W działach dziecięcych pełno jest tańszych odpowiedników tego, co znajdujemy w działach damskich i męskich.
W działach dziecięcych pełno jest tańszych odpowiedników tego, co znajdujemy w działach damskich i męskich. Fot. www.hm.com

Są tacy, którzy o profitach płynących z zakupów w dziale dziecięcym wiedzą od dawna. Są tacy, którzy dopiero je odkrywają. Ale jedni i drudzy zgodnie twierdzą – ciuchy nie dość, że leżą jak ulał to jeszcze kosztują dwa razy mniej niż te, kupowane w „dorosłych” sklepach.

REKLAMA

Drobna sylwetka, niski wzrost. Nawet w dobie kultu zgrabnego ciała, bywają prawdziwą zmorą. Taką samą zresztą jaką bywa też po prostu nieproporcjonalna budowa ciała. Zmora jest tym większa zwłaszcza wtedy, kiedy nie ubieramy się w salonach projektantów, ale w popularnych sieciówkach. Bo tu najczęściej sprzedaje się odzież wyglądającą tak, jakby projektowano ją tylko dla wysokich osób w typie chadzających po wybiegach modelek. Ktoś, kto liczy mniej albo niewiele ponad 160 centymetrów wzrostu chcąc nie chcąc musi liczyć się z tym, że spodnie trzeba będzie skrócić, a rękawy koszuli czy kurtki podwijać.

Ubrania dla 40-latki 40-letnia Marta zalety regularnego bywania w działach dziecięcych odkryła przypadkiem. – Zauważyłam po prostu kurtkę, która mi się podobała – mówi. – Na oko wyglądała na mój rozmiar. Dopiero po chwili zorientowałam się, że z działu damskiego trafiłam do dziecięcego.

A o to nietrudno. Tym bardziej, że w wielu sklepach granica między poszczególnymi działami jest niemal niewidoczna. Damski graniczy z dziewczęcym, męski z chłopięcym.

– Ale zakupy i tak zrobiłam – dodaje zaraz kobieta. – Kurtka leżała na mnie jak ulał a w dodatku była o niebo tańsza niż te, które wcześniej oglądałam i mierzyłam w dziale damskim.

– Osobiście w dziale dla chłopców robię zakupy od dwóch lat – mówi 28-letni Tomasz. – Ale nie tylko ze względu na rozmiar.

– Pomyślałem po prostu, że tam musi być taniej – dodaje. – Sprawdziłem. I okazało się, że mam rację.

Ile można zaoszczędzić? Jest taniej. I to dużo. Przykładowo - w „dorosłych” działach spodnie kosztują 180 zł, w dziecięcych identyczne modele można znaleźć za niespełna 80 zł. Do 2013 roku produkty dziecięce obowiązywał niższy VAT - 8-procentowy. Teraz jest już "normalnie", ale ceny mimo wszystko są niższe.

Z okazji coraz bardziej ochoczo korzystają więc nie tylko klienci, ale i obsługa. Stojąc w kolejce, na własne uszy słyszałam kiedyś pełną zrozumienia wymianę zdań między młodą dziewczyną a kasjerką. Jedna płaciła za znalezione w dziale dziecięcym spodnie ciesząc się, że w końcu nie będzie musiała skracać nogawek, a druga przekonywała, że robi dokładnie tak samo odkąd zorientowała się, że rozmiary pasują. – Zaczęli dla tych dzieciaków projektować tak jak dla dorosłych, bo one teraz jakieś takie duże rosną, na kurczakach ze sterydami chowane – skwitowała niby to żartobliwie pani przy kasie.

Cóż, nie jestem pewna czy faszerowane sterydami kurczaki są tu kluczowym ogniwem, ale fakt jest faktem. Wybór w dziale dziecięcym naprawdę jest ogromny. Cena i rozmiary to jedno. Dla nas – dorosłych – ważny jest jednak przecież również fason. W końcu co z tego, że znajdziemy leżącą na nas jak ulał bluzę w świetnej cenie, kiedy zdobić ją będzie wizerunek Myszki Miki albo kucyków Pony?

Kucyki Pony to bohaterki popularnej bajki dla dzieci.
Kucyki Pony to bohaterki popularnej bajki dla dzieci. Fot. YouTube.com

Bajkowe wzory wyszły z mody I o to jednak – całe szczęście – coraz trudniej. – Trend, by ubierać dzieci jak dorosłych jest obecny na odzieżowym rynku już od dawna – pisze na łamach brytyjskiego „The Times” Carolyn Asome. – Nawet niemowlęce ciuszki rzadko kiedy przypominają stroje kojarzące się z bajkami Disney’a. Więcej wśród nich takich, które wpisują się w najnowsze trendy francuskiej mody. Osoby o drobnej budowie ciała, naprawdę mają w działach dziecięcych wielki wybór modnych ciuchów.

Tym bardziej, że są wśród marek i takie, które mianem „odzieży dziecięcej” określają nawet rozmiary pasujące na osoby mierzące 170 cm wzrostu. Co ciekawe taka miara opisana jest jako standardowy rozmiar 14-latków.

– Sam mam na przykład kupioną w dziecięcym marynarkę dresową, którą wszyscy się zachwycają – mówi Tomasz. – I nikt nawet przez chwilę nie pomyśli, że kupiłem ją w dziale dla chłopców. Wręcz przeciwnie – znajomy identyczną kupił w dziale męskim.

– Mamy do czynienia z postępującym procesem upodabniania dziecięcej odzieży do dorosłej – potwierdza w rozmowie z naTemat stylistka Gosha Kusper. – Dlatego bez obaw i od dawna wybieram się z klientami do działów dziecięcych. Oczywiście przede wszystkim z tymi drobnej postury. Oni sami często w życiu nie wpadliby na to, że można tam znaleźć rzeczy w niczym nie różniące się od tych dedykowanych dorosłym tyle, że mniejsze i tańsze.

Problem? To tylko spodnie i buty – Jedyne, czego nie mogę znaleźć w dziale dziecięcym to spodnie – mówi Marta Michalska. – Mam wrażenie, że wszystkie są szczególnie wąskie w biodrach. Ten sam problem pojawia się przy niektórych fasonach bluzek, w których projektanci nie uwzględnili miejsca na biust – uśmiecha się.

Cóż, może dlatego, że mimo wszystko szyto je z myślą o nastoletnich dziewczynkach. Swetrów, marynarek czy koszul ten problem jednak nie dotyczy. Podobnie jest ze spódnicami. Furorę wśród dorosłych robią też akcesoria z dedykowanych dzieciom półek. – Sięgam po nie bardzo często podczas zakupów z klientami – mówi Kusper.

– Jedno czego żałuję, to, że nie ma dla mnie butów – dodaje Tomasz. – Mam rozmiar 43, a takiego niestety dzieciaki nie noszą. Tego problemu często nie mają kobiety. Rozmiar 36-37 nie jest rzadkością, a można je bez problemu spotkać w dziale dziecięcym. Cena? Zdecydowanie niższa, a model ten sam.