Powitanie roku 2013 na rynku we Wrocławiu.
Powitanie roku 2013 na rynku we Wrocławiu. Fot. Tomasz Szambelan / Agencja Gazeta

Dla tych, którzy ostatniego dnia roku nie mają szczególnych planów, miasta oferują atrakcje sylwestrowe – występy gwiazd, fajerwerki, wspólny toast pod chmurką. Tyle jednak, że koszty rozkładają się na sponsorów i podatników.

REKLAMA
W teorii wszystko jest proste: każdy może za darmo przyjść w sylwestrową noc na zabawę zorganizowaną przez władze miasta i przy dźwiękach muzyki powitać nowy rok. Ale ile w tym prawdy?
Okazuje się, że sporo zależy od sponsorów i funduszów przekazywanych przez media, które transmitują dane atrakcje. I tak w tym roku Polsat bawi się w Gdyni, a tamtejszą zabawę sfinansuję aż w 50 proc. Kraków może liczyć na finansowe wsparcie TVN, a Lublin – na pieniądze od sponsorów. Na więcej luzu w dysponowaniu funduszami miejskimi może sobie pozwolić Warszawa.
To, czego nie nie sfinansują sponsorzy, miasto pokrywa z pieniędzy podatników. Aby "dołożyć się" do sylwestrowej imprezy ogółu, typowy mieszkaniec Gdyni zarabiający pensję minimalną (1237 zł) musi pracować przeszło godzinę. Z kolei warszawiakom zajmuje to zaledwie 23 minuty pracy.
Stosując kryterium przeciętnych zarobków w województwach, gdynianie otrzymujący średnie wynagrodzenie pracują na miejskiego Sylwestra 27 minut, warszawiacy – 8 minut, a poznaniacy – zaledwie 3 minuty. I to nie z powodu swojej wrodzonej ponoć oszczędności. W tym roku w stolicy Wielkopolski nie będzie wysokobudżetowej zabawy.
Źródło: Forsal.pl