
Polscy lekarze, położne i prawnicy znaleźli sobie bardzo intratny interes. Jak ujawnia najnowszy "Newsweek", wręcz powszechny staje się w naszym kraju handel... dziećmi. A dokładnie noworodkami, których zakup gwarantuje podobno, że z niebiologicznym potomkiem nie będzie problemów takich, jak z kimś adoptowanym z domu dziecka.
REKLAMA
Drogo, ale bez "trefnego towaru"
– Tylko niemowlak, zdrowy, z pewnego źródła, daje gwarancję spokojnego, szczęśliwego rodzicielstwa – przekonują Annę Szulc jej rozmówcy. To pary, które wyprzedają majątek lub zadłużają się, by skorzystać z coraz szerszej oferty noworodków na sprzedaż.
– Tylko niemowlak, zdrowy, z pewnego źródła, daje gwarancję spokojnego, szczęśliwego rodzicielstwa – przekonują Annę Szulc jej rozmówcy. To pary, które wyprzedają majątek lub zadłużają się, by skorzystać z coraz szerszej oferty noworodków na sprzedaż.
Oficjalnie mówi się co prawda o rosnącej popularności adopcji ze wskazaniem. Rozwiązania, w którym biologiczna matka wskazuje znajomą parę i przed sądem przekazuje tym ludziom prawa rodzicielskie. Obowiązujące przepisy nie wymagają, by rodzice adopcyjni byli krewnymi lub powinowatymi, bo stworzono je w celu zapewnienia szans na nowy dom dzieciom, których adopcją ich rodziny nie są zainteresowane.
Jednocześnie umożliwiono jednak lekarzom, położnym i prawnikom możliwość łatwego zarobku na kojarzeniu bezdzietnych par z matkami, które nie chcą swoich dzieci. Interes jest genialny, bo stawki handlarzy z porodówek i kancelarii sięgają nawet kilku tysięcy euro.
W zamian zdesperowane pary, które nie mogą mieć własnych dzieci otrzymują ofertę w postaci noworodka z 10 punktami w skali Apgar, od matki "zadbanej i bez nałogów". – Niech zarabiają, ile chcą. Byle tylko nie sprzedawali nam trefnych maluchów – mówi "Newsweekowi" jedna z klientek chętnych na dziecko.
Zdesperowani przestępcy
Klientelę handlarze dziećmi znajdują szczególnie wśród zamożnych par, dla których cena spełnienia marzeń o dziecku nie odgrywa większej roli. Rozmówcy tygodnika to w większości ludzie, którzy mają za sobą inwestycje w nieudane terapie in vitro.
Klientelę handlarze dziećmi znajdują szczególnie wśród zamożnych par, dla których cena spełnienia marzeń o dziecku nie odgrywa większej roli. Rozmówcy tygodnika to w większości ludzie, którzy mają za sobą inwestycje w nieudane terapie in vitro.
Na zakup dziecka na "wolnym rynku" decydują się też ci, którym ze względu na wiek ośrodki adopcyjne odmawiają adopcji noworodków. Starszych nie chcą w obawie przed tym, że będą one zdemoralizowane przez "bidul" i przyniosą nowej rodzinie wstyd.
Część osób kupujących noworodki ryzykuje natomiast wstyd z powodu rzekomej zdrady, której owocem miało być zakupione dziecko. Ci dodatkowo oszukują urzędy. Kluczowym elementem transakcji jest bowiem złożenie w USC nieprawdziwego oświadczenia, iż ojcem jest klient. Jak tłumaczą rozmówcy "Newsweeka", nawet jeśli budzi to wątpliwości, nikt nie reaguje, bo udowodnienie winy takim osobom wiązałby się z kosztownymi badaniami DNA.
Ile noworodków sprzedaje się w Polsce? Z cytowanych przez tygodnik szacunków Fundacji Dziecko – Adopcja – Rodzina wynika, że co roku na nadwiślańskim rynku noworodków obraca się nawet pięcioma tysiącami ludzi na sprzedaż.
