
Kończy się 18-dniowa przerwa w szkołach. Po raz pierwszy tak głośno było o dostępnej od lat możliwości zostawienia dzieci w szkołach w dniach, kiedy nie ma lekcji. I rzeczywiście w wielu szkołach frekwencja była wyższa niż w poprzednich latach, ale w wielu rodzice nie przywieźli dzieci, choć wcześniej to deklarowali i nauczyciele siedzieli na dyżurach sami.
Głośny spór nauczycieli z minister edukacji Joanną Kluzik-Rostkowską poskutkował większym zainteresowaniem dzienną opieką, którą szkoły organizują w dni robocze, ale wolne od lekcji. Dlatego w niektórych szkołach zapotrzebowanie zgłosili rodzice nawet kilkudziesięciu dzieci - relacjonuje “Gazeta Wyborcza”, której dziennikarze przeprowadzili ankietę w części szkół.
Niestety jednak zdarzały się przypadki, że rodzice nie przywozili swoich dzieci, chociaż wcześniej prosili o opiekę nad nimi. W szkole podstawowej nr 85 w Poznaniu 5 stycznia pojawiły się tylko nauczycielki, woźna i kucharz, choć miały być też dzieci. Ale rodzice się rozmyślili, nie informując nawet, że opieka jednak nie będzie potrzebna. Takie sytuacje mocno zrażają nauczycieli zarówno do pomysłu, jak i do minister Kluzik-Rostkowskiej.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
