jaki przedział cenowy jest dla nich konkurencyjny?
Kosztują od kilku do 20-kilku złotych, więc są to kosmetyki masowe, bardzo dostępne cenowo, niemal dla każdego. To także wynik przeprowadzonych przez nas badań rynku. Wiemy, ile pieniędzy Polki mogą przeznaczyć na kosmetyki, więc właśnie pod ich potrzeby stworzyliśmy wszystkie trzy marki.
Jak długo zajęło ci stworzenie zarówno kolorówki jak i perfumerii?
W sumie około roku. W październiku b.r. otworzyliśmy pierwszy sklep. To tak intensywny czas, że nie wiem, jak nam się w te kilka osób udało wszystko spiąć.
logo
Kosmetyki Moia, autorska linia Rity i Harry'ego Fot. Maria Kowalczyk
Bardzo dużo w tak krótkim czasie. Rozumiem, że pani nie sypia, tylko działa…
Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam wyspana! Otworzyliśmy w sumie 3 perfumerie (jedną obok kina Atlantic, drugą w Piasecznie, trzecią w podziemiach Dworca Centralnego) i nie zamierzamy na tym poprzestawać. Cały czas mamy nowe pomysły, projekty. Te do zrealizowania i te w trakcie realizacji. Zależy mi na tym, żeby wszystko było autentyczne, nasze, niewymuszone i naturalne. Takie jak dziewczyny na wizuelach naszych brandów. Autorką zdjęć jest Zuza Krajewska, więc dziewczyny, w tym moja siostra - wyglądają na nich energetycznie i naturalnie. I o to w naszej filozofii chodzi.

Chcesz więcej stylu? Polub nas na facebooku!