Maciej Dąbrowski nagrał piosenkę dla swoich fanów.
Maciej Dąbrowski nagrał piosenkę dla swoich fanów. Fot. Screen z YouTube

Gdyby nie fani, youtuberzy nie mieliby racji bytu. Jednak czasem i oni potrafią zaleźć za skórę swoim idolom. Ostatnio podpadli Maciejowi Dąbrowskiemu z kanału "Z dupy", a ten nagrał specjalnie dla nich dość osobliwą piosenkę, w której nie szczędzi ostrych słów. Nie należy jednak do wyjątków, a takich przypadków jest dużo więcej.

REKLAMA
Nagrasz? No weź nagraj
Maciej Dąbrowski na swoim kanale wrzucił nietypową piosenkę pt. "Birthday Trap". Bynajmniej nie chodzi o jego urodziny – została przygotowana specjalnie dla wszystkich fanów. Nie ma tam jednak podziękowań czy życzeń, ale krytyka. Co takiego nie podoba się youtuberowi? To, że niektórzy z widzów notorycznie męczą go prośbami o nagranie życzeń dla mamy, taty, siostry, brata, wujka, ciotki, kolegi, koleżanki.
Maciek mówi, że takich próśb dostaję kilka dziennie. – Ja wiem, że jesteście fanami, ja wiem, że się jaracie, że jesteście zdupynators i w ogóle chu*. Ale uwierzcie mi, bardzo chcę wam wszystkim i waszym znajomym i waszym ciociom i waszym wujkom i waszym psom, waszym kolegom z podwórka, waszym nieznajomym, waszym bezdomnym, waszym cyganom pod blokiem, wszystkim chcę złożyć życzenia. Ale kur** nie mam czasu! Zresztą, co ja będę strzępił język… – tłumaczy na swoim kanale.
W jednym z odcinków swojego show Łukasz Jakóbiak rozmawiał z Radkiem Kotarskim o niestandardowych prośbach fanów
Łukasz Jakóbiak i Radosław Kotarski

Łukasz: Chciałem cię zapytać o najczęstsze prośby i dlaczego one zawsze zaczynają się – mam do ciebie bardzo niestandardowa prośbę, która jest standardowa, czyli nagraj pozdrowienia. Nagrywasz?

Radek: Nagrałem parę, ale już teraz nie mam kiedy. Autentycznie bardzo bym chciał. Ostatnio wyłamałem się przy okazji osoby, której historia jest bardzo długa i dzięki której od bardzo niedługiego czasu uda mi się podjąć taką współpracę strategiczną z jednym z największych banków w Polsce. Pośrednio to była zasługa tej osoby, więc żeby się odwdzięczyć tak zrobiłem.

Na problemy...vloger
Ze względu na swój image trochę łatwiej ma Cyber Marian, który zwykle nie jest rozpoznawany na ulicy, choć i od tego są ustępstwa. – Można powiedzieć, że u mnie nie ma ciemnych stron bycia znanym, a to za sprawą właśnie przebrania – przyznaje. I dodaje: – Na co dzień (na mieście) nikt mnie nie rozpoznaje, a kiedy chcę stać się rozpoznawanym wtedy się przebieram. Zdarzyło się kiedyś, że zostałem rozpoznany na mieście po głosie. Tłumaczyłem komuś drogę i ten ktoś w pewnym momencie przerwał mi pytając – "Czy jestem Cyber Marianem?".
Mimo to stara się utrzymywać częsty kontakt z fanami. – Wynika to przede wszystkim z mojego charakteru. Lubię rozmawiać z ludźmi, no i człowiek zawsze był dla mnie osobą, a nie numerkiem – mówi. Od swoich widzów dostaje mnóstwo wiadomości: jedni chcą po prostu pogadać, drudzy żeby ich pozdrowił w swoim filmie, jeszcze inni proszą mnie o jakąś przysługę typu "nagrałbyś życzenia dla mojej dziewczyny?", "zmontujesz mi film na osiemnastkę?".
– Dla mnie osobiście najwartościowsze są te wiadomości, w których ludzie mają jakieś życiowe problemy i proszą mnie o pomoc, o jakąś radę. Spoczywa wtedy na mnie wielka odpowiedzialność za każde słowo, które napiszę. Niektórzy widzowie poprzez takie szczere rozmowy stali się moimi dobrymi znajomymi – przyznaje.
logo
Faktycznie, może być ciężko rozpoznać Cyber Mariana bez przebrania. Fot. Zrzut z kanału Cyber Mariana
Odwrotna sytuacja
Kilka dni temu swoje urodziny obchodził Martin Stankiewicz. On spotkał się jednak z zupełnie odwrotną sytuacją: – Wyobraź sobie, że budzisz się rano, a na skrzynce fejsbukowej czeka na ciebie kilkadziesiąt wiadomości z życzeniami – mówi Martin. I dodaje: – Co najzabawniejsze, urodziny miałeś wczoraj i na wszystkie życzenia (których było mniej!) sukcesywnie odpisałeś. Skąd więc ten zalew kolejnego spamu?
Jeden powiedział drugiemu, że Stankiewicz odpisuje na życzenia, więc nie ma nic lepszego jak szpan przed kolegami, że mieli kontakt z „internetowym fejmem”. – I tylko spróbuj im teraz nie odpisać. To nie dadzą ci spokoju. Bo Kasi odpisałeś. Bo Tomkowi powiedziałeś dzięki. Więc siedzisz przed kompem, tracisz kolejne godziny życia, ale tego jest coraz więcej! Prawdziwy efekt kuli śnieżnej! Jak tak dalej pójdzie to życzenia będą składać mi jeszcze w lutym...
logo
Przykładowa prośba fanów. Fot. Screen z YouTube
Jak sam przyznaje, najzabawniejszą i chyba najczęstszą prośbą jest dodawanie do znajomych. – Dostaję kilka, jak nie kilkanaście dziennie tego typu wiadomości, w której każdy tłumaczy się ze swojej wyjątkowości i podaje mnóstwo powodów dlaczego akurat on powinien znaleźć się wśród moich znajomych. Sukcesywnie odmawiam. Czemu? Ponieważ ich nie znam. W większości przypadków starają się zrozumieć moją decyzję. Zdarzył się jednak kiedyś przypadek, gdy przez odmowę z największego „idola” stałem się największym wrogiem. Dosłownie – mówi Martin.
Jest też oczywiście spotkanie w fast foodzie. – I to nie jest tak, że ktoś ci przeszkodzi w przemielaniu hamburgera. Owszem, kiedyś tak było. Teraz widzowie są „dużo bardziej kulturalni” – mówi. I tłumaczy: – Przez cały okres trwania posiłku wbijają w ciebie wzrok, a ty czujesz się jak skazaniec czekający na wyrok śmierci. I dopiero gdy zanosisz tacę do kosza podchodzą z prośbą o selfie.
– Czasem to też nie jest zwykłe selfie. Jesteś w końcu maskotką, misiem z Gubałówki, więc powinieneś zrobić wszystko by widz był zadowolony. Np. jeden z kolegów pranskterów opowiedział mi, gdy podczas robienia zdjęcia, facet go poprosił by zrobił dziwny gest. Co oznaczał? „Dwa palce w c..., jeden w d... hehe” – dodaje youtuber, który jednocześnie uspokaja, że kocha swoich widzów całym sercem.
Martin Stankiewicz

Chociaż czasem taką miłością, jak matka dziecko, które dostaje ciągle jedynki w szkole i generalnie nie ma już dla niego nadziei.

Skakanie po klatce piersiowej
Ravgor z kanału Ravgor.TV ma trochę lżej, choć zdarzyło mu się otrzymać np. prośbę o to, aby... poskakał chłopakowi po klatce piersiowej i pozwolił sobie wylizać buty... Miał za to otrzymać 80 zł.
– Większość moich widzów bardzo lubię – mówi vloger. Wspierają mnie życząc powodzenia i pisząc, że lubią moje filmy. Natomiast zdarzają się też oczywiście widzowie, którzy chcą wiedzieć dosłownie wszystko, łącznie z rozmiarem buta. Wtedy po kilku odpowiedziach już robi się to uciążliwe, a dostaję takie wiadomości od kilkunastu osób dziennie – dodaje.
Fanom zdarza się też zapomnieć, że vloger też ma swoją prywatność. Nie wszyscy zdają się to akceptować. – Jakiś czas temu spotkała mnie 13-latka z kolegą. Mówią, że idą do mnie. Wytłumaczyłem im grzecznie że nie ma takiej opcji, bo chce mieć jakąś prywatność. Zrobiłem to naprawdę grzecznie. Oni udali, że zrozumieli, po czym jechali prawie całą drogę za mną udając, że jadą do swojego domu – opowiada Ajgor Ignacy.
Przyznaje także, że czasami nawet jego młodsze siostry dostają wiadomości od obcych osób, które – jak się okazuje – są widzami jego kanału. Sam wszystkie wiadomości przegląda i odpowiada, ale tylko na te ważne. – Przynajmniej się staram. Na stereotypowe pytania i wiadomości naprawdę chciałbym odpowiedzieć, ale nie da się i widz musi zrozumieć, że też chce mieć życie i wolny czas.
Ajgor Ignacy

Nie mogę iść sobie też na fastfooda, zjeść, ubrudzić się sosem jak każdy, bo ktoś w trakcie potrafi przerwać, żeby zrobić sobie selfie. Ale przyzwyczaiłem się i da się z tym żyć, bo te sytuacje na szczęście nie są na każdym kroku.

Druga strona medalu
Z drugiej strony youtuberzy wcale tak źle z tymi fanami nie mają. Jedną z najmilszych rzeczy są chyba prezenty, a w ich dostawaniu przodują Banshee i Abstrachuje. Co znajduje się w takich paczkach od fanów? Przede wszystkim “fanarty”, czyli rysunki przedstawiające swoich idoli, bransoletki z gumek oraz słodycze, dużo słodyczy. Sama Banshee w jednym z filmików przyznała, że dostaje ich tak wiele, że część z nich oddaje innym.
Czy piosenka Maćka Dąbrowskiego coś da? Pewnie nie – problem z fanami jest taki, że każdy myśli, iż jest tym jedynym, wyjątkowym, więc dlaczego by nie napisać?