
- Ja proponowałem 700 mln złotych. W trakcie negocjacji doszliśmy do ponad miliarda złotych. A oni z dnia na dzień ten miliard zamienili na 2 miliardy złotych. (…) Poszli na twardo z rzeczami, których ja nie mogłem spełnić - w ten sposób minister zdrowia wyjaśniał w „Kropce nad i” dlaczego tak późno doszło do porozumienia z protestującymi lekarzami.
REKLAMA
Po trwającym od 2 stycznia strajku i 15 godzinach negocjacji, Porozumienie Zielonogórskie zawarło z resortem zdrowia porozumienia dopiero w środę rano. Wówczas też otworzono zamknięte od kilku dni gabinety lekarskie. Na mocy porozumienia w 2015 roku budżet państwa przeznaczy na podstawową opiekę zdrowotną 1 mld 180 mln złotych.
Bartosz Arłukowicz zaznaczył , że wznowienie rozmów i ostatecznie wypracowany kompromis nie wynikał z ultimatum rzekomo postawionego mu przez premier Ewę Kopacz. - (…) czułem, że mam do czynienia z prawdziwymi, książkowymi przykładami związkowców. Ale ja im powiedziałem twardo czego oczekuję i na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Oni nad ranem racjonalnie ocenili już tę sytuację, chciałem im za to podziękować - powiedział Arłukowicz w TVN24.
Minister przypomniał też, że z lekarzami z PZ od maja 2014 r. spotkał się w sumie 10 razy. Jego zdaniem z każdym spotkaniem rosły oczekiwania i roszczenia ze strony przedstawicieli służby zdrowia. – Oni chcieli więcej pieniędzy dla lekarzy. Ja proponowałem 700 mln złotych. W trakcie negocjacji doszliśmy do ponad miliarda złotych. A oni z dnia na dzień ten miliard zamienili na 2 miliardy złotych. (…) Poszli na twardo z rzeczami, których ja nie mogłem spełnić (...) - podkreślił zaznaczając jednocześnie, że to nie pierwszy raz kiedy PZ „szantażuje” rząd. Zdaniem Arłukowicza do podobnych sytuacji dochodziło także w czasach, gdy na czele resortu stał prof. Zbigniew Religa.
Źródło: TVN24.pl
