
– Nie możemy rozmawiać z delegacją rządową, która nie ma pełnomocnictw do podpisywania uzgodnień, które byłyby wdrażane w życie – podkreślił w sobotę przewodniczący śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” Dominik Kolorz, który reprezentuje górników-związkowców w strajku w proteście przeciwko planom restrukturyzacji Kompanii Węglowej, proponowanym przez premier Ewę Kopacz.
REKLAMA
Według Kolorza, wina za zerwanie rozmów między górnikami a stroną rządową leży po stronie reprezentowanej przez delegację z pełnomocnikiem rządu ds. restrukturyzacji górnictwa Wojciechem Kowalczykiem na czele. Oprócz niego na rozmowy przyjechali: wiceminister skarbu Rafał Baniak, wiceminister pracy i polityk społecznej Jacek Męcina oraz podsekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Jakub Jaworowski.
Problem w tym, że – jak przekonywał działacz "Solidarności" – przysłani przez premiera urzędnicy nie zostali wyposażeni w pełnomocnictwa do podpisania porozumień w imieniu rządu.
– My się więcej w ciula robić nie damy – oświadczył Kolorz podkreślając zarazem, że mimo zerwania negocjacji górnicy nadal są gotowi do dalszych rozmów. W tym przypadku konieczna jest jednak dobra wola strony rządowej. – Jeżeli jest taka wola, to nie wiem, niech przyjedzie pani premier Kopacz i niech jednoznacznie oświadczy, że to co uzgodnimy wchodzi życie – podkreślił szef związkowców.
Plan restrukturyzacji Kompanii Węglowej, która jest największą firmą górniczą w Europie, przewiduje zamknięcie należących do niej kopalń Sośnica-Makoszowy, Pokój, Bobrek-Centrum i Brzeszcze.
Jeżeli Kompania, która nie jest w dobrej sytuacji finansowej, upadłaby w tej chwili, pracę w 14 kopalniach straciłoby 49 tysięcy ludzi. Ewa Kopacz w wywiadzie udzielonym "Gazecie Wyborczej" mówiła w tym tygodniu, że nie chce być jak Margaret Thatcher, ale sprawę górników zamierza "załatwić od początku do końca".
Źródło: TVPInfo
