
Przejadłeś się w święta, a raczej: planujesz się przejeść? Weź tabletkę lub krople na niestrawność, które przyspieszą wydzielanie żółci i uwolnią twoją wątrobę. Dorzuć jeszcze pigułkę eliminująca wzdęcia. I coś redukującego zgagę. Tak radzą panie i panowie z reklam w radiu i telewizji. A może prościej i przyjemniej byłoby się raz w życiu w święta nie przejeść? I kolejną porcję makowca czy pieczonego schabu zamienić na spacer z rodziną?
Wczoraj przyjechała do nas moja babcia z Torunia. Najlepsza gospodyni pod słońcem, której potrawy i wypieki wspominają do dziś moi koledzy z podstawówki (chodziliśmy do babci na każdą długą przerwę na drożdżowe rogaliki z wiśnią lub szarlotkę). Babcia przyjechała na kilka dni przed wigilią, żeby przygotować potrawy i tym razem obiecała zamiast z wałówką z jedzeniem, pojawić się z lekką torbą podróżną, bo nie wolno jej dźwigać… W związku z czym ze swej eleganckiej skórzanej torebki wyjęła: kilogram parówek, świeżo upieczony pasztet, wędliny (podobno te z Torunia są lepsze niż stołeczne), krokiety z kapustą i grzybami oraz pierogi ruskie. W jaki sposób dała radę to tak zwane NIC zmieścić w swojej torebce pomiędzy okularami, szminkami i puderniczką - nie mam pojęcia.

Za to doskonale wiem, co się z tym całym jedzeniem stanie. Bo preludium było wczoraj, kiedy z moją siostrą, szwagrem i mężem rzuciliśmy się na krokiety i pasztety. Na co dzień amatorzy kuchni śródziemnomorskiej, kasz i warzyw, na widok pachnących polskich potraw dostaliśmy wilczego apetytu.

Oczywiście babcia nie oszczędza na maśle, więc wszystko w jej wydaniu jest wysokokaloryczne. Wizja najbliższych kilku dni zaczyna mnie i mój brzuch przerażać. Ale doskonale wiem, że nawet babci trzeba czasem odmówić. Tak samo, jak i sobie. Dla zdrowia i lepszego samopoczucia. Kolejna porcja pierogów skończy się zgagą, albo bólem brzucha, szczególnie jeśli na co dzień jemy lekko. Nie pomoże Rennie, Raphacholin, Manti czy Verdin i dziesiątki innych reklamowanych leków, które należy połknąć, aby zmieścić jeszcze więcej pieczeni czy bigosu z kiełbaską. Co zatem możemy zrobić - zapytałam Agnieszkę Wierzbicką z Essence Cleanse, firmy, w której można zamówić dietę opartą o naturalne soki i potrawy oczyszczające.
Agnieszka Wierzbicka, Essence Cleanse
Ale kaloryczność potraw wigilijnych i świątecznych to nie wszystko. Tak na dobrą sprawę ilość produkowanego przez mamy i babcie jedzenia naprawdę są w Polsce wyjątkowe. A także wyjątkowo ciężko później te oponki, wałeczki i schabiki po świętach jest zrzucić. Objadamy się przez trzy dni, a przez kilka kolejnych zjadamy resztki potraw. Zwykle w polskich tradycyjnych domach są takie ilości jedzenia, że nawet po zaproszeniu do domu gości na wszystkie dni świąteczne i obdarowaniu każdego pasztetem czy makowcem zalega ono w lodówce i na balkonie. I albo się je z łakomstwa zjada, albo się po kilku dniach - wyrzuca. Wszystkiego jest za dużo, po tygodniu z mięsem w rolach głównych, mamy ochotę na makaron czy nawet sałatę, no ale zmuszamy się do kolejnej kanapki ze schabem, porcji sałatki z majonezem i sosu tatarskiego. Jak mawiają niektórzy: „lepiej zjeść i zwymiotować niżby miało się zmarnować”. I tak do Nowego Roku, kiedy zaczynamy snuć obietnice na temat diety i odchudzania…
Agnieszka Wierzbicka, Essence Cleanse

Alternatywa? Święta w ruchu. Na nartach, albo pod wodą nad ciepłym morzem. Na które oczywiście nie każdy z nas może sobie pozwolić, tak z braku środków, jak i z wielu innych przyczyn. Ale zdrowy rozsądek każdy z nas może z siebie ten raz czy dwa razy do roku wykrzesać i zamiast dojadać, wyjść na spacer czy chociażby - kiedy leje - na ściankę wspinaczkową czy pływalnię. Z żoną lub chłopakiem. Z dziećmi lub z rodzicami. Nie lubicie sportu? Każdy ruch się liczy. W drugi dzień świąt z tego co słyszałam otwarta będzie nawet wystawa Lego na Stadionie Narodowym, co też może być świetnym pretekstem, żeby podnieść się z kanapy i sprzed telewizora i ruszyć gdzieś z rodziną.

Agnieszka Wierzbicka, Essence Cleanse
Święta w tym roku nie będą trwać dwa i pół, ale cztery i pół dnia, bo większość z nas dojadać będzie mięsa i mięsiwa zagryzane słodkościami i podlewane alkoholem, także w weekend po świętach. A po takich kilku dniach, wizytach i rewizytach u przyjaciół i rodziny, wątroba naprawdę może odmówić posłuszeństwa. Zamiast kropli na niestrawność, może warto ograniczyć porcje? Albo nie jeść pięciu kawałków ciasta/mięsa tylko zakończyć na dwóch? Tradycji nie ma co zmieniać, grochu i kapusty kiełki i sałata nie zastąpią, a na uszka i barszcz czy kutię niektórzy z nas czekają cały rok (podobnie jak na to, że spożyjemy je w gronie najbliższych). Ale aby ten 2015 zacząć bez zgagi i kaca moralnego warto wprowadzić kilka nowych zasad do tradycyjnych zwyczajów. Zacznijmy od tej podstawowej, zwanej potocznie j. m. (jedz mniej, przyp. red.)
