Dlaczego święta są źródłem stresu? Między innymi dlatego, że trudno nam się zatrzymać -wyjaśnia Jacek Walkiewicz.
Dlaczego święta są źródłem stresu? Między innymi dlatego, że trudno nam się zatrzymać -wyjaśnia Jacek Walkiewicz.

Święta. Kiedyś religijne misterium, dziś coraz częściej pretekst do odpoczynku i spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Zatrzymania się w pędzie. Refleksji. Dlaczego więc dla wielu są źródłem stresu? Świąteczny stres rozpracowujemy z psychologiem Jackiem Walkiewiczem.

REKLAMA
Brzmi jak kuriozum, ale święta są dla nas źródłem nie tylko odpoczynku, radości i bliskości z rodziną, ale i stresu.
To dlatego między innymi, że zaliczamy ostre hamowanie. Przed samymi świętami mamy mnóstwo rzeczy do zrobienia, więcej niż zazwyczaj, bo chcemy ze wszystkim zdążyć, i nagle się zatrzymujemy. Ta zmiana jest dla organizmu trudna, zarówno od strony fizjologicznej, jak i psychicznej. Kiedyś jednak do świąt przygotowywaliśmy się dłużej, pewne procesy przygotowawcze, zakupowe - pieczenie, lepienie pierogów, gotowanie - trwały, więc w te święta wchodziliśmy spokojnie. Dziś to często jest szok dla wielu osób, kiedy mają się nagle zatrzymać.
Mamy internet, więc z różnych rodzajów aktywności możemy korzystać też w święta. Nie wiem więc, czy my w ogóle możemy odpocząć w warunkach, w których pewne rytuały zostały zaniedbane.Te rytuały były po to właśnie, żeby się zatrzymać, cieszyć tym że nie trzeba pracować, można jeść pić i bawić się. Poza tym te święta mają bardzo jasną konotację religijną, dziś już może nieco zapomnianą, i żeby je bezstresowo przeżyć, należałoby je przeżyć zgodnie z tą intencją, czyli - religijnie.
Brzmi podobnie jak wyjaśnienie źródeł stresu urlopowego, kiedy stresujemy się tym, że nie pracujemy. Nie wiemy, co wtedy ze sobą zrobić.

To dlatego, że do ostatniego momentu jesteśmy na wysokich obrotach. Ten stan nakręcania nie pozwala nam na nagłe przejście w stan spoczynku. To tak, jak z rozpędzonym pociągiem - potrzebuje on czasu, żeby wyhamować. Z nami jest tak samo. Chodzi o rodzaj harmonii - jest czas, kiedy pracujemy i czas, kiedy świętujemy. Do tego czasu też trzeba się jakoś przygotować. Moment wyciszania, wchodzenia w nowy czas był związany z czynnościami, które ludzie wykonywali. Te podłogi pachnące pastą, które ja pamiętam, zapowiadały święta. Człowiek na nie czekał, a zapowiadały je pojedyncze sygnały - pieczone ciasta, pierogi leżące na stolnicy.... Dzisiaj wiele rzeczy kupujemy i nie uczestniczymy aktywnie w tym procesie przygotowywania. Mam wrażenie, jakby te święta były obce, przyniesione. Niewypracowane, nie będące owocem naszego zaangażowania czy pasji.
Dużo zmieniło się jeśli chodzi o sposób przeżywania tych świąt. Coraz częściej mówi się "okres świąteczny", a nie "święta Bożego Narodzenia".

Święta są chyba mniej przeżywane niż kiedyś. To dotyczy każdych świąt. Dziś głównie kojarzą się z relaksem, zajęciami innymi niż codzienne. W naszej kulturze święta kojarzą się z rodziną, co zresztą też może być źródłem stresu.
Spotkanie z rodziną to chyba jeden z bardziej stresogennych świątecznych czynników.

Na co dzień żyjemy dość daleko od siebie, prowadząc osobne życia. Kiedy więc mamy się spotkać z dawno niewidzianymi członkami rodziny w jednym mieszkaniu, przy jednym stole - może pojawić się stres.
Boimy się też zostać sami ze sobą?

Pamiętam z przeżyć dziecięcych, że święta były nudne. Dorośli siedzieli razem, dzieci osobno, a telewizji wtedy ciekawej nie było. Ale przez to, że były nudne, były inne. Stanowiły czas zatrzymania się, refleksji, który ja zawsze wspominam jako bardzo miły. Nic się nie dzieje, a człowiek ma wrażenie, że właśnie tak ma być. Czas się zatrzymuje. Inną sprawą jest, że utrata odświętności świąt związana jest ze stroną stricte materialną - kiedyś wielu rzeczy nie było. Szynka była odświętna. Pomarańcze. Cytryny. Czekolada i kawa. Dziś ta strona materialna nie wymaga żadnego wysiłku, i żeby zastąpić rodzaj odświętności, który wynikał wówczas z faktu, że na stole pojawiały się wyjątkowe, wyczekane specjały, trzeba by wrócić do czegoś ulotnego - relacji. Czasu spędzonego razem.
To niekoniecznie musi wiązać się z wielką refleksją, dobrze jest po prostu być razem. Istotą świąt jest stan błogości, kiedy ludzie przerywają czas trudu i wysiłku. Może o tym nie pamiętamy, ale kiedyś codzienność była trudniejsza. I same święta były trudniejsze, związane z czasem spędzonym w kolejkach i drżeniem o to, czy dostanie się karpia. Dziś z kolei wszystko jest - a to powoduje stres, bo skoro wszystko jest, to nic nie jest już aż tak wartościowe. Kiedyś kupno czekolady wystarczyło, żeby sprawić przyjemność. Dziś trudno powiedzieć, co sprawia przyjemność, bo wszystko jest dostępne każdego dnia. Kiedyś na święta się czekało, i być może to sprawiało, że one były inaczej odbierane. To był rytuał zatrzymania się, przejścia.
Jak Nowy Rok, z którym zwykle wiążemy duże nadzieje.

To kolejny rytuał - podejmowania decyzji, poczucia, że coś się zmieni, że coś się zaczyna. Oczywiście jesteśmy później często rozczarowani, bo 1 stycznia życie wygląda dokładnie tak samo, jak 31 grudnia. To są symboliczne momenty przechodzenia z jednej aktywności - poprzez zatrzymanie - do drugiej. Pewnie straciliśmy trochę umiejętność przeżywania rytuałów. W święta wpisane jest to, że ma być mało aktywności, mało działania, ale ponieważ mamy internet, działamy na okrągło. Przez to tracimy i symbolikę, i istotę świąt. I przez to stają się stresujące.
Mam wrażenie, że kiedy siadamy do wigilijnego stołu, mamy nadzieję, że będzie jak w reklamie Coca Coli - pięknie, radośnie, idealnie. A potem mocno zderzamy się z rzeczywistością, którą idealna nie jest.
Skoro przez kilkadziesiąt tygodni w roku nie jest idealnie to trudno, żeby było idealnie przez te kilka dnia. Poza tym ludzie wyjeżdżają, mieszkają daleko, na ten czas potrafią przyjechać do domu, przez ten czas często się zmieniają, przywożą ze sobą nowe przyzwyczajenia. I okazuje się, że nasze wyobrażenia na ich temat były inne niż rzeczywistość. Dlatego dobrze, żeby ten czas był poświęcony przede wszystkim na rozmowę.
To rozmowa tworzy więź, relację. Teraz nawet jeśli rodzina siedzi przy jednym stole w restauracji, często każdy jest wyposażony w tablet czy smartfona, na którym wykonuje rozmaite operacje. W święta też będą się tak zachowywać, bo dlaczego mieliby zachowywać się inaczej. Kluczem jest zaangażowanie się w to, co się dzieje w danym momencie, czy dotyczy obrzędu religijnego, czy świeckiego. A my za mało się angażujemy.
Bo pochłania nas dużo innych działań?

Ludzie na pytanie : co słychać? odpowiadają: dużo się dzieje. I to ma oznaczać, że jest dobrze, że mają dużo projektów, są na topie. A w święta ma się nic nie dziać? Człowiek może odczuwać panicznym lęk przed takim stanem. Inną sprawą jest kwestia samotności - bycia z samym sobą. Czy ludzie dobrze się czują sami ze sobą? W święta wiele refleksji związanych z relacjami, związkami wraca z podwójną siłą i da wielu osób jest to bolesne, bo życie różnie się układa. Kluczem jest przeżywaniem pewnych rytuałów razem - nawet, jeśli rytuałem jest oglądanie "Kevina samego w domu".