Chrześcijańskie sklepy wyrastają w sieci jak grzyby po deszczu.
Chrześcijańskie sklepy wyrastają w sieci jak grzyby po deszczu. Fot. justbelive.pl

Jak grzyby po deszczu wyrastają w sieci kolejne sklepy dla chrześcijan. Handlują koszulkami, kubkami, odpowiednią dla osób o podobnych poglądach literaturą. Ich twórcy zgodnie zapewniają, że nie chodzi o karierę i zysk, ale o to, by być częścią procesu Nowej Ewangelizacji. Czy na pewno? Sprawdzamy.

REKLAMA
Nie wymaga jakości tylko idei. Nie kupuje po to, by mieć, ale by szerzyć poglądy. Nie ogląda dla rozrywki, ale po to, by doświadczyć duchowego rozwoju. Katolicki klient w sieci zaczyna odgrywać coraz większą rolę, a w odpowiedzi na jego potrzeby powstają kolejne sklepy tytułujące się właśnie chrześcijańskimi.
Handlują przede wszystkim odzieżą – koszulkami i bluzami, na których nadrukowane są hasła promujące idee wiary. Ale są też takie, które w swoim asortymencie mają także torby, kubki, naklejki, biżuterię, zeszyty i notesy, długopisy, zabawki czy po prostu dewocjonalia – obrazy i ikony.
logo
Fot. http://wielkawola.pl/
W wybranych można znaleźć także muzykę, filmy, komiksy czy książki o odpowiednim ideologicznie profilu.
logo
Fot. http://wielkawola.pl/
Jeden z pierwszych takich sklepów w Polsce powstał w 1996 roku. Założył go Marcin Pawłowski, dziś właściciel Chrześcijańskiej Agencji Artystycznej. – Nie ukrywam, że w jakimś stopniu chodziło o biznes, ale przede wszystkim o ideę – przekonuje. – Sam jestem głęboko wierzący i wydaje mi się, że ktoś, kto ma do religii czy Boga w ogóle negatywny stosunek, nie mógłby odnaleźć się w takiej firmie.
Inspiracja z USA
Pawłowski na pomysł wpadł podczas wizyty w USA. Może nie tyle dlatego, że sklepy chrześcijańskie były tam niezwykle popularne, ale dlatego, że prawdziwą furorę za oceanem robiły koszulki z nadrukami właśnie.
logo
Fot. http://chaart.pl/
– Pomyślałem sobie, że w Polsce czegoś takiego na tak dużą skalę nie ma, zwłaszcza gdy mówimy o drukowaniu na koszulkach treści chrześcijańskich – mówi. – I to się sprawdziło. W ciągu pierwszych kilku lat miałem naprawdę dużo klientów.
– Wszyscy byli gorliwymi katolikami? – dopytuję.
– Tak, zdecydowana większość klientów wpisuje się w jeden profil – człowieka wierzącego, który chce się tą wiarą podzielić z innymi.
Dziś roczny obrót jest nieco mniejszy, ale Pawłowski przekonuje, że spadek popularności oferowanych przez niego produktów nie jest tego powodem. Chodzi przede wszystkim o to, że z każdym rokiem na rynku pojawia się więcej sklepów dla chrześcijan. Ich właściciele zgodnie twierdzą, że chcą w ten sposób uczestniczyć w procesie Nowej Ewangelizacji.

Szkoła Nowej Ewangelizacji (SNE) jest jednym z ruchów w Kościele katolickim. Powstała w odpowiedź na wezwanie Jana Pawła II wyrażonego przede wszystkim w encyklice Redemptoris Missio oraz adhortacji apostolskiej Christifideles Laici. Czytaj więcej

Liczy się idea
– Klienci, jak to w życiu, raz są, raz ich nie ma – mówi z kolei Monika Kaśkosz z ars-apostoli.com.pl. – Udaje się nam jednak połączyć idee, w które głęboko wierzymy z pracą, która pozwala na względnie bezpieczny byt. To daje dużo radości.

(...) pragniemy włączyć się w dzieło Nowej Ewangelizacji tworząc koszulki, kubki i breloki z chrześcijańskim nadrukiem. Naszym celem jest (…) zobrazowanie i przekazanie światu tego, co niewidzialne dla oczu, a co jest tak niesłychanie ważne, zwłaszcza dla współczesnego człowieka, w obliczu tylu zagrożeń, obojętności i zagubienia. Źródło: www.ars-apostoli.com.pl Czytaj więcej

W Polsce działa też kilka stowarzyszeń zrzeszających chrześcijańskich przedsiębiorców. – Bóg nie mówi nam, że nie mamy się bogacić, ale żeby pracować i składać na ofiarę dziesięcinę – wyjaśniał jakiś czas temu na łamach serwisu adonai.pl Andrzej Bogusławski, prezes warszawskiego koła Polskiego Stowarzyszenia Chrześcijańskich Przedsiębiorców. – (...) nie wstydzimy się swojej wiary i opieramy na niej filozofię naszych firm. (…) Dzięki temu istnieje współpraca biznesowa bez zawiści, możliwość doradzania sobie i pomagania, gdy przerastają nas zadania stawiane nam przez zleceniodawców, ale i przez samo życie. Wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną.
Co może jedna koszulka?
– Różne są sposoby religijnej ekspresji – przekonuje Marek Zając, dziennikarz i publicysta katolicki. – Idea noszenia koszulek z hasłami chrześcijańskimi nie jest mi akurat szczególnie bliska, ale na pewno nie jest to nic złego. Dziś przybiera ona formę swoistego kazania czy przekazu. Choć nie wszystkie hasła umieszczane na koszulkach czy kubkach są mądre i warte powtarzania. Musimy więc i tu, jak w każdej dziedzinie życia, umieć oddzielić ziarna od plew.
logo
Fot. www.sklep.deon.pl
logo
Fot. www.sklep.deon.pl
Chrześcijańskie sklepy mają jednak również swoich przeciwników. Czytelnicy, którzy zgodzili się odpowiedzieć mi na pytanie co sądzą o takich sposobach ewangelizacji jak produkcja koszulek czy kubków, zgodnie twierdzą, że widok kogoś ubranego w koszulkę np. z hasłem „Pan jest moim pasterzem” albo „Miłość jest moim domem” w żaden sposób nie wpływa na ich stanowisko do Kościoła. Czasem, wręcz przeciwnie, budzi sprzeciw, bo interpretowane jest jako „nawracanie na siłę”, choć wedle założeń Nowej Szkoły sama ewangelizacja nie ma być nakłanianiem innych do własnych przekonań, ale dawaniem propozycji religii i wiary, do której może ale nie musi przystąpić każdy wolny człowiek.
Chrześcijanie irytują
– Mnie chrześcijanie drażnią w ogóle – pisze jedna z internautek. – Nie twierdzę, że wszyscy są źli, ale ci, których znam to okropni obłudnicy. Bo jak określić kogoś, kto nosząc krzyż na piersi jest jednocześnie wielkim ekspertem od wróżb i przesądów, które Kościół klasyfikuje przecież jako pogańskie. Albo kogoś, kto deklaruje się jako wierzący i praktykujący nosi koszulkę z wizerunkiem Chrystusa a jest pełen zawiści i zamiast kochać bliźniego wręcz go nienawidzi?
logo
Fot .http://wielkawola.pl/
I tu pojawia się właśnie pytanie, czy nie lepsze efekty w „promocji” chrześcijaństwa miałby po prostu katolik w zwykłym t-shircie, który o swej wierze świadczyłby tylko i wyłącznie swoim zachowaniem.