
Pielęgnacja wchodzi w kompetencje kosmetyków kolorowych. Dziś kremy i balsamy nie tylko nawilżają, dostarczają najlepszych składników odżywczych, ale dbają o natychmiastową poprawę wyglądu cery. Jak kosmetyki kolorowe.
REKLAMA
Niektórzy Polacy do tej pory w kwestii kremów pozostają wierni jednemu, kultowemu, znanemu od pokoleń kremowi NIVEA w granatowym blaszanym pudełku. Nie tak dawno obchodził swoje setne urodziny, więc rzeczywiście zdążył w świadomości konsumenta zaistnieć i się na dobre zadomowić.
Ale zdania na temat jego skuteczności są podzielone. Babcie twierdzą, że nie ma nic lepszego nad pielęgnację kremem Nivea, a niektórzy dermatolodzy, że zatyka on pory i jest odpowiedzialny za trądzik kosmetyczny i inne choroby skórne. Mojemu pokoleniu 30 - 30-kilkulatków ten krem akurat kojarzy się z mrozem i grubą, tłustą warstwą na twarzy, którą mama nakładała zawsze przed wyjściem na sanki czy narty. A później przyklejały się do niego włosy i fragmenty szalika, czy czapki...Ale jako osoba dorosła po tak tłusty krem nie sięgam. Bo nie mogę. Moja skóra ma zupełnie inne potrzeby i wymagania.
Skóra, która się świeci też może być sucha...
Zwykle wybieramy krem, który odpowiada na problemy skórne. Dlatego osoby ze skórą przetłuszczającą się, często sięgają po kremy matujące, przypisywane do takiej właśnie cery. Jednym służą, dla innych to zdecydowanie za mało. Bo przesuszają i nie dostarczają skórze odpowiedniej ilości składników nawilżających, co działa jak błędne koło... Gruczoły łojowe otrzymują sygnał, że skóra jest niewystarczająco zabezpieczona przed wysuszeniem, w związku z czym produkują więcej sebum. Cera zaczyna się świecić, pory zatykać, a niedoskonałości - nasilać się.
Zwykle wybieramy krem, który odpowiada na problemy skórne. Dlatego osoby ze skórą przetłuszczającą się, często sięgają po kremy matujące, przypisywane do takiej właśnie cery. Jednym służą, dla innych to zdecydowanie za mało. Bo przesuszają i nie dostarczają skórze odpowiedniej ilości składników nawilżających, co działa jak błędne koło... Gruczoły łojowe otrzymują sygnał, że skóra jest niewystarczająco zabezpieczona przed wysuszeniem, w związku z czym produkują więcej sebum. Cera zaczyna się świecić, pory zatykać, a niedoskonałości - nasilać się.
Dla takiej skóry właśnie powstał po drugiej stronie oceanu ideał. Dramatically Different Moisturizing Cream marki Clinique. Nie obciąża skóry, a genialnie ją nawilża i pozostawia na niej ochronną, lecz nietłustą warstwę, która zabezpiecza ją przed przesuszeniem. Skóra jest miękka, miła w dotyku, nie ulega przesuszeniom i można śmiało DDMC używać także zimą. I stosować go pod makijaż. A jeśli jego konsystencja wyda ci się zbyt bogata, możesz sięgnąć po jego lżejszą wersję, czyli emulsję.
Młoda skóra zwykle nie przypomina ideału z reklamy kremu...
A jeśli młode kobiety 20-30 -letnie miałyby wskazać co dla nich taki ideał skóry oznacza, to jako pierwsze trzy hasła wymieniają: jednolity koloryt, gładką równą powierzchnię oraz niewidoczne pory. Znaczy, że najwięcej problemów z cerą przysparzają młodym kobietom niedoskonałości. I na takie problemy odpowiada najnowsza, świeżuteńka na półkach w perfumeriach linia Skin Perfection L'Oreal Paris. W jej skład wchodzi krem udoskonalający o aksamitnej konsystencji, serum oraz krem BB.
A jeśli młode kobiety 20-30 -letnie miałyby wskazać co dla nich taki ideał skóry oznacza, to jako pierwsze trzy hasła wymieniają: jednolity koloryt, gładką równą powierzchnię oraz niewidoczne pory. Znaczy, że najwięcej problemów z cerą przysparzają młodym kobietom niedoskonałości. I na takie problemy odpowiada najnowsza, świeżuteńka na półkach w perfumeriach linia Skin Perfection L'Oreal Paris. W jej skład wchodzi krem udoskonalający o aksamitnej konsystencji, serum oraz krem BB.
Są lekkie, miłe w użyciu (superszybko się wchłaniają i przepięknie pachną) i genialnie spełniają swoje zadanie: wygładzają i nawilżają, pozostawiając skórę jaśniejszą i rozświetloną. Atrakcyjna jest także ich cena, bo za słoiczek luksusowego kremu, serum czy kremy BB zapłacimy po 30 złotych.
Skóra ciała może wyglądać seksownie i być aksamitnie gładka...
Pod warunkiem, że zwykły balsam zastąpimy takim... niezwykłym. Który jednocześnie dba o pielęgnację i o to, jak skóra wygląda tuż po jego użyciu. Do tej pory przyznaję, że używałam głównie balsamów do skór atopowych, reaktywnych. Emolientów, których zadaniem jest pielęgnować, a przede wszystkim - nie szkodzić. Chronić, ale nie pachnieć, nie mieć koloru, ani niczego co by mogło wrażliwą skórę podrażnić.
Pod warunkiem, że zwykły balsam zastąpimy takim... niezwykłym. Który jednocześnie dba o pielęgnację i o to, jak skóra wygląda tuż po jego użyciu. Do tej pory przyznaję, że używałam głównie balsamów do skór atopowych, reaktywnych. Emolientów, których zadaniem jest pielęgnować, a przede wszystkim - nie szkodzić. Chronić, ale nie pachnieć, nie mieć koloru, ani niczego co by mogło wrażliwą skórę podrażnić.
I spełniają swoje zadanie, ale często mają skutek uboczny. Ciało po nich się klei, a na ubraniach pojawiają się tłuste plamy. Dlatego kiedy zobaczyłam najnowszą gamę Ideal Body Vichy, zachwyciłam się już od samego dotyku...opakowania. Jest aksamitnie przyjemne, podobnie jak skóra po nałożeniu balsamu (89 zł / 200 ml) lub mleczka-serum (79 zł / 200 ml; w aptekach).
Vichy proponuje dwie konsystencje. Jedna, w słoiku, bogatsza i przeznaczona dla bardziej suchej, wymagającej skóry, druga lżejsza. Obie przetestowałam i przyznaję, że nie kleją się, choć nawilżają skórę i pozostawiają aksamitny dotyk i nawilżenie przez wiele godzin. To zasługa składu balsamu i mleczka. Zawierają pochodną kwasu salicylowego, który delikatnie złuszcza naskórek i stymuluje go do odnowy, a także mieszankę trzech olejków i masła karite. Na deser coś, co kochają wszystkie kobiety czyli kropla rozświetlenia. Bo Ideal Body zawierają drobniutką mikę, która pięknie nabłyszcza ciało, dzięki czemu wygląda apetyczniej. Jak lekko podrasowane makijażem.
